Najwyższy motyw
Konwencja Badaczy Pisma świętego w Put-In-Bay Island, Ohio, 30 sierpnia 1908.
Drodzy bracia i siostry!
Wiadomo, że zazwyczaj bierzemy tekst, a następnie wygłaszamy w oparciu o ten tekst kazanie, ale dzisiejszego popołudnia zastosujemy odwrotną kolejność i podamy nasz werset przy końcu kazania. Mamy specjalny powód, by tak uczynić. Często bywa tak, że zapowiedziany tekst jest bardzo znany i niektórzy od razu przypominają sobie myśli podawane przez różnych mówców, tak że słuchając, są kuszeni, by myśleć: »Chciałbym, żebyś wybrał coś innego, bo bym nie wiedział, co się da z tego wersetu wydobyć«. I jestem pewny, drodzy przyjaciele, że właśnie z takim przypadkiem mamy dzisiaj do czynienia. Jest to bowiem bardzo znany tekst i na pozór bardzo prosty, stąd też spodziewam się, że jeśli powiem wam, jaki to werset, może was to zniechęcić i uniemożliwić cieszenie się pełną głębią tego, co chcemy wam dzisiaj powiedzieć. Tak więc, drodzy przyjaciele, nasz cały wykład będzie służył przygotowaniu was na ten tekst, a potem, niezależnie od tego, czy zapamiętacie, co było mówione, czy też nie, mam nadzieję, że zapamiętacie tekst oraz jestem przekonany, że odniesiecie z tego błogosławieństwo.
Ze Słowa Bożego dowiadujemy się, że każdy poszczególny członek rodzaju ludzkiego będzie spędzał wieczność w jednym z czterech stanów. Czasem sobie myślę, że Pan chciał to chyba zilustrować poprzez zapis z 1 Mojż. 2:10-14, gdzie, jak pamiętamy, powiedziane jest: „A rzeka wypływała z Edenu, aby nawadniać ogród. Potem rozdzielała się na cztery odnogi. Nazwa pierwszej:
Piszon. To ta, która opływa cały kraj Chawila, gdzie jest złoto, a złoto tego kraju jest wyborne. Tam jest żywica bdelium i kamień onyksowy. Nazwa drugiej rzeki: Gichon. To ta, która opływa cały kraj Kusz. A nazwa trzeciej rzeki: Chiddekel. To ta, która płynie na wschód od Asyrii. Czwartą zaś rzeką jest Eufrat” (NB). Wiemy, drodzy przyjaciele, że jest to opis geograficzny dotyczący ogrodu Eden, a jednak bardzo często pod tymi geograficznymi faktami znajdujemy rozmaite lekcje odnoszące się do zilustrowanego czy zobrazowanego w ten sposób wielkiego Boskiego planu. Myślę, że podobnie jest w przypadku tamtych rzek. Wiemy, że czasem w Słowie Bożym ludzie są porównani do rzeki. Pamiętamy, co jest napisane w Obj. 17:15: „Wody, któreś widział, gdzie wszetecznica siedzi, są ludzie i zastępy, i narody, i języki” I dlatego, drodzy przyjaciele, wydaje mi się, że Bóg zamierzył, aby rzeka, która wypływała z Edenu, przedstawiała rodzaj ludzki, rasę ludzką. Rzeka ta ma swoje źródło w Edenie. Rodzaj ludzki ma swój początek w Edenie. Rzeka z niego wypływała. Ludzkość wyszła z Edenu wskutek grzechu. Po opuszczeniu Edenu rzeka ta została podzielona na cztery części; i odkąd ludzkość opuściła ogród Eden, znajduje się w procesie podziału na cztery części.
Pierwszą odnogą tej rzeki był Piszon, który opływa ziemię Chawila, gdzie znajdowało się złoto, a złoto tej ziemi było dobre. Pamiętamy z naszych rozważań nad Przybytkiem, że złoto obrazuje boską naturę. Według Bożego zamysłu jeden dział owej ludzkiej rasy ma osiągnąć boską naturę. Druga odnoga tamtej rzeki wpływa do ziemi etiopskiej, a jak wiemy, od niepamiętnych czasów Etiopia była symbolem służebności. I tak mamy drugi dział rasy ludzkiej, tę część rodzaju ludzkiego, która będzie służyć przed tronem i ukazana jest w Objawieniu jako ci, co trzymają palmy. Trzecia odnoga tej rzeki reprezentuje wielkie rzesze restytucyjne. Była również czwarta odnoga owej rzeki, zwana Eufratem. Eufrat to rzeka, którą Cyrus osuszył. Ma zatem istnieć czwarty dział naszej rasy, który zostanie „wysuszony” we wtórej śmierci jako niegodny jakiegokolwiek miejsca w wielkim Bożym wszechświecie.
Zarówno moim, jak i waszym pragnieniem jest znalezienie się w klasie zobrazowanej przez rzeczną odnogę Piszon, klasie, którą tworzą przyszli dziedzice Boga i współdziedzice z Chrystusem oraz uczestnicy boskiej natury. Powstaje tu jednak pytanie, drodzy przyjaciele, a jest ono następujące:
Dlaczego chcesz być uczestnikiem boskiej natury? Dlaczego nie miałbyś się raczej znaleźć pośród klasy, która będzie wśród restytucyjnych zastępów? Dlaczego wolisz być w tej wybranej grupie, a nie pośród owego wielkiego ludu, który stać będzie przed tronem, trzymając palmy? Jaki jest twój powód? Jaki jest twój motyw? Załóżmy, że poprosimy cię, abyś przez chwilę nad tym pomyślał. Nie chcę, żebyście mi odpowiadali na to pytanie, lecz odpowiedzcie sobie na nie we własnym umyśle i sercu. Jaki jest prawdziwy, zasadniczy motyw, który nakłania was do tego, by pragnąć znalezienia się w tym wybranym gronie?
Drodzy przyjaciele, tekst, który wybraliśmy, odpowiada na to pytanie, ale zastanówmy się nad kilkoma rodzajami motywacji, którymi można się kierować. Możemy sobie wyobrazić, jak niektórzy mówią: >Powiem ci, dlaczego chcę być w tej klasie. Dlatego, że chcę czegoś najlepszego. Inni mogą wziąć to drugie z kolei, ale ja chcę tego, co najlepsze«. Drodzy przyjaciele, twierdzę, że jeśli nie posiadacie lepszej motywacji niż ta i jeśli nigdy nie zdobędziecie się na lepszy motyw niż taki, wówczas nigdy nie będziecie jednym z tego grona, gdyż nie jest to nic innego jak samolubstwo, a samolubstwo nigdy nie zwycięży nagrody. Zdaje mi się, że chrześcijański bój jest bardzo podobny do rzeczywistej walki. Wiecie, jak to jest w prawdziwej bitwie: Dwie armie stają naprzeciwko siebie, staczają bitwę i jedna armia zostaje pokonana; lecz co dzieje się z tym pokonanym wojskiem? Czy znika ono natychmiast? Nie, jedynie cofa się kilka mil, formuje nowe szyki i teraz musi być wyparte ze swojej drugiej pozycji. Gdy tak się dzieje, znów cofa się o kilka mil i broni się na nowej pozycji; teraz ten sam wróg musi być pokonany na trzecim polu. Tak też jest, drodzy przyjaciele, w chrześcijańskim boju. Po pierwsze toczymy bój z własną pychą; to osobista duma nakazywała nam, żebyśmy pragnęli mieszkać w lepszych domach, niż mieszkają inni ludzie, nosić lepsze ubrania, niż noszą inni; walczyliśmy z tym duchem i odnieśliśmy zwycięstwo, ale co stało się z tym przeciwnikiem? Czy zniknął on zupełnie? 0, nie, samolubna pycha wycofała się tylko na niewielką odległość i formuje się na nowo, na innym polu niż poprzednio i tym razem ta sama egoistyczna duma nakazywała nam mieć poczucie, że chcielibyśmy cytować wersety i być postrzegani przez braterstwo jako ci, którzy więcej wiedzą o Biblii, niż wiedzą o niej inni. Był to ten sam duch, tylko na innym polu niż wcześniej. Walczyliśmy z tym i również zwyciężyliśmy. Ale samolubna pycha zajmuje trzecią pozycję: »Inni ludzie mogą się zadowolić restytucją, innych może zadowolić znalezienie się pośród klasy wielkiego ludu, ale jeśli chodzi o mnie, to chcę otrzymać lepsze miejsce albo nic; muszę mieć lepsze miejsce od wszystkich«.
»Cóż, mógłby ktoś powiedzieć, to nie oddaje mojego stanowiska. Nie sądzę, że zadowoliłbym się innym miejscem niż w „malutkim stadku” a to dlatego, że Pan mnie do niego zaprosił. On mnie na to miejsce powołał i już od wielu lat nakierowałem na to mój umysł i serce, tak że obawiam się, iż nie byłbym z niczego innego zadowolony. Obawiam się, że odkąd Pan mnie zaprosił i wybrał na to miejsce, nie mógłbym być kontent z żadnego innego. Gdyby Bóg mnie nie powołał, byłoby inaczej. Sądzę, że patrzyłbym w przyszłość, będąc zadowolony z restytucji, ale moje serce tak bardzo skupiło się na tych lepszych rzeczach, że nie mogę zadowolić się niczym innym niż tym, co jest teraz.« Chcę powiedzieć, drodzy przyjaciele, że tu znowu występuje błąd w naszym uzasadnieniu. Przed jakieś siedemnastu laty moje serce skupiło się wokół spraw duchowych. Spoglądałem w przyszłość do owego dnia, kiedy – jeśli okazałbym się wierny – mogłem mieć nadzieję, iż zostanę uznany za godnego miejsca u boku mojego drogiego Mistrza. Jestem pewien, że nikt nie myślał bardziej ustawicznie i bardziej intensywnie, ani też bardziej usilnie nie tęsknił za tym, z czym ja wiązałem dziedziczenie wraz z Jezusem Jego niebiańskiego tronu. I oto dzisiejszego popołudnia, drodzy przyjaciele, chcę powiedzieć, i tak też uważam, że jeślibym powstał i stwierdził, że zaistniał jakiś błąd i nie czeka mnie nic innego jak tylko restytucja, byłbym w pełni usatysfakcjonowany i całkowicie zadowolony. Pewnie się zastanawiacie, czy nie chciałem przez to powiedzieć, że nie spodziewam się pomyłki w tym względzie i że jestem pewny, iż żadnej pomyłki nie będzie; a jednak mówię: załóżmy, iż mogłaby się zdarzyć – stanowczo byłbym w zupełności zadowolony. I wy, i ja nie pojmujemy, co oznacza restytucja. Czasem wydaje mi się, że restytucja będzie czymś znacznie większym, niż wy i ja wyobrażamy sobie odnośnie miejsca u boku naszego Zbawiciela.
Pamiętam, że gdy jakiś czas temu byłem w domu, przyszła mi do głowy pewna myśl – pomyślałem, jaka na tej ziemi zajdzie wspaniała przemiana, gdy dokona się restytucja! Próbowałem sobie wyobrazić, jak restytucja będzie wyglądać i zastanawiając się nad nią, wziąłem słownik Webstera i pomyślałem, że zacznę od niego. Wykreśliłem wszystkie słowa, które nie będą potrzebne, gdy restytucja się zakończy. Wykreśliłem więc lekarzy, dentystów, właścicieli zakładów pogrzebowych i policjantów; wykreśliłem cmentarze, karawany pogrzebowe, pogrzeby, trumny; wykreśliłem pigułki, tabletki, bandaże, kule i wszelkiego rodzaju środki lecznicze; wykreśliłem więzienia, szpitale i domy opieki; dalej okręty wojenne, krążowniki, łodzie podwodne, karabiny i działa; wykreśliłem wszelką przemoc, ucisk, cierpienie; wszystko: reumatyzm, nerwicę, gruźlicę i błonicę; wykreśliłem wszelkie huragany, trzęsienia ziemi, susze, pustynie i odludzia; wykreśliłem ciernie i osty oraz wszystkich złodziei i morderców; wykreśliłem wszelakie zamki, klucze, blokady i rygle, pożary i katastrofy Gdy przejrzałem całość, prawie nic nie zostało z tego słownika. Nigdy sobie tego nie uświadamiałem, jak ogromna część słownika bazuje na pojęciach opisujących smutek, cierpienie, grzech i śmierć.
Potem sobie pomyślałem: Jeśli to jest to, co Pan zamierza usunąć, to co ma zamiar dać w zamian? Co to będzie oznaczać dla bytu na ziemi w takich okolicznościach? Czuję się zadowolony, że nikt na ziemi nie będzie narzekał, iż minął się z wysokim powołaniem. Prorok oddaje to tak: „Troska i wzdychanie znikną” [Izaj. 35:10 NB]. Nie spodziewamy się, że będą na tej ziemi istoty, które przez całą wieczność będą śpiewać z tego powodu, że zostały pozbawione niebiańskiego stanu, ale jestem pewien, że niektórym będzie przykro, że nie udało im się wykorzystać tego czasu na okazanie miłości dla Pana, bo chcieli Mu służyć i Go czcić – będzie im smutno z tego właśnie powodu, a nie dlatego, iż się przekonają, że są mieszkańcami odnowionej ziemi. Nie chodzi więc o to, by stwierdzić, że nie będziemy zadowoleni, gdy znajdziemy się tutaj, niemniej jednak po drugiej stronie bylibyśmy usatysfakcjonowani w pełni i całkowicie zaspokojeni. Dowolne miejsce w Boskim wspaniałym wszechświecie będzie stanowić zadowalający przydział – czy to pośród „malutkiego stadka”, czy pośród „wielkiego ludu”, czy też pomiędzy klasą restytucyjną.
Wyobrażam sobie jednak, że ktoś stwierdzi: »Powiem ci, co ja myślę o tej sprawie: Ja chcę być w tym „malutkim stadku” a przyczyną, dla której chcę należeć do tej klasy, jest fakt, że pragnę być z Panem; chcę móc zobaczyć Go twarzą w twarz, pragnę znaleźć się w Jego obecności, chcę cieszyć się tą wspólnotą i społecznością z Nim, jaka będzie rozkoszą dla tych, co zajmą miejsce ze swoim Mistrzem«. A jednak, drodzy przyjaciele, powiedziałbym, że i to nie jest odpowiedni motyw dla zajęcia miejsca w tym chwalebnym gronie. Czy kiedykolwiek myśleliście nieco dłużej nad tym, jaką społeczność i więź będzie mieć z Bogiem rodzaj ludzki, gdy już zostanie przywiedziony do doskonałości? Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak przyjemna będzie ta łączność? I wy, i ja nie możemy ocenić tego w rezultacie doświadczenia; możemy to jedynie przyjąć wiarą. Wiemy, drodzy przyjaciele, że mamy więź z Ojcem, ale nie jest tak, że to czujemy. Nasze odczucia są zawodne; niektórzy czują coś w taki sposób, drudzy w inny, lecz wierzymy w to; nie dlatego, że to czujemy, ale dlatego, że mówi o tym Słowo Boże, niezależnie od uczuć. Czy myśleliście kiedykolwiek, że doskonały człowiek nie tylko będzie mieć łączność z Bogiem, ale będzie ją również odczuwać? Nie będzie to już wyłącznie kwestią wiary, lecz zarówno kwestią odczuć, jak i wiary – cóż za łączność z Bogiem musiał mieć Adam w ogrodzie Eden! Pomyślcie, jak przyjemna musiała być takowa więź z Nim! Pomyślcie też, drodzy przyjaciele, co to będzie oznaczać dla rodzaju ludzkiego, gdy zostanie przywrócony do takiej pozycji! Było tylko dwóch łudzi, którzy w ogóle poczuli ową łączność, możliwą jedynie dla człowieka doskonałego – oj ciec Adam i nasz Pan Jezus Chrystus. I właśnie to, drodzy przyjaciele, było jedną z tych rzeczy, które sprowadziły na naszego Zbawiciela najcięższe doświadczenie w całym Jego życiu. Wiemy, że jesteśmy powołani, aby cierpieć z Jezusem, ale zdajemy sobie sprawę, że Jego cierpienia były dotkliwsze i znacznie przewyższające wszystko, co my, być może, cierpimy. Sądzę, że dobrze ilustruje to jeden z obrazów Starego Testamentu. Pamiętacie, że w 2 Mojż. 12:8-9, mówiąc Mojżeszowi o ofiarowaniu baranka paschalnego, Pan zaznaczył, iż nie powinni jeść baranka surowego bądź też rozmoczonego [KJV sodder] w wodzie. Słowo sodden” znaczy gotowany nie mieli go więc spożywać na surowo czy po ugotowaniu w wodzie, lecz upieczonego na ogniu. Pan był w tym względzie bardzo drobiazgowy. Jest to ponownie podkreślone w 2 Kron. 35:13. Pamiętacie, że tam Pan stwierdza: „I piekli baranki wielkanocne ogniem (…); a inne rzeczy poświęcone warzyli w garncach” To ofiarowanie baranka paschalnego obrazowało ofiarę naszego Pana Jezusa, tę, o której Apostoł mówi: „Albowiem Baranek nasz wielkanocny za nas ofiarowany jest, Chrystus” [1 Kor. 5:7]. Ofiara ta miała być pieczona. Zaś z drugiej strony, ofiary, które obrazowały to, co ofiarujecie wy, co ofiaruję ja, nie były pieczone, one miały być gotowane. Co miałoby to pokazywać? Otóż, jak wiadomo, temperatura pieczenia jest dwukrotnie wyższa niż temperatura gotowania; gotuje się w temp. nieco wyższej niż 100 stopni, zaś do upieczenia czegoś trzeba ponad 200 stopni. Drodzy przyjaciele, wygląda na to, że ofiara Pana Jezusa Chrystusa była dwukrotnie sroższa niż ofiara, jaką my mamy złożyć. Z łatwością możemy zrozumieć, jak to mogło być. Widzimy, że Jego doskonała natura sprawiała, że cierpiał On w takim stopniu, w jakim my nie potrafimy. On był człowiekiem doskonałym; wszystkie Jego zmysły były doskonałe. Miał doskonały zmysł smaku, my zaś nie mamy. Pomyślcie, drodzy przyjaciele, jaką straszną rzeczą byłoby dla doskonałego człowieka posiadanie doskonałego smaku w tym niedoskonałym świecie! Doskonały smak domaga się doskonałych potraw, doskonałych ciast, a takich nie było w czasach naszego Zbawcy, ani nie ma teraz. Skoro wy i ja, mając niedoskonałości w naszym odczuwaniu smaku, możemy rozpoznać niedogotowaną potrawę, skoro możemy wyczuć nieodpowiednie przygotowanie naszej żywności i stwierdzić, czy owoc jest zbyt dojrzały, czy też niedojrzały; to o ileż bardziej człowiek z doskonałym zmysłem smaku! Pomyślcie, co musiał w związku z tym odczuwać nasz Pan. Każdy posiłek, w jakim uczestniczył nasz Zbawiciel, musiał być dla Niego próbą, dotkliwym doświadczeniem, a jednak On wszystko przetrzymał i nigdy się nie skarżył. Doprawdy, gotów był przyjmować wszystkie zaproszenia na posiłek, tak że niektórzy nawet wypominali Mu, jak to kiedyś wyraził nasz Pan, że jest „żarłokiem i pijanicą wina” >Jen człowiek sprawia wrażenie, jakby się obawiał wchodzić do naszych domów, musi myśleć o swoim żołądku« – to brak świadomości, że gdyby nasz Zbawiciel kierował się własnym dobrem, nigdy by tam nie poszedł; raczej pozostałby na zewnątrz i zjadł jakieś dziko rosnące owoce, które prawdopodobnie były dla Niego bardziej zdatne niż niewłaściwie zestawione i sporządzone potrawy; jakie przed Nim stawiano. Ale co sprawiało, że chętnie tam szedł? Szedł z powodu sposobności głoszenia Ewangelii. Pomyślcie wszakże, ile kosztowało Go przyjmowanie każdego takiego zaproszenia!
Dalej, drodzy przyjaciele, spójrzmy na inne zmysły. Miał On doskonały zmysł węchu. I wy, i ja mamy obecnie dość sporo nieprzyjemnych doznań w tym względzie. Pomyślcie, jak to musiało być z naszym Zbawicielem, gdy przebywał w miastach Wschodu z wąskimi i brudnymi uliczkami! Podróżni z Europy tak często opowiadają o nieczystościach w tych miastach. Jak zatem musiał znosić to człowiek o doskonałym powonieniu! Pomyślcie, ile to kosztowało naszego Zbawiciela!
Pomyślcie też, jak Jego doskonały słuch umożliwiał Mu słyszenie większej ilości nieprzyjemnych dźwięków, a doskonały wzrok sprawiał, że widział więcej przykrych rzeczy niż ktokolwiek z pozostałych łudzi. Natomiast Jego doskonały umysł i doskonałe jestestwo dawały Mu możność cierpienia w takim stopniu, w jakim nie mogła cierpieć cała reszta ludzi. Zaiste, był On w stanie bardziej gruntownie poznać, przez co przechodzi rodzaj ludzki, niż było to możliwe w przypadku kogokolwiek z reszty ludzkości.
Zdajemy sobie ponadto sprawę z roli Jego preegzystencji w uzupełnieniu Jego cierpień. Wyj ja nie znamy nic lepszego od tego, co jest teraz. Gdybyśmy kiedyś żyli w lepszych warunkach, w lepszym świecie, a następnie musieli przyjść tutaj, to jakże byłoby to trudne, o ileż bardziej nieprzyjemne, niż jest w obecnym czasie. Pomyślmy więc, drodzy przyjaciele, ile to kosztowało naszego Zbawiciela. W niebie nigdy nie wątpiono w Jego słowo, tam nigdy nie był źle traktowany i w ciągu wszystkich tych wieków, jakie spędzał z Ojcem, nie obchodzono się z Nim nieżyczliwie. Pomyślcie, co wycierpiał nasz Zbawca, przychodząc na tę ziemię!
Jednak, drodzy przyjaciele, nie to chciałem szczególnie podkreślić w kontekście srogości cierpień naszego Zbawiciela. Przypominacie sobie na przykład, jak przy końcu swego życia powiedział pewnego razu do swoich uczniów: »Co to ma znaczyć, „z złoczyńcami jest policzony?”« [Mar. 15:28]. Zbawiciel mógł wiedzieć, że proroctwo to odnosi się do Niego, ale miał wątpliwości co do jego znaczenia. Nie mógł tego zrozumieć. »Wiem, że to proroctwo do mnie się odnosi, ale jak mam być zaliczony do przestępców? Na pewno jest coś, czego nie mam przeżyć, ale tego nie mogę zrozumieć.« Prawdopodobnie wkładam w Pańskie usta słowa lub też myśli do Jego umysłu, których tam wcale nie było. On zdawał sobie sprawę, że musi to przetrzymać jako część swoich doświadczeń. Co to jednak miało oznaczać – tego nie mógł pojąć. Wydaje się, że od tamtego czasu już tylko szukał sposobności, aby werset ten się wypełnił. Na przykład, jak pamiętacie – gdy zgraja z Judaszem przyszła, aby Go pojmać, powiedział: „Wyszliście jako na zbójcę z mieczami i z kijami” [Mat. 26:501. Wyglądało to tak, jakby to był ów sposób policzenia Go ze złoczyńcami. Pamiętacie, drodzy przyjaciele, że niedługo potem wypuścili Barabbasza, aby zatrzymać naszego Zbawiciela. Możliwe, że w ten sposób został zaliczony do przestępców. Nie, to nie było to. Przypominacie też sobie, że później ukrzyżowano Go między dwoma złoczyńcami. Czy w ten sposób został zaliczony do przestępców? Nie, to wciąż nie o to chodziło. Przypominacie sobie, jak wisząc już na krzyżu, nagle nasz Zbawca zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” To tak, jakby powiedział: »Dlaczego, drogi Ojcze, co to znaczy? Spodziewałem się, że ludzie mnie odrzucą, spodziewałem się, że ludzie mnie opuszczą, ale nie sądziłem, że Ty mnie zostawisz. Co to ma znaczyć, Ojcze?«. Drodzy przyjaciele, my wiemy, co to znaczy. To było owo miejsce, w którym został zaliczony do przestępców. Aby zapłacić karę za grzech naszej rasy, było konieczne nie tylko to, że mial umrzeć, ale miał umrzeć w poczuciu odebrania Mu Bożej łaski. To w tym został zaliczony do przestępców. Możecie sobie, drodzy przyjaciele, wyobrazić, co czuł nasz Zbawca, gdy przechodził przez to doświadczenie. Pamiętacie, że był już w takiej agonii, że gdy wołał, ci, którzy znajdowali się dokoła, nie mogli zrozumieć, co mówi. Twierdzili, że brzmi to tak, jakby wołał Eliasza. Nasz Pan był człowiekiem doskonałym, a jako człowiek doskonały miał też doskonały dar wymowy. Nikt nie mógł wypowiadać słów bardziej dokładnie, niż potrafił to Jezus, a mimo to, chociaż przemówił w ich języku, nie mogli Go zrozumieć. Myśleli, że woła Eliasza. Cóż to miało znaczyć? To oznaczało, że Jego dusza była w takiej agonii, iż nie mógł w tym momencie w sposób doskonały kontrolować nawet swoich słów i dlatego niewyraźnie wyszeptał:
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” Drodzy przyjaciele, jest to jedno z takich doświadczeń, przez które, jak sądzę, ani wy ani ja nie będziemy musieli przechodzić. Było ono konieczne dla Niego, gdyż stanowił On ofiarę okupową za grzechy tego świata. Było to niezbędne w Jego przypadku, ale wy i ja mamy obietnicę od Boga, że „nie zaniecham cię ani cię opuszczę” [Hebr. 13:5]. A jeśli wszystkie odczucia naszej natury zdają się wskazywać, że Bóg nas opuszcza, gdy nadchodzi czas, by umrzeć, możemy mówić: »Wiem, że tak nie jest, gdyż wierzę w Boże Słowo i nie będę wierzył swoim odczuciom wbrew Jego Słowu«. Zważcie, że Pan Jezus mógł ufać swoim odczuciom; On miał łączność, która sięgała znacznie dalej, niż byłoby to kiedykolwiek możliwe w naszym przypadku, gdyż my jesteśmy słabymi, ziemskimi naczyniami; stąd też w umyśle Zbawcy nie było wątpliwości, co miało znaczyć Jego doświadczenie – Ojciec Go opuścił, a Jezus zawołał: „Wykonało się”, czyli »proroctwa, które mnie dotyczyły, spełniły się«.
I to, drodzy przyjaciele, w największym stopniu spowodowało śmierć Pana. Wiadomo, że ukrzyżowanie było czymś strasznym, okrutnym, tym bardziej, że było to bardzo długie, powolne umieranie. Biedna, bezbronna ofiara wisiała na krzyżu, czasem całe dnie, cierpiąc niewysłowioną agonię. Gdy tak wisiała w beznadziejnym położeniu, nawet krążące w powietrzu sępy nabierały odwagi, by sfruwać niżej i wydziobywać oczy, wiedziały bowiem, że ofiara nie może sobie pomóc. Prawo żydowskie było daleko bardziej humanitarne niż jakiekolwiek inne ziemskie prawo, co wyrażało się także w stwierdzeniu, że nikt nie może wisieć na krzyżu po zachodzie słońca. W związku z tym pod koniec dnia Żydzi przyszli, aby zdjąć ciała Pana Jezusa i złoczyńców, nie tylko z tego powodu, że dzień się kończył, ale również dlatego, że zbliżał się sabat. Pamiętacie, iż stwierdzono przy tym, że Pan Jezus już nie żyje. Jak to się stało, że nasz Zbawiciel umarł tak szybko? Biblia, drodzy przyjaciele, ukazuje nam przyczynę. Nasz Pan zmarł z powodu pęknięcia serca. Jak wiadomo, często mówi się o ludziach, że zmarli dlatego, że pękło im serce, ale przeważnie określenia tego używa się w sensie obrazowym; ludzie ci mieli jakieś poważne troski, jakieś duże zmartwienia, które były tak srogie, że mówi się o nich jako o łamiących serce. Istnieje wszakże coś takiego jak dosłowne pęknięcie serca. Zdarza się to jednak niezwykle rzadko. Bardzo niewielu lekarzy może podać przykład takiego zjawiska. Ściany serca są tak mocne, że prawie niemożliwe jest, żeby pękły; zdarza się to tylko wtedy, gdy serce jest bardzo słabe. Czy jest możliwe, żeby nasz Zbawiciel zmarł z powodu literalnego pęknięcia serca? Tak, drodzy przyjaciele, serce naszego Zbawcy dosłownie pękło; zabił Go szok spowodowany odrzuceniem przez Ojca. Mamy trzy wersety, które się do tego odnoszą. Dwa z nich w Psalmach. Psalm 22 jest proroctwem dotyczącym naszego Pana. W wersetach 17 i 19 jest powiedziane: „Przebodli ręce moje i nogi moje”; to jest odniesienie do ukrzyżowania naszego Zbawiciela; „Rozdzielili odzienie moje między się, a o szaty moje los miotali.” To wszystko prawda na temat naszego Zbawcy. A teraz werset 15: „Stało się serce moje jako wosk, stopniało w pośród wnętrzności moich” Owo straszne doświadczenie rozpuściło serce naszego Zbawiciela, jakby było z wosku. Psalm 69:21 zawiera tę samą myśl. Werset ten dotyczy także naszego Zbawiciela, gdyż w następnym jest powiedziane: „Owszem, miasto pokarmu podali mi żółć, a w pragnieniu moim napoili mię octem” A teraz werset 21: „Pohańbienie pokruszyło serce moje” Wzięcie na siebie ciężaru naszego grzechu, hańba, jaka temu towarzyszyła oraz poczucie czasowego odtrącenia od obecności Ojca, żeby umrzeć zamiast nas, po to, byśmy my mogli stanąć przed Bogiem w miejsce Jezusa – doświadczenie to złamało serce naszego Zbawiciela.
W Ewangelii Jana mamy dowód, że to się spełniło. Pamiętacie, że gdy setnik zobaczył, iż Jezus już nie żyje, wbił w Jego bok włócznię, a z rany wyszła krewi woda. W rzeczywistym skruszeniu serca krew spływa do jamy brzusznej i gdy ciało się otworzy, jest tak, jakby wypływały właśnie krew i woda. Stanowi to dowód, że obydwa proroctwa się spełniły.
A teraz punkt, który chciałbym szczególnie podkreślić: Jak wspaniała musiała być społeczność, jaką Jezus miał z Ojcem jako doskonały człowiek. Jakże musiało to być chwalebne i przyjemne! To prawda, że Jezus nie oglądał Ojca twarzą w twarz w tym czasie, a mimo to łączność, jaką miał, musiała być dla Niego cudowną słodyczą. Pomyślcie, że taką społeczność z Bogiem mieć będzie rodzaj ludzki, gdy nadejdzie czas, gdy Przybytek Boży będzie z ludźmi i sam Bóg w nim zamieszka. Tak więc łączność z Bogiem, jaka stanie się udziałem ludzi po dojściu do doskonałości, będzie tak przyjemna, wspaniała i chwalebna, że przerośnie wszelkie wyobrażenia odnośnie tego, jak to jest widzieć Go twarzą w twarz, być przed Jego niebiańskim obliczem. Czuję prawie na pewno, że nie jest to adekwatny powód, dla którego powinniśmy pragnąć znalezienia się w „malutkim stadku”
Ktoś stwierdzi: »Powiem ci, jak to jest ze mną; chcę należeć do tej klasy, ponieważ pragnę pomagać w podnoszeniu świata, ponieważ chcę asystować w przywracaniu świata do doskonałości i z powrotem do harmonii z Bogiem, ponieważ chcę być jednym z tych, którzy mają przywracać życie i błogosławieństwo dla ludzkości«. Czy pomyślelibyście, drodzy przyjaciele, że i w tym jest słaby punkt? Czego bardziej pragniecie: zobaczyć świat podźwignięty czy tego dokonywać? Wiecie, że w znacznym stopniu jest to duch świata. Spotykamy dzisiaj ludzi, którzy skłonni są ponieść wielką ofiarę na rzecz wykonania jakiejś wielkiej pracy, jeśli mogą to zrobić; chcą być na czele, chcą ją zrobić. Jednakże, drodzy przyjaciele, co jest ważniejsze: podnosić świat czy ujrzeć go podźwigniętym? Sądzę, że znacznie bardziej chwalebne będzie ujrzeć świat podniesiony, niż to wykonywać. Jestem pewny, że słuszne i właściwe z naszej strony będzie wyrażenie tego w sposób następujący – moglibyśmy powiedzieć: »Drogi Panie, to, za czym tęsknię, to zobaczyć świat przywiedziony z powrotem do harmonii z Tobą. Chcę, drogi Ojcze, ujrzeć świat przyprowadzony do miejsca, gdzie żałość i smutek uciekną. Pragnę widzieć świat przyprowadzony do takiego stanu, że nie będzie więcej ani śmierci ani smutku lub też płaczu czy bólu. Drogi Ojcze, gdybyś uznał mnie za odpowiedni instrument, by udzielić się w tej pracy, to z radością wezmę w niej udział i będę się nią rozkoszował, drogi Ojcze, ale tak bardzo się obawiam, czy wykonam tę pracę dobrze i bardzo się niepokoję o to, żeby dzieło to zostało dokonane, więc jeśli widzisz, że nie jestem stosownym narzędziem, by w nim uczestniczyć, jeślibyś widział, że mógłbym zniweczyć to dzieło, to dlaczego miałbyś umieszczać mnie w tym gronie i zaszkodzić zarządzeniom restytucji, by tylko mnie zadowolić; znacznie bardziej pragnę zobaczyć świat podniesiony do odpowiedniego stanu niż tego, żeby być jednym z tych, którzy będą to robić«. Jestem pewien, że przemawia to do mnie jako właściwy duch, którego powinniśmy okazać w tej sprawie.
Teraz odzywa się ktoś inny: »Powiem ci, jak to wygląda w moim odczuciu. Chcę należeć do klasy „malutkiego stadka ponieważ Pan mnie chce«. Słusznie, drodzy przyjaciele, jestem tego pewny. Ale dlaczego się cieszysz, że Pan cię chce? Tym ważnym pytaniem zajmiemy się dzisiejszego popołudnia. Dlaczego się cieszysz, że Pan chce, abyś należał do tego wybranego grona? Przejdźmy, drodzy przyjaciele, do naszego tekstu. Pan Jezus mówi w nim, dlaczego pragnie, abyśmy zostali uwielbieni przez Ojca, dlaczego On chciał być podniesiony do tych wspaniałych wyżyn, jakie Ojciec Mu obiecał. Znajdujemy tow siedemnastym rozdziale Ewangelii Jana, gdzie w wersecie pierwszym czytamy: „To powiedziawszy Jezus, podniósł oczy swoje w niebo i rzekł: Ojcze! przyszła godzina, uwielbij Syna twego, aby też i Syn twój uwielbił ciebie” [Jan 17:1]. Dlaczego Jezus chciał być wywyższony do tej pozycji? Żeby mógł uwielbić Ojca, jak stwierdza nieco dalej w zdaniu: „Jam cię uwielbił na ziemi, i dokończyłem sprawę, którąś mi dał, abym ją czynił” ale, »Ojcze, chcę cię jeszcze bardziej uwielbić i wiem, drogi Panie, że na tym stanowisku mogę to zrobić«. Drodzy przyjaciele, tak jak ja to postrzegam, to jedyną przyczyną, dla której chcę należeć do tej klasy bardziej niż do jakiejkolwiek innej, jest to, że w tym małym gronie będę mieć możność, będę mieć moc i będę mieć pozycję, która umożliwi mi uwielbienie mojego Niebieskiego Ojca lepiej, niż mógłbym to uczynić na jakimś innym poziomie lub w innym stanie. Tego, drodzy przyjaciele, Pan od nas pragnie, to powinniśmy dzisiaj czynić; tego powinniśmy chcieć, jeśli nasze serca są prawe – uwielbienia Go. Nie chcemy pragnąć swojej własnej chwały; to jest duch Babilonu. Pamiętacie, jak jest to wyrażone w Księdze Objawienia: „Ile sam siebie uwielbiał” [Obj. 18:7 NB}. Jednak wy i ja powinniśmy mieć takiego ducha, który by miał na uwadze wyłącznie Bożą cześć i chwałę. Powinniśmy być z grona tych, którzy starają się uwielbiać Boga w swych ciałach i w swym duchu, które są Jego. Jeśli, drodzy przyjaciele, pragnieniem i ambicją naszego serca jest dzisiaj wielbienie naszego Niebieskiego Ojca, wówczas nadajemy się do tego, by kiedyś zostać złączeni z Jezusem w uwielbianiu Ojca w wyższym sensie i na wyższym poziomie, za zasłoną.
Zauważcie, w jaki sposób nasz Pan Jezus prowadzi tę myśl w pierwszych trzech wersetach owego siedemnastego rozdziału: „To powiedziawszy Jezus, podniósł oczy swoje w niebo i rzekł: Ojcze! przyszła godzina, uwielbij Syna twego, aby też i Syn twój uwielbił ciebie. Jakoś mu dał moc nad wszelkim ciałem, aby tym wszystkim, któreś mu dał, dał żywot wieczny. A toć jest żywot wieczny, aby cię poznali samego prawdziwego Boga, i któregoś posłał, Jezusa Chrystusa” [Jan 17:1-3].
Chcę, żebyście zwrócili uwagę szczególnie na ten ostatni werset. Niedawno zostałem nakłoniony do tego, by spojrzeć na te słowa nieco inaczej niż kiedyś. Wiecie, że w zasadzie patrzymy na ten werset, jakby mówił: Otrzymanie życia wiecznego odbywa się przez poznanie Ciebie, jedynego prawdziwego Boga. Nie mówi on jednak w ten sposób; nie stwierdza, że życie wieczne jest celem poznania Boga, lecz mówi coś wręcz odwrotnego. Ten werset stwierdza, że poznanie Boga jest celem otrzymania życia wiecznego. Zauważcie słowo „aby”. Jest to to samo greckie słowo, które pojawia się trzy razy w tych trzech wersetach: raz w pierwszym, raz w drugim i raz w trzecim. Jest to słowo, które właściwie znaczy: „w tym celu, by”. „To powiedziawszy Jezus, podniósł oczy swoje w niebo i rzekł: Ojcze! przyszła godzina, uwielbij Syna twego, aby [w tym celu, by] też i Syn twój uwielbił ciebie. Jakoś mu dał moc nad wszelkim ciałem, aby [w tym celu, by] tym wszystkim, któreś mu dał, dał żywot wieczny. A toć jest żywot wieczny, aby [w tym celu, by] cię poznali samego prawdziwego Boga, i któregoś posłał, Jezusa Chrystusa”. To jakby Pan Jezus mówił: >Drogi Ojcze Niebieski, chcę być uwielbiony w tym celu, by móc uwielbić Ciebie, ponieważ, drogi Ojcze, gdy ja będę uwielbiony, będę mieć moc nad wszelkim ciałem, tak jak obiecałeś, i będę królował z moim Kościołem w chwalebnym Tysiącleciu, i chcę to czynić w tym celu, by móc dać życie wieczne tym wszystkim, których ty mi dałeś. Ponadto, drogi Ojcze, chcę im dać wieczne życie; nie chcę dać im życia tymczasowego, lecz życie wieczne, a chcę im dać życie wieczne w tym celu, by poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga. Drogi Ojcze Niebieski, byłem pierwszym stworzeniem, jakie stworzyłeś; Ty powołałeś mnie do życia, zanim powołałeś do życia jakąkolwiek inną istotę i gdy patrzę wstecz, do wieków przeszłości, to tam nauczyłem się Ciebie kochać. Uświadamiam sobie, jakiego miałem wspaniałego Ojca i Stworzyciela. Później, drogi Panie, dowiedziałem się, że w Twoim planie jest jeszcze coś, o czym nigdy nie myślałem – o ileż bardziej uczyniło Cię to wspanialszym, niż byłeś wcześniej. A potem, po małej chwili, było coś innego, coś szczególnego, i tak stopniowo wywiodłeś na jaw swój wspaniały plan, jaki miałeś w związku z dozwoleniem zła we wszechświecie; gdy widzę, drogi Ojcze, w jaki sposób nowe, piękne elementy odsłaniają się rok po roku w Twoim planie, to jeśli zamierzamy poznać Cię doskonale, to w celu dokonania tego będziemy musieli żyć na wieki. Zajmie to całą wieczność, żeby Cię w pełni poznać, drogi Ojcze, i dlatego chcę, aby rodzaj ludzki miał życie wieczne, żeby (w tym celu, by) mogli Cię poznać, jedynego prawdziwego Boga, żeby mogli sobie uzmysłowić, jakiego Stworzyciela, jakiego Boga ma nasz wszechświat. Gdyby żyli milion lat, poznaliby Cię lepiej niż teraz. Gdyby żyli pięć milionów lat, zrobiliby to lepiej niż wciągu owego pierwszego miliona lat; teraz, drogi Ojcze, z łatwością mogę dostrzec, że jeśli mają Cię poznać w pełnym sensie, w większym, wspanialszym i lepszym sensie, to żeby to zrobić – będą musieli żyć wiecznie«. „A toć jest żywot wieczny, aby cię poznali samego prawdziwego Boga, i któregoś posłał, Jezusa Chrystusa.”
Zauważcie, drodzy przyjaciele, że nasz drogi Zbawiciel chciał, aby poznali nie tylko Jego samego, ale również Boga, który Go posłał. Tak wiele myślimy o ofierze, jakiej dokonał nasz drogi Zbawca, i z pewnością nie możemy przecenić wielkości, piękna i wspaniałości tej ofiary, ale patrząc na ofiarę Pana Jezusa, wielu z nas było skłonnych nie doceniać udziału, jaki miał w tej ofierze Ojciec Niebieski i zapominać, że Boży udział w tej ofierze był jej największą częścią, dlatego nasz Zbawiciel mógł powiedzieć: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał” Jestem pewien, drodzy przyjaciele, że Ojciec Niebieski wolałby raczej sam zawisnąć na krzyżu, niż zobaczyć wiszącego na nim Syna; nie da się zrobić nic innego, jak tylko myśleć, że Ojca znacznie więcej kosztowało oglądanie swego najdroższego Syna, swego najzacniejszego Syna, jak przechodził tę agonię, niż gdyby to On sam znalazł się na Jego miejscu. On jednak nie mógł zapłacić kary za grzech świata; On był nieśmiertelny, On był boski. Jego natura wykluczała śmierć, dlatego też posłał swego Syna, który miał zapłacić karę za rodzaj ludzki.
Myślę, że bardzo dobrze zostało to zobrazowane w Abrahamie i Izaaku. Pamiętacie, jak Bóg przyszedł do Abrahama w dniach jego starości i powiedział mu, że ma iść do ziemi Moria i tam ofiarować swego jedynego syna, Izaaka. Abraham osiodłał osła i wraz z Izaakiem oraz dwoma innymi młodymi mężczyznami wyruszył na miejsce ofiarowania. Na trzeci dzień podnieśli wzrok i ujrzeli w oddali wskazane miejsce. Wspomniane jest to jako wspaniała ilustracja wiary. Tak rzeczywiście było, ale najbardziej godne zaznaczenia jest nie to, że Abraham ofiarował Izaaka. Może znaleźliby się inni ojcowie, którzy będąc poproszeni o złożenie swych synów w ofierze, z miejsca by to uczynili. Ale czyż znalazłby się oj ciec, który by przedsięwziął trzy czy czterodniową podróż i nie zachwiał się w swym postanowieniu? Ojciec, który na długo przed końcem podróży nie upadłby pod ciężarem takiej próby i nie zawrócił? Ale nie Abraham; w jego wierze nie pojawiło się żadne zawahanie. Przy końcu swej wędrówki był tak samo gotowy ofiarować Izaaka jak na początku. Pomyślcie, jak w ciągu tej podróży Izaak musiał stawać się mu coraz droższy. Pomyślcie – gdy tak szli, patrzył on na Izaaka i widział wspaniałe rysy jego charakteru, jakie się ujawniały – jak bardzo musiała wzrastać jego miłość dla Izaaka. W końcu dotarli na miejsce ofiarowania i Izaak rzekł do ojca: »Ojcze, oto ogień i opał, ale gdzie jest baranek na ofiarę całopalną?«. Widać, że Izaak dotąd nie wiedział, że to on ma być złożony w ofierze. Wreszcie Abraham mu odpowiedział: »Izaaku, Bóg chce, abym ofiarował ciebie. To ty masz być zabity na ołtarzu«. »Ja, ojcze, ja?« »Tak.« »Dobrze, jeśli Bóg chce mnie.«
I Izaak wstąpił na ołtarz. Jednakże, drodzy przyjaciele, jak myślicie, kto cierpiał bardziej – Abraham czy Izaak? Izaak cierpiał dotkliwie, ale tylko przez krótki czas. Pomyślcie, jak bardzo cierpiał Abraham od początku ich podróży! Pomyślcie, przez jakie okrutne cierpienie musiał przechodzić Abraham, gdy kontynuowali wędrówkę, a on zdawał sobie sprawę, że jego ukochany syn jest tym jedynym, który wkrótce zostanie ofiarowany na ołtarzu. Drodzy przyjaciele, dowiadujemy się z Pisma Świętego, że Abrahamowe ofiarowanie Izaaka ilustruje Boże ofiarowanie Jego Syna. O ile mi wiadomo, nie ma niczego w Piśmie Świętym, co pozwalałoby przypuszczać, że nasz Zbawiciel dowiedział się czegoś na temat swojej ofiary wcześniej, niż bezpośrednio przed tą chwilą, gdy zstąpił na ziemię, aby cierpieć w miejsce człowieka. Wiemy, że Bóg mówił o tym w Starym Testamencie; wiemy, że nasz Zbawiciel mógł zrozumieć lub że rozumiał, iż będzie mieć jakiś udział w zbawieniu rodzaju ludzkiego, ale nie ma żadnego powodu, by mniemać, że wiedział, iż Jego udziałem staną się cierpienia i śmierć, zanim nie nadszedł ten właściwy moment. Tak i w przypadku Izaaka – nie przeszła przez jego głowę myśl, że to on ma być ofiarą, aż do czasu, gdy dotarli z ojcem na miejsce ofiarowania. Tak więc, drodzy przyjaciele, z łatwością możemy zobaczyć, że tak jak Izaak był w umyśle Abrahama zabity, zanim rozpoczęli podróż, tak i Pan Jezus, jako Baranek Boży, był w zamyśle Ojca zabity jeszcze przed założeniem świata. Prawdopodobnie w dniach Mojżesza nasz Zbawiciel nie rozumiał, co ma wycierpieć, lecz Ojciec to wiedział i, drodzy przyjaciele, to nie zmienia faktu, że wierzymy, iż nawet jeśli Ojciec wiedział, jakie będzie zakończenie, nawet jeśli wiedział, jaki będzie rezultat, to uznajemy, iż to nie mogło pomóc – było to bardzo bolesne i nie mogło pomóc w ogromnym cierpieniu Jego Boskiego serca, gdy myślał On o tym, przez co ma przejść Jego jednorodzony Syn za grzech świata. Rozumiemy wszakże, drodzy przyjaciele, że nasz drogi Zbawiciel pragnął, aby to właśnie uzmysłowił sobie rodzaj ludzki; chciał, żeby ludzie pojęli, iż to On jest tym jedynym, którego Bóg posłał, aby się stał Zbawicielem świata. Radujemy się i czcimy Syna; radujemy się i czcimy Ojca, a gdy czcimy Syna, czcimy też i Ojca; skoro czcimy Syna, który zechciał umrzeć za nasze grzechy, nie wolno nam zapominać o Ojcu, który stoi za całym wielkim planem, o Tym, o którym czytamy: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” [Jan 3:16]. Taki był, drodzy przyjaciele, duch naszego Zbawcy, duch, który stara się o chwałę Ojca w niebiesiech; duch, który zabiega o uczczenie imienia swego Ojca. Nasz Zbawiciel wypowiedział kiedyś takie stwierdzenie: „Ja zaś nie szukam własnej chwały. Jest taki, kto jej szuka i sądzi” [Jan 8:50 NB]; jest taki, który szuka mojej chwały, który chce mnie uwielbić i On jest tym, który osądzi to, co się ze mną stanie. Ja szukam nie swojej własnej chwały, lecz chwały tego, który mnie posłał.
A zatem, drodzy przyjaciele, cieszymy się wszystkim, co w naszych sercach spotęguje cześć dla naszego Niebieskiego Ojca i Jego chwalebnego charakteru. Ufam, że nasz skromny wykład dzisiejszego popołudnia pomoże nam podnieść wyżej naszą motywację i że będziemy mogli sobie uzmysłowić, że choć chwalebną jest rzeczą myśleć o przyszłości, to najbardziej chwalebne ze wszystkiego jest to, że wówczas będziemy mogli przynieść chwałę dla imienia Ojca, jak nie możemy chyba uczynić tego dziś. Ktoś mógłby zapytać: »Czyż nie jest o naszym Zbawcy powiedziane, że dla wystawionej sobie radości podjął krzyż, nie bacząc na jego hańbę [Hebr. 12:2 NB]«? Tak. Co było tą radością przed Nim wystawioną? Po części było nią zbawienie rasy ludzkiej; po części radość z wykupienia ludzkości spod przekleństwa. Lecz dlaczego chciał to wszystko zrobić? Skąd takowa radość? Dlaczego radością była dla naszego Zbawcy myśl o powrocie rodzaju ludzkiego do harmonii z Bogiem? Dlaczego radowała Go myśl, że rodzaj ludzki zostanie wybawiony od wszelkich cierpień i boleści? Drodzy przyjaciele, najcenniejszą częścią tej radości była myśl o tym, że rodzaj ludzki będzie w stanie uwielbić Ojca. Nasz Zbawiciel szukał bowiem chwały swego Ojca i tak samo myślał też o ludziach – żeby uczynić dla nich wszystko, co możliwe, aby i oni mogli również uwielbić Ojca i żeby wszystkie stworzenia na niebie i na ziemi mogły śpiewać pieśni chwały, czci i uwielbienia dla Ojca, który to wszystko zaplanował. Obyśmy mieli takiego ducha, który by wraz z Panem Jezusem zawsze mówił: »Ojcze, gdy nadejdzie godzina, uwielbij tego syna, aby będąc wywyższony po prawicy majestatu na wysokościach, będąc obdarzony niebiańską mocą, będąc wyposażony we wszystko, co przynależy do nieśmiertelnej natury, mógł mieć dozwolone dzielić wraz z Panem Jezusem podnoszenie świata do takiej pozycji, gdzie mogliby Cię wychwalać w takim stopniu, w jakim nie mogą uczynić tego dzisiaj. Tak więc, gdy nadejdzie godzina, uwielbij również tego syna, aby i syn mógł uwielbić Ciebie«. Amen.