Przywiążcie baranki ku ofierze aż do rogów ołtarza

Psalm 116:12, Psalm 118:27

      Wygłoszono w sali Y.M.C.A., Melrose, Mass., 3 grudnia 1906.

Gdy ponad tysiąc dziewięćset lat temu Jezus oczyścił dziesięciu trędowa­tych, powiedział im, żeby poszli i pokazali się kapłanowi; tam okazało się, że zostali oczyszczeni. Z wdzięczności jeden z nich powrócił do Jezusa i Mu podziękował, ale inni poszli swoją drogą. Do tego, który wrócił, Jezus rzekł: „Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? A gdzie jest dziewięciu?” [Łuk. 17:17]. Ten, który się wrócił, był Samarytaninem.

Dzisiaj tysiące chrześcijan są jak tych dziewięciu trędowatych, ale tylko nieliczni jak ten dziesiąty. Tamci cieszą się, że Jezus uczynił dla nich tak wiele, ale nie chcą dla Niego zawrócić z drogi, nie chcą się poświęcić dla Jego spra­wy. Dziesiąty trędowaty zszedł ze swej drogi i powrócił, aby podziękować.

Jakie są Jego dobrodziejstwa wspomniane w naszym pierwszym tek­ście? Wszystko, co posiadamy, co warto mieć, wszelkie dobro, jakie zna­my, wszystko, na co mamy nadzieję; życie bowiem, nawet to upadłe, ale jednak nasze, zawdzięczamy Bogu; te ciała, te oczy i uszy i wszystkie do­bre rzeczy, jakie widzimy i słyszymy; nasze umysły i wszelkie dobre my­śli. Bogu zawdzięczamy każdy kęs chleba, nasze ubrania, nasze domy. Bóg obdarzył człowieka pomysłowością w zakresie budowania domów. Jemu zawdzięczamy dar jego drogiego Syna. Ile by nas kosztowało oddanie życia swojego dziecka naszemu wrogowi? Nikt nie umie sobie nawet wyobrazić, o ileż więcej kosztowało to Jego; nie mógł nam dać nic droższego. Jesteśmy wdzięczni za Biblię. Wszystko, za co jesteśmy wdzięczni innym, nie da się porównać z tym, co zawdzięczamy Bogu.

Duch, który nie uczyniłby nic dla Boga, podczas gdy On tyle uczynił dla nas, jest nikczemny. Nie możemy oszacować naszego wobec Niego długu, bowiem im lepiej Go poznajemy, tym dług nasz wydaje się być większy. Cóż zatem możemy Mu oddać za wszystkie Jego dobrodziejstwa? Nigdy się w pełni nie odpłacimy. Rozważmy na przykład przypadek pana Smitha, który winien jest panu Jonesowi 100 tysięcy dolarów, a wszystko, co posia­da na tym świecie, to mały dom i sklep, które łącznie warte są nie więcej niż 500 dolarów. Pan Smith z pewnością nie może spłacić swego długu i uznaje ten fakt. Tak więc idzie do pana Jonesa i mówi: »Panie Jones, jestem panu winien 100 tysięcy dolarów, ale nie mogę ich panu spłacić, bo całe moje mienie jest warte nie więcej niż 500 dolarów. Jednak, by panu pokazać, że wszystko spłacę, jeśli będę mógł, uczynię, co mogę najlepszego. Przekażę panu wszystko, co posiadam, o wartości 500 dolarów, jako część spłaty mo­jego długu. To wszystko, co jestem w stanie zrobić«. Pan Jones odpowiada: »Wiem, że nie możesz oddać długu, a więc uznam tę kwotę jako spłatę. Ponieważ jednak nie potrzebuję nieruchomości, przekazuję je tobie pod opiekę, aby mogły być używane w mojej służbie; będziesz zarządcą«.

Wszystko oddaliśmy Bogu, wszystko, co mamy i czym jesteśmy oraz czym mamy nadzieję być. Należymy do Niego; nasz czas, pieniądze, ręce, intelekt – to wszystko jest Jego. Jednak nie wziął On tego wszystkiego na­prawdę, lecz uczynił nas gospodarzami naszych uprzednich posiadłości. Ma On obecnie prawo powiedzieć, co powinno być zrobione. Oddaje nam nasze dobra, aby były używane w Jego służbie.

Co zatem my możemy dać? (1 Kor. 6:19-20, 10:31)

  • Nasze ciało (Rzym. 12:1). Kiedyś obieraliśmy nasze ścieżki i to, co
    czynić mają nasze ręce; my określaliśmy, co nas zadowalało, co błyszczało
    i było popularne. Ale nasze życie, nasze ręce i nogi oraz nasz język nale­
    żą teraz do Niego. Nie możemy mówić niczego, czego byśmy się wstydzili,
    mówiąc to w Jego widzialnej obecności.
  • Nasz umysł (1 Kor. 6:20). Kiedyś zupełnie nie dbaliśmy o nasze myśli,
    teraz staramy się myśleć o rzeczach, które są czyste, dobre, miłe. Nie mamy
    prawa myśleć o rzeczach, które Mu się nie podobają. Chrześcijanie wstydzą
    się ofiarować Bogu mniej, niż to wszystko, co posiadają. Nasze życie, choć
    niedoskonałe, należy do Niego i należałoby, nawet gdyby było sto tysięcy
    razy lepsze, niż jest. Chrześcijanin nie ma nic, gdyż wszystko dostaje od
    Pana, a jednak przez wiarę posiada wszystkie rzeczy. Chrystus jest Głową
    Kościoła, który jest Jego Ciałem. Głowa kontroluje ciało, zarządza każdym
    jego posunięciem. To oznacza właśnie bycie Jego Ciałem – On nas kontro­
    Nasze poświęcenie wpływa na całe nasze życie i mienie. Jest to bardzo
    wąska droga i musimy uważać na nasze kroki. Człowiek może zwykle bez
    trudu przejść po desce o szerokości piętnastu centymetrów, ale gdyby był
    pijany, wówczas nawet chodnik o szerokości sześciu metrów nie byłby dla
    niego wystarczająco szeroki. Tak więc, gdy jesteśmy czyści, możemy „jed­
    noocy” kroczyć tą wąską drogą, ale gdy się upijemy złudnymi bogactwami
    i przyjemnościami tego świata, nie będziemy w stanie iść. „Bo wielu jest
    powołanych, lecz mało wybranych” [Mat. 22:14 BT].

Nie będzie to łatwa, popularna droga. Ze światowego punktu widzenia droga ofiary sporo kosztuje – trudności, prześladowania, samozaparcie i niesienie krzyża. Możemy żyć pobożnie według oceny świata, ale inną sprawą, i wcale niełatwą, jest żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie. On często chce od nas zrobienia rzeczy, które możemy przypłacić utratą ziemskiej po­zycji lub władzy bądź też biedą. Tutaj przechodzimy do naszego drugiego tekstu. Kto może prowadzić takie życie i w jaki sposób?

„Przywiążcie baranki powrozami ku ofierze aż do rogów ołtarza.” Przy miedzianym ołtarzu były cztery rogi, stąd też i cztery powrozy. Gdy przy-wiążemy naszą ofiarę tymi czterema powrozami, będziemy mogli zrobić wszystko, co na nas czeka (Filip. 4:13). Rogi miały utrzymać ofiarę na miej­scu, gdyż była ona przywiązana do rogów sznurami. Łatwo jest przywią­zać martwe zwierzę, ale nie tak łatwo żywe. Nasze ofiary nie są martwymi ofiarami, ale bardzo żywymi. Gdy rozpoczynamy ofiarowanie, czujemy, jak gorące węgle palą niektóre z naszych przyjemności i wygód.

1) Sznur miłości (1 Jana 4:18). W miłości nie ma bojaźni. Gdy dziec­ko zachoruje na poważną chorobę, matka nie boi się o samą siebie, ale skłonna jest zaryzykować własne życie z miłości do dziecka. Najwięcej jesteśmy gotowi poświęcić na rzecz tego, co najbardziej kochamy. Pytanie tylko – co kochamy najbardziej? Jak bardzo kochamy Boga? Czy bardziej niż bliźniego? Nie zastanawialibyśmy się wówczas, czego chcą od nas nasi przyjaciele i sąsiedzi, ale spytalibyśmy Boga: »Co Ty chcesz, abym uczynił?«. Musimy kochać Go więcej niż uznanie ze strony świata. Jeśli kochamy Go z całego serca, wówczas całym sercem będziemy Mu słu­żyć. Niektóre próby mogą sprawić, że będziemy się wzbraniać, ale miłość dla Ojca i dla Jezusa przyjdzie nam z pomocą. Nie miłujmy tylko języ­kiem, ale uczynkiem i prawdą. Ile jesteśmy gotowi poświęcić dla Boga? Czy jesteśmy tylko w Prawdzie, czy również z Prawdy? Jeśli tylko jeste­śmy w Prawdzie, wtedy to, co mamy, to jedynie wiedza, ale jeśli jesteśmy z Prawdy, wówczas dostaliśmy również jej ducha. „Wody wielkie nie mo­głyby zagasić tej miłości” (Pieśń 8:7).

Sznur jest dość specyficzny, zrobiony jest z wielu włókien. Oznacza on miłość, a włóknami są: miłość dla Boga, miłość dla braci, dla bliźniego, dla świata, dla nieprzyjaciół. Siła powrozu zależy od sposobu, w jaki umiesz­czone i utkane są włókna. Rozdajemy broszurki, ponieważ kochamy na­szych braci, którzy jeszcze są ślepi. Bóg ukochał świat, gdy był on jeszcze w grzechu (Rzym. 5:8), dlatego i my powinniśmy ludzi kochać. Wielu po­święca bardzo dużo, by umożliwić fizycznie ślepemu widzenie, o ileż więcej poświęcilibyśmy, żeby pomóc naszym duchowo niewidomym braciom.

2) Sznur wiary, ufności, pewności. Włóknami tego sznura byłaby wiara w kosztowne obietnice Biblii, mające odniesienie do obecnego życia. Pa­miętamy Pawłowy oścień w ciele i jak łaska Boża była dla niego wystarcza­jąca, tak że mógł powiedzieć, iż najbardziej chlubi się w swoich słabościach (2Kor. 12:5,10). Co oznaczają dla nas te obietnice? Zostały nam dane po to, byśmy się nimi karmili i nimi żyli. Jeśli nasza próba jest tysiąc razy większa od poprzedniej, zostanie nam dana tysiąc razy większa łaska. Biblia daje nam łaskę. W „ciemnych wiekach” owe Boskie obietnice sprawiały, że na­wet kobiety znosiły tortury.

Pan jest naszym pasterzem, niczego nam nie braknie. Często myślimy, że chcemy lepszego zdrowia itp., ale Bóg wie lepiej. Nie mamy się czego obawiać; pamiętajmy o Bożej pieczy nad tymi, którzy w przeszłości byli Jego własnością: fragment o Morzu Czerwonym, o Danielu i lwach, lekcje z naszej życiowej przeszłości. Bądźmy świadomi, że to jedynie Boża łaska uczyniła nas tak dobrymi, jak dobrymi jesteśmy. Jak możemy Mu okazać, że jesteśmy wdzięczni za tę łaskę? Przez przyjęcie jej i korzystanie z niej zgodnie z zamysłem jej posłania (Jak. 5:10-11).

3) Sznur nadziei. Włóknami są tutaj kosztowne obietnice przyszłego ży­cia. Nasz lekki ucisk „nader zacnej chwały wieczną wagę nam sprawuje” [2Kor. 4:17]. Nasze obecne cierpienia nie są warte tego, by je porównywać z chwałą, która się w nas objawi. Skoro inni dobrowolnie się poświęcają dla ziemskich korzyści, o ileż bardziej powinniśmy być ochotnymi do ofiaro­wania się na rzecz chwał niebiańskich.

Wyobraźmy sobie człowieka, który mieszkał między dwiema stacjami kolejowymi. Droga do najbliższej stacji była wygodna i łatwo się nią po­dróżowało; natomiast inna droga nie była zbytnio używana, była kamien­na i błotnista i bardzo trudno się ją pokonywało. Pewnego ranka otrzymał wiadomość, że jeśli przybędzie na najbliższą stację na określony pociąg, to człowiek, który pożyczył od niego jednego dolara, zwróci mu go. Gdy się szykował do drogi, dostał kolejny telegram, w którym inny bogaty człowiek prosi go o spotkanie na odleglejszej stacji i o takiej godzinie, że jeśli zdą­ży, otrzyma do swojej dyspozycji tysiąc dolarów. Czy mamy jakiekolwiek wątpliwości co do tego, którą drogę ów człowiek wybierze? Czy nie uzna­libyśmy go za niezdolnego do rozsądzania, gdyby wolał łatwą drogę z jed­nym dolarem na końcu od tej nierównej, gdzie na końcu czekałoby tysiąc dolarów? Tak i my powinniśmy być chętni do poświęcenia, gdyby został zaproponowany tylko zwrot, ale skoro przedłożono nam tak niezrównaną chwałę, to czy mamy zawrócić z powodu nierówności na drodze? Z pewno­ścią bylibyśmy wówczas pozbawieni zdolności osądu.

4) Sznur radości. Tutaj włóknami są teraźniejsze radosne i błogosławio­ne doświadczenia. Nikt z podążających za doczesnymi przyjemnościami nigdy nie doznał nawet małej części radości, jaką my się cieszymy. My wy­mieniamy rzeczy nic niewarte na rzeczy warte wszystkiego, śmieci na dia­menty, biednych przyjaciół na przyjaciół godnych posiadania. Przez naszą stratę zyskujemy znacznie więcej, niż wcześniej mieliśmy. Teraz dostajemy sto razy więcej w stosunku do tego, co utraciliśmy, nawet jeśli opuściliśmy ojców, matki, synów czy córki. Nie znaczy to, że jeśli zostawiliśmy dom, dostaniemy sto domów itp. Dostaniemy coś wartego stokroć więcej. Łaska nam się pomnoży. Musimy dokonywać sumowania, a Bóg pomnoży błogo­sławieństwa i łaski. Powinniśmy liczyć koszty nie tylko na początku albo na końcu, czy w międzyczasie, lecz każdego dnia, bo z każdym dniem uczymy się liczyć bardziej poprawnie. Najpierw przeceniamy to, co stracimy, a nie doceniamy tego, co możemy zyskać; kiedyś krzyż był taki ciężki, ale teraz jest lżejszy. Nie umiemy oszacować wartości nagrody. Już teraz jest nagroda za każdy akt wierności, prócz naszej przyszłej chwały. Nie będziemy wi­dzieć naszego krzyża, jeśli stale będziemy do niego przybici. Im więcej od­dajemy Panu, tym bardziej będziemy widzieć, że jesteśmy Jego dłużnikami, aż przerodzi się to w wieczny dług wdzięczności.

Ściągnijmy zatem jeszcze mocniej powrozy, nawet jeśli miałyby one przeciąć nasze ciało. Cóż to szkodzi? Trudy podróży będą się bowiem wy­dawać niczym, gdy dotrzemy do końca drogi.

Ze zbioru notatek br. J. A. Meggisona z Bostonu