Kazanie pastora Russella na pogrzebie br. Bartona

      Notatki sporządzone w trakcie usługi pielgrzymiej w Filadelfii, Pensylwania, przez br. J. W Gilberta, w poniedziałek, 3 lipca 1916.

      W niedzielę, 18 czerwca, braterstwo z Filadelfii zostali po wieczornym nabożeństwie poproszeni o uwagę i poinformowani o poważnym stanie brata Bartona. Pomodlono się w jego intencji. W następną niedzielę podano informację, że brat Barton znajdował się w drodze do Portland, w stanie Oregon, na dwutygodniową kurację u tamtejszego lekarza, po której miał krótkimi etapami wracać do domu. W kolejną niedzielę przyjaciele się dowiedzieli, że brat Barton naprawdę udał się „do domu”, przeszedłszy za zasłonę dzień wcześniej, czyli w sobotę, 24 czerwca.

      Śmiertelne szczątki naszego drogiego brata przewieziono do Filadelfii pod koniec minionego tygodnia i poczyniono przygotowania do pogrzebu, który przypadł na poniedziałek, 3 lipca. Ciało wystawiono na widok publiczny w niedzielę wieczorem, 2 lipca, a w poniedziałek o 12.30 przewieziono do sali na rogu Fifteenth i Chestnut, gdzie brat Russell miał wygłosić mowę pogrzebową i gdzie po raz ostatni przyjaciele mieli okazję popatrzeć na ziemską powłokę, jaką pozostawił po sobie nasz brat.

      Były trzy okazałe kompozycje kwiatowe oraz wiele rozsypanych kwiatów. Jedna z kompozycji, otwarta Biblia, była pamiątką miłości zboru filadelfijskiego. Inny wieniec, kwiatowy krzyż, został ułożony już na cmentarzu po opuszczeniu trumny do grobu i gdy każdy z obecnych podszedł z kwiatem, wrzucono je wszystkie do wnętrza mogiły. Pochówek został przez jednego z obecnych opisany jako „najczystszy”, w jakim kiedykolwiek uczestniczył. Mogiła została przykryta wiecznie zielonymi gałązkami, jak i cała ziemia, którą z niej wydobyto.

      Wszyscy członkowie zgromadzenia w Filadelfii, którzy tylko mogli tak to zorganizować, żeby wziąć udział w usłudze pogrzebowej, byli obecni na sali Y.M.C.A., jak też liczne grono przyjaciół ze zborów w Camden, N.J., Chester, Pa., Norristown, Pa., i Wilmington, Del. Brat Russell przemawiał około czterdziestu minut, a powiedział między innymi:

      Wiele jest cennych wersetów w Słowie Bożym, tak że trudno by nam było ograniczyć się do jednego. Dlatego posłużymy się kilkoma z nich. Pierwszy, z którego skorzystamy, to Psalm 116:15:

„Droga jest przed oczyma Pańskimi śmierć świętych jego”.

      Zdumiewa nas, że wielki Stwórca wszechświata miałby w ogóle zwracać na nas uwagę. Podziwiamy Jego ogromną, pełną zrozumienia miłość dla całego rodzaju ludzkiego; tę miłość, która sprawiła, że posłał Syna swego jednorodzonego jako okup za wszystkich. Jeśli Bóg miał taką wspaniałą miłość dla świata, to o ileż bardziej musi ją mieć dla tych, którzy starają się Mu podobać. Nie jesteśmy więc zaskoczeni, gdy czytamy: „Droga jest przed oczyma Pańskimi śmierć świętych jego”.

      Jezus był pierwszym spośród tej świętobliwej klasy. Bóg szczególnie Go umiłował, gdyż był On zawsze godny tej miłości. Biblia wskazuje, że Jezus był pierwszym lub też Głową tego grona świętych. Świętym jest ktoś, kto został „poświęcony”, odłączony. Wiemy, że Jezus sam się odłączył, by czynić wolę Ojca, gdy stawił się przed Nim w Jordanie.

      Biblia uczy, że Bóg poszukiwał poświęconej klasy, klasy Oblubienicy, której da chwałę, cześć i nieśmiertelność oraz miejsce na boskim poziomie egzystencji, tak jak dał to wszystko swemu Synowi. A jak Jego Syn był święty, takimi też są w Jego oczach, jak sam zaznacza, wszyscy naśladowcy Jezusa. Nie jesteśmy więc czymś sami z siebie lub we własnych oczach, gdyż świętość ta przypisywana nam jest za sprawą Jezusa.

      Jezus był pierwszym, który zawarł z Bogiem przymierze ofiary, pierwszym, który posiadał ducha ofiarowania. Wszyscy naśladowcy Jezusa mają tego samego ducha samoofiary, ducha gotowości, by kłaść swoje życie. Jest to bardzo specjalna klasa itak jak Jezus był z pewnością drogi w Pańskich oczach, takimi są też Jego naśladowcy. Są oni drodzy w oczach całego Pańskiego ludu. Również nasz drogi brat Barton, którego życiowe doświadczenia dzisiaj upamiętniamy, ceniony był niezwykle przez bardzo wielu spośród Pańskiego ludu.

      Jeśli mamy taką wielką miłość dla tych, którzy należą do Pana, powinniśmy ją okazywać w naszych codziennych kontaktach z nimi. Już sam fakt, że Bóg cię powołał, że dał ci uszy ku słuchaniu, sprawia, że jesteś dla mnie drogi. I nieważne, co powie lub pomyśli świat, my powinniśmy uznawać się nawzajem i jedni drugich kochać oraz wzajemnie się wspierać i podnosić na duchu. Coraz bardziej dochodzimy do przekonania, że tych, których Pan uczcił, my również powinniśmy czcić.

      Drogocenna w Pańskich oczach jest śmierć naszego drogiego brata Bar- tona; jest też drogocenna w naszym mniemaniu. Jego bieg się zakończył; wykonał, co zostało mu powierzone i myślimy, że jest z Panem.

      W Izaj. 33:17 czytamy: „Króla w piękności jego oglądają oczy twoje, ujrzą i Ziemię daleką Nasz drogi brat miał wadę wzroku – był krótkowidzem. Gdy przyszedł do Prawdy, jego widzenie się rozszerzyło i przez wiarę widział tę Ziemię, która jest bardzo daleko, jak też w pewnej mierze Króla i Jego piękność. Ale to, co brat nasz oglądał wiarą, teraz, jak wierzymy, widzi naprawdę.

      Nasz brat był architektem. Gdy prawdziwie zetknął się z wielkim Architektem wszechświata, porzucił ołówek i gumkę i poszedł, aby oddawać swoje życie, opowiadając innym o wspaniałych planach i celach wielkiego Architekta. I tak spędził swoje ostatnie lata, wysławiając i obwieszczając ów plan Architekta wszechświata, ten wspaniały plan oparty na ofiarniczej śmierci Jezusa, głosząc, w jaki sposób Bóg buduje wielką duchową Świątynię, poprzez którą będzie błogosławił wszystkie narody ziemi.

      Jestem pewny, że wszyscy słyszeliśmy o naszym drogim bracie i wszyscy to zauważyliśmy, jak jasny był ów plan w jego umyśle. Chciałbym wręcz pogratulować jego rodzicom, że jeszcze ktoś zakończył swój bieg i przeszedł za zasłonę, bo mamy największą nadzieję i nie lamentujemy jak ci ze „świata” którzy tej nadziei nie mają.

A co jest naszą nadzieją?

      W Obj. 14:13 czytamy: „Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Zaprawdę mówi Duch im, aby odpoczywali od prac swoich, a uczynki ich idą za nimi” Wszyscy, którzy kiedyś umarli, zasnęli. Jezus zasnął i pozostał w stanie tego snu aż do wzbudzenia przez Ojca. Od wzbudzenia Jezusa wszyscy Jego naśladowcy, którzy umarli, zasypiają w Chrystusie.

      Nie płaczemy nad tymi, którzy zasypiają w nocy, bo wiemy, że rano się obudzą. Biblia nam mówi, że tak też będzie z tymi, którzy zasypiają w ciągu długiej nocy grzechu i śmierci. Dzięki ofierze Jezusa wszyscy mają otrzymać przebudzenie w chwalebny poranek panowania Mesjasza.

Dlaczego nie zostają obudzeni wcześniej?

      Jest o wiele lepiej dla świata, że pozostaje nieprzebudzony. Wyobraźcie sobie, że Adam pozostałby przebudzony przez cały ten czas. Jakże by cierpiał, widząc cały ten ból, smutek i boleść, jakich świat doświadcza z powodu jego grzechu. Nie, jest lepiej, że miał spać. Każde pokolenie otrzymuje odpowiednie doświadczenie związane z grzechem i śmiercią oraz skutkami nieposłuszeństwa. Lepiej jest nie budzić świata, dopóki ziemia nie będzie dla nich przygotowana i nie stanie się właściwym dla nich miejscem.

      Naśladowcy Jezusa, Kościół, również mają spać, z wyjątkiem tych, którzy będą żywi w dniach drugiego przyjścia naszego Pana. Zwracając się do Kościoła, Apostoł mówi: „Nie wszyscy zaśniemy” Bóg wzbudzi Kościół zaraz z samego rana. Apostoł powiada: „Najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie” [1 Tes. 4:16 NB]. Potem stwierdza, że my, którzy jesteśmy żywi podczas przyjścia Pana, będziemy przemienieni, w jednej chwili, w okamgnieniu. Wierzymy, że tak właśnie było z naszym drogim bratem. Moment śmierci był momentem przemiany ze stanu ziemskiego do niebiańskiego.

      Mamy takie przekonanie na mocy naszej wiary w to, że Pan Jezus jest teraz obecny. Wiara ta nie opiera się na tym, co możemy widzieć naturalnymi oczyma, lecz na tym, co widzimy oczyma wiary w Słowo Boże.

      „Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają” [Obj. 14:13] — nie wcześniej. Wierzymy, że Jezus jest obecny i że ci, którzy umierają w Chrystusie, odkąd jest On obecny, nie śpią już dłużej, lecz są w momencie przemieniani i przyłączani do grona za zasłoną. Wy i ja od bardzo dawna mamy na to nadzieję — że również zostaniemy przemienieni jak nasz brat i że będziemy z Panem.

      Dlaczego mamy być przemienieni? „Ponieważ” jak stwierdza Paweł, „ciało i krew królestwa Bożego odziedziczyć nie mogą” [1 Kor. 15:50].

      Zwróćcie uwagę na słowa Obj. 14:13 i zastosujcie je ku własnemu pocieszeniu: „Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają (…)„ aby odpoczywali od prac swoich, a uczynki ich idą za nimi”: Uczynki naszego drogiego brata tutaj skończyły się; teraz ma on nowe ciało, które się nigdy nie męczy, ale jego uczynki „idą za nim”: Odpoczynek stanowi upewnienie, że on nie próżnuje; jego dobre czyny nadal przechodzą za zasłonę.

      Kościół w chwale powiększa się i wkrótce będzie kompletny. Gdy ostatni członek przejdzie za zasłonę, drzwi sposobności dziedziczenia wraz z Panem Jezusem zostaną zamknięte. Wówczas nastanie, pozornie, krótki czas oczekiwania. Następnie Oblubienica zostanie przyprowadzona przed oblicze Króla. Cała będzie okryta chwałą, gdyż tylko ci, którzy są czystego serca, mogą oglądać Boga, a Jezus mówi, że nie powstydzi się swojej Oblubienicy. Oblubienica przystrojona będzie w pięknie haftowaną szatę, czyli w staranne ściegi charakteru, nad którym pracujemy w ciągu naszej ziemskiej pielgrzymki i przygotowania.

      Wkrótce potem „wielki lud” przejdzie przez swój czas ucisku i również zostanie przywiedziony przed oblicze Króla. A co dalej? Następnie odbędzie się święto zaślubin. Uczta weselna jest obrazem, symbolicznym przedstawieniem wspaniałego okresu radowania się.

      Czy to już koniec? Nie, to dopiero początek. Chrystus w chwale — Jezus jako Głowa i Kościół jako Ciało — rozpocznie wówczas błogosławienie wszystkich narodów ziemi tym błogosławieństwem, jakie miało przyjść przez „nasienie” Abrahama. Potem nastanie czas, gdy Szatan będzie związany, czas wielkiego pokoju, gdy ludzie przekują swoje miecze na lemiesze; czas, kiedy poznanie Pana napełni ziemię tak, jak wody wypełniają morze. Czas, gdy ludzie dowiedzą się, że Bóg jest Bogiem miłości i łaski, a nie takim potworem, jak Go długo przedstawiano. Cały świat będzie miał przywilej przybycia na tę ucztę. Jest ona dla wszystkich ludzi. Prorok opisuje ją jako „ucztę z rzeczy tłustych”:

Czy mamy powód, by płakać i smucić się przy tej okazji?

      Nie. Nie jesteśmy jak ci, którzy nie mają nadziei. Nie powiem, że wielki człowiek poległ w Izraelu. Byłoby to może stosowne innym razem, ale nie teraz. Teraz mówię: wielki człowiek powstał w Izraelu. To, co poległo, to tylko stara natura, śmiertelne ciało; nowa natura, nowy człowiek powstał i jest z Panem. Starajmy się naśladować wierność i gorliwość tego brata, abyśmy i my uczynili nasze powołanie i wybranie pewnym i uformowali się w jednego z tych, którzy tworzą tę stale powiększającą się liczbę za zasłoną.

      St. Paul Enterprise, 8 sierpnia 1916