Choroby duchowe – ich przyczyny i leczenie

      Konwencja Badaczy Pisma Świętego w Indianapolis, Indiana, niedziela, 16 czerwca 1907.

      Fragment, który wybrałem nie jako tekst, lecz jako wstęp do naszych porannych rozważań, znajduje się w Ewangelii Łukasza, rozdział piąty, wersety 30-32: „I szemrali faryzeusze i ich uczeni w Piśmie, mówiąc do uczniów jego: Dlaczego z celnikami i grzesznikami jecie i pijecie? A Jezus odpowiadając, rzeki do nich: Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, którzy się źle mają” [Łuk. 5:30-32 NB]. To na ten krótki werset chcemy położyć szczególny nacisk: „A Jezus odpowiadając, rzekł do nich: Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, którzy się źle maj

      Uczyliśmy o Jezusie jako Wielkim Pasterzu i o Kościele jako Jego owcach; uczyliśmy o Jezusie jako winnym krzewie i Kościele jako latoroślach; uczyliśmy o Jezusie jako Wodzu i Kościele jako żołnierzach; o Nim jako Oblubieńcu i Kościele jako członkach Oblubienicy; uczyliśmy o Nim jako Mistrzu, o nich jako sługach; i uczyliśmy o Nim jako wielkim „gruntownym, węgielnym kamieniu” i o nich jako kamieniach, które mogą być wznoszone na Nim jak na fundamencie – wbudowani w ów Kamień Gruntowny Węgielny; jednak tego ranka, drodzy bracia i siostry, chciałbym zwrócić waszą uwagę na Jezusa jako naszego Wielkiego Lekarza i na nas jako Jego pacjentów.

      Pamiętacie, że taka była relacja, jaką nasz Ojciec Niebieski bardzo wyraziście utrzymywał w stosunku do Izraela. Pamiętacie, jak wyraził się w 2 Mojż. 15:26, mówiąc: „Ja Pan, który cię leczę” Pamiętacie, co stwierdza w Psalmie 103: „Który odpuszcza wszystkie nieprawości twoje; który uzdrawia wszystkie choroby twoje” [Psalm 103:3]. Pamiętacie, jak często przypominał Izraelowi, że gdyby byli posłuszni, to nie zsyłałby na nich chorób i nieszczęść, jakie spadły na Egipcjan. Pamiętacie, że im przypominał, iż posłuszeństwo wyznaczać będzie miarę ich dobrego zdrowia; pamiętacie też, jak często karcił królów, którzy zamiast zwracać się do Niego o uzdrowienie, udawali się do zwykłych lekarzy. Ktoś mógłby powiedzieć:

      Czy obietnice te mają jakieś znaczenie dla nas? Czy my mamy prawo rościć sobie do nich pretensje? Odpowiadam, drodzy przyjaciele, że Bóg nigdy nie uczynił obietnicy dla cielesnego Izraela, a to, co owa obietnica znaczy nawet dla duchowego Izraela, to coś więcej, niż znaczyła ona dla członków naturalnego Izraela. Pamiętacie, jak Bóg powiedział do Izraela ze świata, że jeśli będą wierni, On będzie błogosławił ich kosz i ich dzieżę; pamiętacie, jak im powtarzał, że rozmnoży ich stada i powiększy ich przychówek, że będzie błogosławił ich pszenicy, winu i oliwie. Wszystkie te obietnice znaczą dziś więcej dla nas, niż wtedy znaczyły dla Izraela ze świata. Dlaczego, powie ktoś, to zaskakujące; nigdy nie sądziłem, że mieliśmy jakieś prawa do tych obietnic! Zawsze myślałem, że będąc wiernymi Panu, mieliśmy się spodziewać cierpień i tego, że będziemy uczestnikami prób; że trzeba będzie nosić brzemię, a ty chcesz nam powiedzieć, że jeśli jesteśmy wierni naszemu Panu, to będzie to oznaczać ziemskie powodzenie, że nasze ziemskie bogactwo się powiększy i że zamiast krzyża znajdziemy łoże usłane różami? Ja zaś odpowiadam: Nie, drodzy przyjaciele, zupełnie nie. Naśladowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa oznaczać będzie krzyż; będą próby i będą smutki; będą ciernie na naszej drodze. Ale, zapytacie, jak to? Skoro te wszystkie obietnice są dla nas i skoro Pan ma te obietnice spełnić w stosunku do nas, to czy oznacza to niesienie krzyża? Czy spełnianiu tych obietnic dzień po dniu będą towarzyszyć jakieś próby czy trudności? O, drodzy bracia i siostry, nie uchwyciliście właściwej myśli.

      Pozwólcie, że wyrażę to tak: Bóg nigdy nie wykonał obietnicy dla światowego Izraela, ale sprawił, że duchowy Izrael ma nawet większe prawo domagać się tej obietnicy, niż miał naturalny Izrael. Gdy domagamy się tych obietnic, musimy przełożyć je z obietnic rzeczywistych na obietnice duchowe. Innymi słowy cokolwiek Bóg obiecał naturalnemu Izraelowi w zakresie spraw rzeczywistych, duchowemu Izraelowi obiecał w zakresie spraw duchowych. Pamiętacie, jak im powiedział, że jeśli będą Mu wierni i posłuszni, On będzie błogosławił ich pszenicy i winu, ich oliwie i stadom i te same rzeczy obiecał nam, lecz chodzi o duchową pszenicę, duchowe wino, duchową oliwę, duchowe stada, czyli że w tych przypadkach mamy się cieszyć błogosławieństwami.

      Przypominacie sobie, w jaki sposób Bóg zwracał się do Izraela, mówiąc:

      O, Izraelu, gdybyś usłuchał moich przykazań, wówczas karmiłbym cię najlepszą pszenicą. Jednak tylko nieliczni spośród Izraela spróbowali kiedykolwiek smacznej pszenicy. Najlepsza pszenica nie wyrastała na polach Palestyny; tamta była normalna, najzwyklejsza. Najsmaczniejszą pszenicą Bóg zaczął karmić swoje dzieci tysiąc dziewięćset lat temu. I wtedy, drodzy przyjaciele, jakkolwiek tylko kilku spośród owych Izraelitów, jak Piotr, Paweł, Jakub i Jan, było wystarczająco wiernych, żeby mieć dozwolone skorzystanie z najlepszej pszenicy, to większa część z nich nigdy nie spróbowała tej lepszej, lecz tylko tę najzwyklejszą.

      Tak samo jest w odniesieniu do chorób. Nie oczekujemy, że Ojciec Niebieski i Jego niebiański Syn będą naszymi lekarzami, by nas leczyć w normalnym sensie; to nie naturalne choroby obiecali Oni leczyć u mnie i u ciebie, lecz choroby duchowe – pychę, samolubstwo, niecierpliwość, złośliwość, zazdrość itp. Określenia „choroby duchowe” używamy tego ranka raczej w sensie posłużenia się nim dla wygody. W sensie rzeczywistym to nie są choroby duchowe. Moglibyśmy powiedzieć, że są to choroby metaforyczne; ponieważ słowo „duchowy” jest często używane jako synonim słowa „obrazowy” będziemy go dziś rano używać w tym sensie. Tak więc nie mamy zamiaru opowiadać o rzeczywistej gruźlicy, o rzeczywistym dyfterycie i rzeczywistym paraliżu, lecz chcemy pomówić o duchowej gruźlicy duchowej błonicy i o duchowym bezwładzie. Wiemy, drodzy przyjaciele, że intencją Boga zawsze było to, by używać dobrych, zwykłych sposobów w podejściu do leczenia naturalnych chorób. Gdy czujemy się przeziębieni, nie modlimy się, żeby Bóg nas ogrzał w sposób cudowny, lecz siadamy przy ogniu i dziękujemy Mu za ogień, który nas ogrzewa. Gdy jesteśmy głodni, nie prosimy Pana, żeby zrobił cud i zabrał to uczucie głodu. I dokładnie tak, jak udajemy się do stołu, aby zaspokoić głód i jak zbliżamy się do ognia, żeby zaradzić odczuwaniu zimna, tak samo też wierzymy, że Bóg chciałby, abyśmy korzystali z naturalnych środków, które mogłyby dopomóc do naszego naturalnego zdrowia. I tak jak dziękujemy Mu za ogień i pożywienie, tak też powinniśmy Mu dziękować za lekarstwa i środki, co by to nie było, jeśli tylko przynoszą nam ulgę w sposób naturalny. Naprawdę, drodzy przyjaciele, uważam, że Słowo Pańskie pełne jest właśnie takiej idei. Poprzez całe Słowo Boże przewijają się odniesienia do lekarstw i sposobu, w jaki mamy z nich korzystać. I istotnie uważam, że to prawda, iż najwymowniejszy zapis biblijny, popierający podejście tych, co uzdrawiają na podstawie wiary, tak naprawdę stanowczo sprzeciwia się ich poglądowi. Często cytują oni ten zapisz piątego rozdziału Listu Jakuba: „Choruje kto między wami, niechże zawoła starszych zborowych, a niech się modlą za nim, pomazując go olejkiem w imieniu Pańskim” [Jak. 5:14]. Nie myślimy, żeby to pomazywanie olejkiem było obrzędem. Nie uważamy, że poprzez swego Syna Bóg zostawił nam trzy zalecenia – chrzest, Wieczerzę Pańską i pomazywanie olejkiem; wcale nie. Wiemy, że w znacznym stopniu olejki stanowią bardzo ważny składnik naszych lekarstw Wiemy, jak powszechnie słodki olej, tran i wazelina używane są jako środki lecznicze, a z Biblii uczymy się, że oprócz kilku korzeni, ziół i balsamu, olejki znajdowały się wśród najważniejszych medykamentów; pomazanie olejkiem było równoważne podaniu lekarstwa. Nie było to jedynie częścią obrządku, jak i dziś jeszcze sądzi, zdaje się, wielu tych, co prezentują zły punkt widzenia w kwestii uzdrawiania przez wiarę. Nie o tym jednak, drodzy przyjaciele, chcemy dzisiaj mówić. Interesują nas te inne choroby. Dla poświęconego dziecka Bożego pycha jest straszniejszą chorobą niż zapalenie płuc. Dlatego, kto idzie śladami Mistrza, samolubstwo jest okropniejsze niż szkarlatyna. Czegóż by człowiek nie zrobił, żeby pozbyć się lizycznej choroby? Ile by nie wydał pieniędzy i jak daleko by nie pojechał oraz jakich nie byłby gotów cierpieć niewygód, gdyby przy tym mógł uzyskać poprawę swego stanu zdrowia? A co powinien być skłonny poświęcić chrześcijanin dla lepszego zdrowia duchowego i jakie znosić niedogodności, przez jakie chętnie przechodzić cierpienia oraz do jakiej być chętnym ofiary, jeśli- by przez to mógł osiągnąć polepszenie swego duchowego zdrowia? Myślę, drodzy przyjaciele, że dzięki tej konwencji wszyscy odjedziemy stąd znacznie zdrowsi duchowo, niezależnie od tego, czy odjedziemy w lepszym stanie zdrowia fizycznego, czy też nie. I nie tylko to, chciałbym również powiedzieć, że odnośnie Boga i Jego drogiego Syna jako naszych Wielkich Lekarzy jest jeszcze pewien aspekt, o którym wszyscy powinniśmy pamiętać, mianowicie, że my również mamy być lekarzami – lekarzami jedni dla drugich. Wiecie, jak często się zdarza, że jeśli ktoś przez wiele lat jest pod opieką doktora, uczy się od niego wielu metod i w sytuacji, gdy zachoruje przyjaciel takiego pacjenta, powinien od niego usłyszeć: >>Cóż, gdy mi dolega coś podobnego, mój lekarz radzi mi przeważnie zrobić to i to; spróbuj i ty, myślę, że to ci pomoże<<. Tak właśnie powinno być z nami: skoro jesteśmy już trochę lat pod opieką duchowego Wielkiego Lekarza, powinno to powodować polepszenie nie tylko naszego duchowego zdrowia, ale ponadto stawiać nas w pozycji tych, co pomagają swoim braciom i siostrom poprawić również ich duchowy stan zdrowia. Jakie byłoby to okropne, gdybyśmy usłyszeli, że ktoś z naszych braci czy sióstr stwierdza: >>Przykro mi się z nim spotykać, bo za każdym razem, gdy się z nim widzę, odczuwam pogorszenie mojego duchowego zdrowia<<. Z drugiej strony, jakże byłoby chwalebne, gdyby wasi bracia i siostry mogli powiedzieć: >>Cieszę się, gdy go spotykam, bo zdaje się, że za każdym razem, gdy mam z nim kontakt, jest to wzmocnieniem dla mojego duchowego stanu i mam poczucie, że w rezultacie tej chwili społeczności z nim moje duchowe zdrowie się poprawia<<.

      Wiemy, że nasz Pan nigdy nie posłużył się obrazem, który nie byłby stosowny. Jesteśmy pewni, że nigdy nie natchnąłby swoich apostołów do posłużenia się nieodpowiednią ilustracją. Dlatego też, skoro w tym zapisie nasz Pan, a w innym nasz Ojciec Niebieski przyrównani są do naszych lekarzy, uznajemy, że musi być coś bardzo stosownego w tym zobrazowaniu. Jestem pewny, drodzy przyjaciele, iż się wszyscy przekonacie, że tak jest. Przekonamy się, że zachodzi wspaniała paralela między chorobami fizycznymi i duchowymi. Stwierdzimy, że każde fizyczne schorzenie ma odpowiadające mu schorzenie duchowe; że tak jak jest fizyczne zapalenie płuc, tak jest i duchowe, jak istnieje naturalny paraliż, tak jest też coś, co odpowiada mu w zakresie duchowym; tak jak są różne dolegliwości ciała, znajdziemy również odpowiadające im albo porównywalne dolegliwości w obrębie ducha. Nie tylko przekonamy się, że te różne choroby mają swoje odpowiedniki, ale że podobnie jest i w zakresie metod ich leczenia. Stwierdzimy, że wszystkie oznaki występowania choroby również mają swoje odnośne podobieństwa. Zauważymy, że wszelkie rozmaite środki pomocnicze w kwestiach zdrowia fizycznego mają odpowiadające im środki zaradcze w obrębie zdrowia duchowego. Jedną z przyczyn, dla których uważam, że będzie dla nas szczególnie pomocne wykorzystanie tego zobrazowania dzisiejszego poranka, jest fakt, że jesteśmy z tymi kwestiami tak dobrze zaznajomieni, że nie tylko będziemy w stanie lepiej uchwycić różne lekcje, ale jest tym bardziej prawdopodobne, że je zastosujemy. Gdybym miał stanąć tutaj i zilustrować niektóre z tych duchowych lekcji za pomocą jakichś niezwykle zawiłych twierdzeń z astronomii, można by rzec, że brzmi to, owszem, bardzo ciekawie, co mówię, ale jakże szybko zapomnielibyśmy to wszystko. Jeśli natomiast weźmiemy takie zwyczajne rzeczy jak cierpienia, schorzenia i choroby i jeśli nakreślimy tę paralelę, to ufam, że w efekcie umożliwi wam to kreślenie takich porównań stale, dzień po dniu, w ciągu waszego życia. Mam nadzieję, że od tego ranka nigdy już nie będziecie myśleć o doktorze bez przypomnienia sobie o owym Wielkim Lekarzu. Mam nadzieję, że słysząc o osobie sparaliżowanej, zatrzymacie się i zaczniecie myśleć i obserwować, czy aby sami nie jesteście duchowo sparaliżowani; że już zawsze, czując ból i cierpienie, będziecie sobie przypominać niektóre z tych duchowych boleści i cierpień i że w konsekwencji to dzisiejsze kazanie stanie się kazaniem na każdy dzień waszego życia, a każde doświadczenie cierpienia i choroby oraz sprawy z tym związane będą nam na nowo przypominać o tych duchowych chorobach i skłaniać do zastanawiania się i obserwacji, czy aby nie mamy którejś z nich.

WSPOMAGANIE ZDROWIA

      Pierwszą sprawą, o jakiej zamierzam mówić, są środki wspomagające zdrowie. Wiemy, że jest wiele środków wspomagających zdrowie fizyczne i wszystkie one mają odpowiadające im środki zaradcze w zakresie zdrowia duchowego.

WIEDZA

      Pierwszym środkiem wspierającym zdrowie jest odpowiednia wiedza na temat swojego własnego stanu. Rozumiecie, mężczyzna lub kobieta byliby uważani za bardzo nierozsądnych, gdyby dostrzegając jakieś dziwne objawy w swoim ciele, nie zastanawiali się, co im jest. Jakże niemądrze postępowałby ktoś, kto mając dziwne zmiany na swoim palcu, zlekceważyłby je i nie zwracał na to uwagi, a w końcu okazałoby się, że jest to zakażenie krwi i ostatecznie doszłoby do śmierci danej osoby. I tak samo jest w sprawach duchowych, drodzy przyjaciele. Zdajemy sobie sprawę, że każdy z nas będzie się znajdował w tym lepszym duchowym stanie, im pilniej się dowie, co może się z nami dziać w tym zakresie. Nie chcemy być z grona takich, co przymykają oczy na swoje słabości. Pamiętacie sposób, w jaki Apostoł polecił nam doświadczać samych siebie. Dlaczego mamy się sprawdzać? By się przekonać, czy mamy jakąś słabość; nie da się tego stwierdzić bez jakiegoś sprawdzianu. Doświadczamy samych siebie, by odkryć, jakie to są owe słabości, które, naszym zdaniem, posiadamy.

      Pamiętacie, że istnieje bardzo dzisiaj liczna klasa ludzi, którzy zwą się „chrześcijańskimi uczonymi” [Christian Scientists]. Wiecie, że wierzą oni, iż choroba i cierpienie to tylko złudzenie, że to jedynie wytwór śmiertelnego umysłu; sąto ludzie, którzy mówią, że ból głowy nie istnieje i twierdzą: >>My nigdy nie mamy żadnego bólu głowy<< itp. >>Nie sądzę, że jest coś takiego jak ból głowy; ból głowy jest jedynie złudzeniem, oszustwem, czymś, co się zalęgło w wyobraźni.<< Jest też, drodzy przyjaciele, inny rodzaj „chrześcijańskiego uczonego” który tak siebie nie nazywa, ale jest nim dokładnie tak samo jak pozostali. Jest to ktoś, kto mówi: >>Nie jestem samolubny, jestem tak samo niesamolubny jak każdy inny mieszkaniec Indianapolis<<. On również jest „chrześcijańskim uczonym”: chociaż się tak nie określa. Mamy świadomość, że w kwestiach naturalnych mężczyzna lub kobieta, którzy rozumieją, jaki jest ich problem, zajmują lepszą postawę, by się właściwie i szybko wyleczyć, niż ci, co są ślepi na ten fakt. Czyż nie uważamy, że niemądry jest ktoś, kto by mówił: >>No cóż, jestem nieco przeziębiony, wiem, to jest nieprzyjemne, ale nie będę na to zwracał uwagi. Gdy przeziębienie rozwinie się na tyle, że wywiąże się zapalenie płuc, pójdę do lekarza i zobaczę, czy może mnie on wyleczyć<<. Powiesz: >>Co za głupiec! O ileż łatwiej byłoby w jego przypadku wyleczyć przeziębienie i nie czekać, aż przejdzie ono w zapalenie płuc!<<. Tak jest też z duchowymi sprawami. Może twoja pycha nie osiągnęła jeszcze bardzo poważnego stadium; ta pycha, która jest w twoim sercu, może być małą sprawą, niewielkim problemem, ale bywa dokładnie tak jak z tym przeziębieniem – stopniowo rozwija się ono i staje czymś poważnym, podobnie pycha – rośnie i rośnie, a im dłużej czekasz, im dłużej zwlekasz z rozpoczęciem leczenia, tym większe jest niebezpieczeństwo, że nie da się już wcale tego wyleczyć. Zdajemy sobie sprawę z konieczności wiedzy na temat naszego stanu. Nie chcemy zamykać oczu, chcemy wiedzieć, jakie są nasze słabości. Mnie nie przyniesie pożytku wiedza na temat twoich słabości, a dla ciebie nie będzie korzystna znajomość moich, natomiast ogromnie mi się przyda poznanie moich własnych słabości, zaś tobie niezmiernie pomoże wiedza na temat słabości, które ty właśnie posiadasz.

LEKARZ

      Następnym środkiem pomocniczym w sprawach zdrowotnych, o jakim chciałbym wspomnieć, jest pomoc zarówno w odniesieniu do zdrowia fizycznego, jak i – a nawet bardziej – zdrowia duchowego. Jest to obecność i wsparcie LEKARZA. Wiecie, jak to jest: Idziecie do doktora i mówicie mu o swoim stanie, pytacie go o radę, prosicie o wsparcie i pomoc, a on przepisuje wam odpowiednie lekarstwo. Tak samo w odniesieniu do choroby duchowej. Udajemy się do Wielkiego Lekarza w modlitwie i mówimy Mu:

      >>O, Wielki Lekarzu, mam okropne napady niecierpliwości i teraz, Wielki Lekarzu, chcę, abyś mi pomógł; jesteś jedynym, który może mi pomóc i wyleczyć mnie z tej strasznej przypadłości; muszę znaleźć u Ciebie wsparcie<<. Drodzy przyjaciele, powinniśmy często kierować do Niego nasze prośby, coraz bardziej zabiegając o tę duchową silę.

      Zanim przejdziemy do innego punktu, wspomnimy jeszcze o czymś – do Wielkiego Lekarza powinniśmy udawać się nie tylko we własnych sprawach; należy chodzić do Wielkiego Lekarza również w sprawach naszych braci i sióstr. Wiecie, jak to jest – bardzo często zdarza się, że wasz przyjaciel czy członek rodziny choruje i nie jest w stanie pójść do doktora, więc wy idziecie tam za niego. Czasem bywa, że ktoś może być wręcz nieprzytomny i nie może iść osobiście, i co robicie dla niego? Przypuśćmy, że macie syna, który jest chory i nieprzytomny. Jak postępujecie? Czy mówicie: >>0, mój syn, jest nieprzytomny, jest chory, nic nie wie; dlaczego tak jest, co za straszny stan! Mam nadzieję, że odzyska przytomność, a wtedy wyślę go do lekarza<<. Nie! Nie czekacie, aż sam oprzytomnieje, lecz natychmiast idziecie do lekarza i mówicie: >>Proszę przyjść do mojego chłopca, jest chory i nieprzytomny<<. Tak samo i w kwestiach duchowych. Idziemy do Wielkiego Lekarza nie tylko w swojej sprawie, ale również w sprawach naszych braci i sióstr. Czasem spotkacie brata, który ma pewne duchowe schorzenia i jest tego nieświadomy; może mieć jakąś dozę pychy i nie zdaje sobie z tego sprawy. Jaka jest wasza powinność? Czy stwierdzacie jedynie: >>Mam nadzieję, że któregoś dnia brat ten zorientuje się, że dolega mu pycha, że pójdzie do Wielkiego Lekarza i zostanie uzdrowiony<<. Nie, drodzy przyjaciele, macie pójść za tego brata do Wielkiego Lekarza i, jak mówi Pismo, prosić jedni za drugimi, a będziecie uzdrowieni.

      Uważam, że jest to jeden ze sposobów pozwalających ocenić, jak solidne jest nasze duchowe zdrowie. Sądzę, że prawie wszyscy z nas mieli kontakt z bratem, który mógł zawinić przeciwko nam; i co, drodzy przyjaciele, czujecie w stosunku do tego brata? Wyobraźcie sobie, że jest taki brat. Czy myślicie o kimś takim? Zobaczcie, czy w waszym sąsiedztwie jest ktoś, z kim jest wam niełatwo obcować, kto cały czas zdaje się przejawiać złego ducha itp. I co zrobiliście w przypadku takiego brata? Jak często się za nim modlicie? >>Ależ, powiecie, ja nigdy nawet nie pomyślałem, żeby się za nim modlić<<. Zatem powinniście udać się do Wielkiego Lekarza, gdyż potrzebujecie Go równie mocno jak ów brat. Jeśli natomiast możecie powiedzieć:

      >>No cóż, modliłem się często za tym bratem, wtedy, drogi bracie, ciesz się, gdyż twój duchowy puls jest w porządku<<.

DIETA

      Chciałbym również powiedzieć o jeszcze innym rodzaju zdrowotnej pomocy; jest to środek wspierający zarówno zdrowie fizyczne, jak i duchowe; chodzi o właściwy rodzaj DIETY. Wiecie, jak doktor mawia zwykle do pacjenta: >>No cóż, nieważne, ile razy po mnie posyłasz i nie ma znaczenia, ile zażywasz lekarstw; jeśli nie zaprzestaniesz pić tak dużo mocnej kawy, nie będziesz się dobrze czuć. Moje lekarstwa ci nie pomogą<<. Tak samo jest w sprawach ducha. Nie liczy się, w ilu uczestniczyliście konwencjach, nie ma znaczenia, jak dużo czytacie ze Słowa Bożego ani jak często bierzecie udział w nabożeństwach w waszym mieście itp. – jeśli nie uregulujecie swojej diety wmyśl zaleceń Wielkiego Lekarza, nie możecie oczekiwać dobrego stanu duchowego zdrowia. A czym jest nasza duchowa dieta? Dokładnie tak samo, jak o naszej naturalnej diecie przesądza, co jemy, tak na dietę duchową skiada się to, co czytamy. Pamiętacie, co mówi Pismo Swięte: „Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je” [Jer. 15:16 BT]. Drodzy bracia i siostry, jeśli wstajecie rano i pierwszą rzeczą, jaką spożywacie na śniadanie, jest jeden czy dwa artykuły donoszące w porannej gazecie o próbie morderstwa, a potem, na obiad, kilka rozdziałów powieści, zaś na kolację przeczytacie w wieczornej gazecie o jednym czy dwóch rozwodach, to wasze duchowe zdrowie nie tylko będzie kiepskie, ale na takiej diecie nie będzie miało żadnych szans na poprawę. Ktoś powie: >>Czy jest w tym coś złego? Czy jest coś złego lub grzesznego w czytaniu powieści?<<. Co za niemądre pytanie! Jak myślicie; przypuśćmy, że jestem chory, przyszedł doktor i mówi: >>Nieważne, ile razy będziesz mnie wzywać, nie poprawi ci się, dopóki nie przestaniesz pić tej mocnej kawy; twoje serce tego nie wytrzyma<<. A ja odpowiem: >>Doktorze, muszę całkiem zrezygnować z kawy? Dlaczego? Czy jest coś grzesznego w piciu kawy?<<. On zaś mi powie: >>Ależ, niemądry człowieku, nie chodzi o to, czy jest to grzeszne, czy nie, lecz o to, czy pomoże ci wyzdrowieć<<. Taka jest też droga postępowania w kwestiach duchowych. Nie chodzi o pytanie, czy czytanie powieści jest grzeszne, czy nie, ale o pytanie, czy dopomoże nam ono do duchowego zdrowia. Ja powiem, że nigdy nie przyniosło to nikomu prawdziwego duchowego zdrowia.

CZYSTOŚĆ

      Wspomniałbym też o jeszcze jednym środku wspomagającym zdrowie, i to zarówno w przypadku zdrowia fizycznego, jak i duchowego. Chodzi o CZYSTOŚĆ. Wiecie, jak doktor mówi przeważnie do pacjenta: >>Jeśli chcesz się dobrze rozwijać, musisz się często kąpać, żeby pory skórne się otwierały<<. Tak samo jest w sprawach ducha. Jeśli chcesz się cieszyć duchowym zdrowiem, musisz się nauczyć utrzymywać duchową czystość. W piątym rozdziale Listu do Efezjan powiedziane jest o obmyciu wodą przez Słowo [Efez. 5:26], a w Psalmie 119:9 czytamy: „Jakim sposobem oczyści młodzieniec ścieżkę swoją? Gdy się zachowa według słowa twego” Słowo Boże jest wodą, którą mamy się obmywać, żeby być czystymi w tym wyższym sensie.

      Jest tutaj jednak jeszcze inna myśl: Jak wiadomo, bardzo częste mycie wodą cię nie oczyści ani nie umyjesz się skutecznie, jeśli nie użyjesz ciepłej wody. Jak wiecie, ciepła woda zmywa znacznie lepiej niż zimna. A jak ją podgrzewamy? Na ogniu. Zatem, jeśli chcecie być czyści duchowo, nie wystarczy wziąć Słowo Pańskie i czytać je wyłącznie w sposób nieformalny – bo to byłoby używaniem zimnej wody. Chcemy dołożyć do tego ogień gorliwości, wtedy będziemy w stanie się oczyścić. Czasem w naszych podróżach zdarza nam się spotkać brata, który jest uzależniony od tytoniu. W rozmowie z nim słyszymy: >>Chciałbym to rzucić, chciałbym się od tego uwolnić, ale próbowałem i wygląda na to, że nie dam rady. Wydaje się, że nie jestem w stanie tego rzucić<<. Prawdopodobnie po latach spotkacie tego brata znowu i okaże się, że jest wolny od nałogu tytoniu jak nikt na świecie. Zapytacie: >>Bracie, jak to możliwe? Zdaje się, że mówiłeś, iż nie możesz przestać, że jest to niemożliwe?<<. >>Widzisz, odkryłem, że nie byłem wystarczająco żarliwy w tej kwestii. Gdybym miał dość zapału, już wtedy mógłbym to rzucić<<. A zatem, jego problem polegał na tym, że nie miał na tyle ciepłej wody, ile było potrzeba. Tak i wy, braterstwo, prawdopodobnie nie macie dość zapału; prawdopodobnie woda nie jest na tyle ciepła, żebyście mogli oczyścić się tak zupełnie, jak byłoby to możliwe, gdyby była ciepła.

ĆWICZENIE

      Chciałbym powiedzieć również o innym rodzaju pomocy; pomoc ta służy zarówno zdrowiu naturalnemu, jak i duchowemu; jest to ĆWICZENIE. Nie jest dobrze każdego dnia ciężko się objadać, a potem zupełnie nie ćwiczyć; należy więcej wychodzić i ćwiczyć. Tak samo, drodzy przyjaciele, jeśli ja i wy pragniemy lepszego zdrowia duchowego, musimy nauczyć się ćwiczyć. Musimy nauczyć się używać siły i duchowego pokarmu, jakich udziela nam Bóg. Jeśli udajecie się do Słowa Bożego i ucztujecie przy stole Jego Słowa raz lub dwa razy dziennie, a następnie nie ćwiczycie, możecie być pewni, że nabawicie się duchowej podagry lub czegoś w tym rodzaju. Wiemy, że wielu spośród ludu Pańskiego ma niepowodzenia pod tym względem. Ale po to jest światło. Nasze światło nie jest po to, by je chować pod korzec. Nasze światło nie służy tylko temu, żebyśmy wiedzieli więcej niż inni, lecz Bóg dał nam światło, żebyśmy mogli być wypróbowanymi dla Niego pracownikami. Przypomina mi to stwierdzenie, na które natknąłem się w Szkocji. Będąc tam, znalazłem książkę, w której znajdowało się pasujące, jak sądzę, do tego tematu zdanie. Brzmiało ono tak: „Nie stawiaj swojej świecy pod korcem, bo jeśli to zrobisz, to światło albo się nie wydostanie, albo – jeśli zapali korzec, spowoduje pożar, a wtedy płomień będzie większy, niż się spodziewałeś” Nie sądzę, że chcemy się znaleźć w takich okolicznościach. Pan dał nam światło, żebyśmy się mogli ćwiczyć, a im więcej ćwiczymy, tym lepsze będzie nasze duchowe zdrowie.

      Znam pewną siostrę z Kanady. Slyszałem o niej bardzo często i każdy zdawał się mieć wspaniałą zaiste opinię na temat jej duchowości. Wyglądało na to, że musi być ona gigantem w zakresie spraw duchowym, ale nie miałem przyjemności jej spotkać. W końcu nadarzyła się szczęśliwie okazja, że mogłem pojechać do miasta, w którym ona mieszka. Gdy tam przybyłem, stwierdziłem, że fizycznie wyglądana zwyczajną, młodą kobietę, jaką każdy może spotkać; z naturalnego punktu widzenia nie było w niej nic szczególnie atrakcyjnego. A jednak wkrótce się przekonałem, że sam zaczynam podzielać opinie, jakie tyle osób miało na jej temat. Była naprawdę tytanem duchowości. Nie zajęło mi to długo, by odkryć, jaka była tego przyczyna. Opowiedziała mi, że po tym, jak przyszła do znajomości tych prawd, wzięła kilka kartek papieru i najpierw spisała na tych kartkach nazwiska światowych krewnych; potem zapisała nazwiska wszystkich swoich światowych przyjaciół, następnie każdej osoby, którą dobrze znała. Powiedziała, że nie ustała, dopóki nie posłała do każdego z nich jakiejś literatury, żeby przyprowadzić ich na drogę poznania, oraz tych błogosławieństw które były jej udziałem. Pamiętam, jak jadąc drogą, ja i jeden brat siedzieliśmy w powozie z przodu, a ona i jeszcze jedna siostra z tylu, i jak zatrzymała swój powóz i wysiadła, zaś ów brat mi powiedział, że gdy spojrzał do tyłu, widział, że wysiadła, by wręczyć tamtejszym farmerom kilka broszurek. Nigdy nie zapominała o tym, by udając się w drogę powozem lub idąc pieszo, zabrać ze sobą zapas broszurek. Zawsze rozglądała się za możliwościami służby. Była wyćwiczona, drodzy przyjaciele; to jest jeden ze sposobów, by się ćwiczyć. Mamy świadomość, że jest wiele sposobów ćwiczenia. Możemy ćwiczyć w naszym własnym domu. Jakże wspaniałe okazje ma żona do ćwiczenia swej cierpliwości, wytrwałości, łagodności i ustępliwości, nawet w związku ze swymi pracami domowymi. Takie okazje znajdują się wszędzie i do nas należy wykorzystywanie ich do ćwiczenia. Pamiętacie, co mówi Pismo:

      „A wszelkie karanie, gdy przytomne jest, nie zda się być wesołe, ale smutne; lecz potem owoc sprawiedliwości spokojny przynosi tym, którzy są przez nie wyćwiczeni” (Hebr. 12:11). Wszystko wymaga ćwiczenia, czy odbywa się to przez upominanie lub łagodne karanie, czy też nie.

ATMOSFERA

      Moglibyśmy powiedzieć o jeszcze innym środku dopomagającym zarówno do naszego fizycznego, jak i duchowego zdrowia, a jest to odpowiedni rodzaj ATMOSFERY. Wiesz, jak mawiają lekarze: >>Trzeba zabrać pacjenta z tego dusznego pokoju, tu jest zbyt ciasno i wentylacja jest niewystarczająca<<. Tak, drodzy przyjaciele, właściwe powietrze jest niezbędne dla naturalnego zdrowia. Czysta atmosfera konieczna jest także dla zdrowia duchowego. Jakim powietrzem oddycha Boży lud? Odpowiadamy, że atmosferę tę stanowi Boży duch święty. To o tym mówi apostoł Paweł:

      „Abyście się odłączyli od każdego brata nieporządnie chodzącego” [2 Tes. 3:6]. Dlaczego? Ponieważ nie jest to odpowiedni rodzaj atmosfery, w jakiej chcielibyśmy przebywać. Nie chcemy mieć społeczności z kimś, kto chodzi nieporządnie, z kimś, kto ma zwyczaj się upijać lub chodzić niezgodnie z duchem moralności, nie mówiąc o duchu chrześcijaństwa. To nie jest taki rodzaj atmosfery, jaki byłby odpowiedni dla poprawy naszego duchowego zdrowia. „Złe rozmowy psują dobre obyczaje” – słusznie stwierdza Pismo Swięte [1 Kor. 15:33].

ODPOCZYNEK

      Chciałbym powiedzieć, co jeszcze dopomaga do naszego fizycznego, jak i duchowego zdrowia. ODPOCZYNEK. Jak wiadomo, lekarz zaleciłby pacjentowi zaniechanie pracy na kilka dni, żeby odpoczął, pojechał w góry lub nad jezioro. Również dla duchowego zdrowia, drodzy przyjaciele, odpoczynek jest sprawą zasadniczą. Jaki rodzaj odpoczynku? Odpoczynek z wiary, odpoczynek, który opiera się na obietnicy: „Nie zaniecham cię ani cię opuszczę” [Hebr. 13:5]. Któż nie odpoczywałby, mając obietnicę taką jak ta; odpoczynek opiera się na takim wspaniałym wersecie Pisma Świętego jak ten, w którym nasz Pan mówi: „Dosyć masz na łasce mojej” [2 Kor. 12:9]. Drodzy przyjaciele, jeśli nie opieracie swego wypoczynku na tych obietnicach, to dlatego, że nie macie odpowiedniej wiary w obietnice. Wiara jest tym, czego potrzebujemy. W świecie znajduję wielu, którzy w swym odczuciu mają wiarę – wiarę w cechy swych przyjaciół, wiarę w tę rzecz lub inną, ale tylko nieliczni wierzą w to, co stwierdza Słowo Boże. Wy i ja powinniśmy mieć taką wiarę, która powie: Będę mieć więcej wiary w Boże Słowo niż w jakiekolwiek moje odczucia lub w moich przyjaciół czy cokolwiek innego, gdyż On powiedział: „Nie zaniecham cię ani cię opuszczę” Jeśli zdarzy się jakieś zaniechanie lub opuszczenie, to tylko z waszej strony; to wy możecie Go opuścić bądź zapomnieć, ale On nigdy was nie zaniecha i nie opuści. Wiemy, że czasami lud Boży przeżywa dotkliwe kłopoty i prawie mu się wydaje, że Pan go opuścił. Jest to dobrze oddane w następującym zapisie z Księgi Psalmów: „Oczy jego upatrują, powieki jego doświadczają synów ludzkich” [Psalm 11:4]. Wiecie zapewne, o czym mówi pierwsza część: „Oczy jego upatrują Pan patrzy z góry na nas; On się nam przypatruje i mówi: „Powieki jego doświadczają synów ludzkich” Co to znaczy? Czym są Jego powieki? Powiek używamy, gdy idziemy spać; gdy idziemy spać, opuszczamy powieki, wtedy jesteśmy gotowi do snu. Ale Jego czujne oczy nigdy nie śpią i nie drzemią. Słowo Boże mówi, że On nie chodzi spać [Psalm 121:4], ale czasem wygląda to tak, jakby spał.

      Wyraziłbym to następująco: Wyobraźcie sobie, że posiadam mały sklep i zatrudniam kogoś do pomocy. Ów człowiek wydaje się bardzo uważny przy pracy wtedy, gdy ja jestem obecny, ale gdy odchodzę, zaczyna ją lekceważyć. Pomyślałem: Sprawdzę go któregoś dnia. Przekonam się, czy jest on tak samo solidny, gdy odchodzę, jak wtedy, gdy jestem. Pewnego dnia on i ja mieliśmy sporo do zrobienia, bardzo ważną pracę, i pracowaliśmy cały dzień. Gdy skończyłem swoją część, odszedłem, usiadłem sobie, oparłem się i przymknąłem oczy. On się rozejrzał, pomyślał: Szef śpi, więc mogę zwolnić, i przestał pracować. Ale ja wcale nie spałem. W rzeczywistości spoglądałem kątem oka spod moich powiek; moje powieki go doświadczały Gdy stwierdziłem, że jest niesolidny, nie mogłem mu ufać. Tak jest również z naszym Niebiańskim Ojcem. On nigdy nie zasypia, ale czasem Jego powieki nas doświadczają. My wołamy i wydaje się, że On nie słyszy; mamy problemy, a wydaje się, jakby On w ogóle nie zwracał na to uwagi. Wtedy wydaje nam się niemalże, że Pan zasnął, ale nie, On nie śpi. Tylko Jego powieki nas sprawdzają. On chce się przekonać, czy powiemy: Skoro Pan śpi, mam zamiar przestać i odpocząć. Pan szuka takich, którzy z głębi serca powiedzą: Nieważne, czy On śpi, czy nie. Mam zamiar być tak samo wierny w tej sytuacji, jak byłbym w innej.

RADOŚĆ

      Teraz, drodzy przyjaciele, chciałbym powiedzieć o jeszcze innym środku zaradczym, pomocnym w przypadku zdrowia fizycznego, jak i duchowego. Dokładnie tak jak się przekonaliśmy, że wiara będzie oznaczać lepsze zdrowie duchowe, jeśli będziemy mieć taką wiarę, która pozwoli nam odpoczywać w oparciu o Jego obietnice, tak też podobnie, drodzy przyjaciele, inną ważną pomocą jest dla naszego zdrowia RADOSC.

      Doktor często mawia do pacjenta: >>Rozpogódź się, jesteś za bardzo przygnębiony<<. A zatem, skoro radość stanowi takl wspaniały środek w odniesieniu do naszego naturalnego zdrowia, to jest on równie, a nawet bardziej pomocny w kwestii zdrowia duchowego. Jeśli całe dni spędzasz, martwiąc się swoimi próbami i trudnościami, to nic dziwnego, że twoje duchowe zdrowie nie jest najlepsze. W takich okolicznościach nie może być ono dobre. Musisz się nauczyć, jak stwierdza apostoł Paweł, zapominać to, co za tobą, i myśleć o rzeczach, które są przed tobą, kontynuować bieg o nagrodę wysokiego powołania od Boga w Jezusie Chrystusie.

      Jakiś czas temu jeden z naszych braci narysował obraz; na jednej stronie znajdował się duży kamienny blok, o bokach liczących około czterech metrów w każdą stronę, a pod ową kamienną bryłą – kobieta płacząca z bólu. Z boku na kamieniu tym widniał napis: „Nasze próby” Tutaj kobieta była śmiertelnie przygnieciona tymi doświadczeniami. Drugi obraz przedstawiał ten sam blok z kamienia, ale kobieta umieszczona była powyżej i wydawała się być szczęśliwa i radosna, stojąc na wierzchu tej kamiennej bryły. Poniżej znajdowały się słowa: >>Czy twoje próby są brzemieniem czy błogosławieństwem? To zależy to od tego, czy żyjesz ponad nimi, czy pod nimi. Gdzie żyjesz?<<. Teraz skierujmy to pytanie do każdego z nas: Gdzie żyjesz? Gdy żyjemy pod naszymi próbami, to nic dziwnego, że nie znajdujemy tam zbyt wielkiej pomocy, ale jeśli żyjemy ponad naszymi zmartwieniami, wówczas jakież błogosławieństwo może wyniknąć z samych tylko doświadczeń.

      Nie mam wątpliwości, że będziemy bardzo zaskoczeni, gdy się przekonamy, w jaki sposób nasze próby wyrastają z zupełnie małych początków. Poznacie kogoś, kto nie okazuje zbytnio sympatii dla waszych przekonań i czyni na wasz temat jakieś uwagi, załóżmy jakieś niemiłe uwagi odnośnie waszej religii. Najlepiej by było potraktować je dobrodusznie i nie zważać na nie, ale nie robicie tego. Myślicie sobie, że to okropne, że to straszne, iż mówi on takie rzeczy. To nie w porządku. Uciekamy stamtąd i z czasem zapędzamy się w kozi róg, dochodzimy do wniosku, że jest to gorsze, niż się spodziewaliśmy. Wtedy spotykamy brata i mówimy: >>Wiesz, miałem ciężką próbę. Spotkałem kogoś, kto drwił ze mnie z powodu mojej religii<<. Gdy mu o tym opowiadamy, brzmi to jeszcze gorzej. Nie wiedzieliśmy, że to takie złe, dopóki mu o tym nie powiedzieliśmy. A ponieważ brat ten nam współczuł i wyraził smutek z powodu naszych doświadczeń, pomyśleliśmy: >>Teraz wiem, że ten brat nie wyraziłby swego smutku, gdyby to nie było taką złą rzeczą; musi to być coś złego, bo inaczej tak by mi nie współczuł<<. W ten sposób próba narasta coraz bardziej, aż w końcu owo małe kretowisko przybiera rozmiar wielkiej góry. I wy, i ja nie chcemy posiadać wiary, która zmieniałaby kretowiska w góry, lecz wiarę, która góry przemienia w kretowiska. Nasze duchowe zdrowie nie może być w takich okolicznościach dobre. Radość ma oznaczać nie tylko wielką pomoc dla naszego duchowego zdrowia, ale również pomoc w sprawach duchowej kondycji braci i sióstr.

      Jestem pewien, że każdy z nas dźwiga krzyż; wszyscy macie próby i sądzę, że byłoby bardzo bezduszne z mojej strony, gdybym chciał włożyć nieco ze swojego krzyża na was i sprawić, żebyście mieli jeszcze więcej do niesienia, niż już macie. Jednak nie taka jest dorada Słowa Pańskiego dla nas. Czy Słowo Boże stwierdza: „Wszelką troską swoją wrzućcie na swoich braci, gdyż oni mają pieczę o was?”: Nie, tak nie mówi. Ono stwierdza: „Wszelką troskę swoją złóżcie na niego” [1 Piotra 5:7 NB]. Drodzy przyjaciele, jeśli mam radość, jeśli mam jakieś przyjemne doświadczenie, które było pokrzepiające, jakieś miłe przeżycie, wówczas zechcę wam o nim opowiedzieć, gdyż ono wam pomoże. Jeśli jednak przechodzę doświadczenie, które jest próbą i ciężarem, doświadczenie, które powoduje ból – opowiem o nim tylko Panu. On jest jedynym, z którym podzielę się tą sprawą.

      Przypomina mi to pewien zbór na Zachodzie, jeden z największych zborów w zachodniej części Stanów Zjednoczonych, gdzie miał miejsce pewien mały incydent. Opowiedział mi tam o nim jeden z braci i sądzę, że dobrze to ilustruje nasze zagadnienie. Brat ten powiedział, że w każdą środę wieczorem mają oni w tym mieście zebranie świadectw i modlitw i zebrania te stały się bardzo poważną okolicznością, bo niemal w każdą środę znajdowały się dwie lub trzy siostry, które popłakiwały, a dwóch lub trzech braci przemawiało tak, że nawet jeśli nie płakali, to wyglądało, jakby chcieli, i zasadniczo, gdy zebranie się kończyło, wszyscy byli tak smutni i przygnębieni, że już nie wiedzieli, co mają robić, tęskniąc za kimś, kto poniósłby ten ciężar i uwolnił ich od brzemion. Brat ten powiedział, że trwało to jakiś czas, aż w jedną środę pewna siostra pojawiła się w towarzystwie męża, który nie dość, że nie był w Prawdzie, to w ogóle nie przyznawał się do chrześcijaństwa. Nie interesował się zbytnio religią, ale przyszedł z żoną na owo zebranie świadectw. Brat opowiadał, że było to takie zebranie jak zwykle – czas powagi, bo wszyscy mieli wiele przeżyć, o których opowiadali, jak i o swoich trudnościach i porażkach, w których nie udało im się odnieść zwycięstwa, choć mieli na nie nadzieję, i tego wieczoru czuli się niemal zupełnie przytłoczeni swymi doświadczeniami. W dalszej części nabożeństwa mąż owej siostry wstał, żeby coś powiedzieć i wszyscy byli bardzo zaskoczeni, mając świadomość, że nie wyznaje on żadnej religii, a nie wiedzieli, co takiego ma do powiedzenia. On zaś wstał i rzekł: >>Przyjaciele, cieszę się, że mogę tu dzisiaj być, bo czegoś się nauczyłem. Odkąd moja żona zainteresowała się tą religią, mówiła o tak wielu tajemniczych rzeczach, że nie mogłem przestać łamać sobie nimi głowy Opowiada to w taki sposób, że nie mogłem nic zrozumieć, ale co jakiś czas mówi coś, co staje się dla mnie w pewnej mierze jasne i proste, i to jest przyczyna, dla której cieszę się, że jestem tu tego wieczoru. Jest pewna rzecz, o której zwykła ona mówić od samego początku, jak się tym wszystkim zainteresowała, a ja nigdy nie rozumiałem, co ona ma na myśli. Jednak dziś wieczorem stało się to dla mnie zupełnie jasne i zrozumiałe. Zwykła ona mówić dużo o klasie wielkiego ucisku, a ja nigdy nie wiedziałem, czym jest ta klasa wielkiego ucisku, aż do chwili gdy tu dzisiaj przyszedłem<<. Wszyscy wzięli to sobie do serca i odtąd nie byli już klasą wielkiego ucisku. Swoje próby i smutki najpierw zanosili do Pana, a gdy schodzili się razem, było więcej radosnych i przyjemnych świadectw.

      Teraz sobie uzmysławiamy, że ten duch, który znosi rzeczy smutne i nieprzyjemne, a raduje się z rzeczy dobrych, miłych i pomocnych, nie tylko dopomoże swoj emu własnemu duchowemu zdrowiu, ale również będzie pomagał w sprawach duchowego zdrowia swych braci i sióstr. Pamiętajcie, że potrzebujemy miłości, która zakrywa mnóstwo grzechów. Bądźcie pewni, że mamy taką miłość.

      Kiedyś pewna dobra, zacna siostra rozmawiała ze mną – ale nie mogłem jej pomóc, bo, jak sądzę, kierowała nią co najmniej pewna doza zazdrości – i zaczęła skarżyć się na brata związanego z jej zborem, zacnego brata, człowieka, którego wysoko poważałem i wielce ceniłem, i próbowałem powstrzymać tę siostrę, ale ona nie mogła przestać, musiała opowiedzieć o tym bracie, o tej sprawie i o tamtej sprawie, i jeszcze o jakiejś – sądzę, że tak przez około kwadrans, a wszystkie moje sugestie, żeby o tym nie mówić, nie dały rezultatu. W końcu, gdy już tak mówiła przez piętnaście minut, rzekła: >>Cóż, wszystko to puściłam w niepamięć, pogrzebałam<<. Ja zaś powiedziałem: >>Nie, siostro, nie wszystko puściłaś w niepamięć<<. Ona na to: >>Ależ tak<<. >>Nie, siostro, nie wszystko zostało pogrzebane<<. >>Dlaczego, bracie Barton, co masz na myśli?<< <<Cóż, siostro, jeśli było pogrzebane, to dzisiejszego popołudnia wykopałaś wszystko z powrotem, gdyż ujrzałem to tutaj tak wyraźnie, jakby nigdy nie znalazło się pod ziemią<<.

      Drodzy przyjaciele, posiadajmy takiego ducha, że gdy mówimy, iż coś przebaczyliśmy, to niech to będzie naprawdę przebaczone; gdy mówimy, że coś pogrzebaliśmy, to niech odpowiada to rzeczywistości; jeśli mówimy, że zakrywamy mnóstwo grzechów, zakrywajmy je, a nie zakrywajmy w taki sposób jak tutaj. (Brat Barton położył swoją chusteczkę na oparciu fotela) i powiedział: >>0 tak, przebaczyliśmy temu bratu, zakryliśmy wszystkie grzechy, ale wiecie, co on zrobił wtedy i wtedy (podnosząc jeden róg chusteczki) albo innym razem, wiecie, co zrobił (odginając inny róg), a potem jeszcze zrobił to i to (unosząc kolejny róg chusteczki) – ale wszystko to przykryłem miłością<<. Obawiam się, drodzy przyjaciele, że sporą większość z nas cechuje taki właśnie rodzaj przebaczania.

      Wy i ja chcemy mieć mały grób dla wszystkiego, co nasze własne, oraz mnóstwo małych grobów otwartych cały czas. Biblia mówi o martwych uczynkach. Gdy więc znajdziecie jakieś martwe uczynki, włóżcie je do jednego z tych małych grobów. Wiadomo, że jeśli mieszkacie w domu i znajdowalibyście tam martwe szczury na kominku albo zdechłe psy na kredensie lub, powiedzmy, inne martwe zwierzęta gdziekolwiek, to nie byłby to zbytnio zdrowy dom, czyż nie? Tak więc, drodzy przyjaciele, jeśli wasze domy pełne są martwych uczynków, tych nieżyczliwych rzeczy, jakie mówią o was drudzy, tych złych interpretacji, tych małych rzeczy, które przeceniacie, to w takim domu nie możecie mieć dobrego duchowego zdrowia. Równocześnie pamiętajmy, że jeśli zostaną wypowiedziane takie niemiłe rzeczy, należy je natychmiast włożyć do jednego z tych małych grobów. Jeśli brat powie coś nieprzyjemnego o tobie, zastanów się, jak szybko możesz to pogrzebać. Jeśli możesz to zrobić tak szybko, jak on to wypowiada, wszystko jest dobrze. I nie wznośmy nad tym grobowca, na którym byłoby napisane: >>Tutaj jest pochowana niemiła rzecz, jaką powiedział o mnie John Smith tego dnia, gdy rzekł to i to<<. Zapomnijmy, że tam to pochowaliśmy. Zakopmy tak głęboko, żeby nie mogło powstać z martwych.

      Zanim przejdziemy do następnego aspektu naszego tematu, moglibyśmy powiedzieć nieco o trosce lekarza i pracy, jaką on wykonuje. Wiadomo, że czasem przypadek jest tak poważny, że lekarz musi nawet wykonać amputację; musi amputować palec, dłoń czy kończynę. Tak samo, drodzy przyjaciele, Wielki Lekarz musi dokonywać amputacji, czasem musi amputować nasze sposobności służby, a czasem musi odciąć nasze zdrowie lub też naszą ziemską pozycję czy tę lub tamtą rzecz. Ale tak jak mądry chirurg nigdy nie wykonuje amputacji, jeśli to nie jest absolutnie konieczne, tak i Wielki Lekarz nigdy niczego nie amputuje, dopóki nie jest to absolutnie niezbędne dla naszego duchowego zdrowia. Jednakże, drodzy przyjaciele, często taka amputacja byłaby do uniknięcia, gdybyśmy byli wierni! Na przykład jakiś człowiek rozciął sobie palec i do rany wdało się zakażenie. Udaje się więc do doktora i mówi: >>Doktorze, obawiam się, że to zakażenie krwi. Co może pan na to poradzić?<<. Doktor odpowiada: >>No cóż, sądzę, że muszę to przypalić<<.

      >>Ależ, doktorze, to jest bolesne.<< >>Tak, rzeczywiście.<< >>A zatem nie pozwolę panu na to; nie chcę tego cierpienia, nie dam sobie tego zrobić.<< Idzie więc do domu i po kilku dniach przychodzi znowu, mówiąc: >>Doktorze, z tym placem jest coraz gorzej; teraz może pan go przypalić<<. Lekarz na to: >>Teraz jest już za późno; zakażenie wdało się głębiej i przypalenie nic nie pomoże; jedyne, co można zrobić, to obciąć palec.<< >>Obciąć palec? Ależ, doktorze, nie mogę na to zezwolić.<< >>Cóż, jednak będę musiał to zrobić.<< >>Nie mogę, nie wyrażam zgody.<< Człowiek idzie więc znów do domu i wraca po paru dniach, stwierdzając: >>Doktorze, jest gorzej, może mi pan teraz obciąć palec.<< >>Teraz jest już na to za późno, jest już tak źle, że trzeba obciąć całą dłoń.<<

      W kwestiach ducha jest podobnie, drodzy przyjaciele; może się czasem zdarzyć, że zrobimy coś nieprzyjemnego i niegrzecznego i wymaga to przypalenia. Musimy przeprosić danego brata, ponieważ go źle potraktowaliśmy albo nie postąpiliśmy względem niego tak życzliwie jak należało. Jest to przykre, nie chcemy go przeprosić, nie chcemy, żeby przypalano tę ranę. Jest z nią coraz gorzej i gorzej, aż w końcu skutkuje to amputacją. Amputacja okazuje się konieczna i zostajecie pozbawieni pewnych błogosławionych przywilejów, jakie mieliście w Pańskiej służbie. A w ostateczności może to nawet skutkować wtórą śmiercią. Jednak, jak powiedział Mistrz, lepiej jest wejść do żywota z jedną ręką, niż dwie ręce mając, narażać się na niebezpieczeństwo wtórej śmierci [Mar. 9:43].

LEKARSTWO

      Dalej, drodzy przyjaciele, pomyślmy o lekarstwach. Wiadomo, że zwyczajny lekarz ma wielką ilość środków; Wielki Lekarz także. Zwyczajny lekarz ma mnóstwo środków, które są dość gorzkie; Wielki Lekarz również posiada liczne środki, które są bardzo gorzkie, ale Wielki Lekarz nam nie daje tych gorzkich lekarstw dlatego, że się o nas nie troszczy. Wiadomo, że gdy doktor daje pacjentowi jakieś niesmaczne lekarstwo, nie robi tego dlatego, że chce zobaczyć, jak pacjent się skrzywi, lecz dlatego, że jest to jedyne lekarstwo, które zadziała. Również Wielki Lekarz – gdy dał ci jakieś gorzkie lekarstwo, robi tak dlatego, że wie, iż to lekarstwo najlepiej pomoże w twoim przypadku.

      Można by powiedzieć, że Biblia jest jak wielka apteczka medyczna. I wy, i ja chcemy udawać się do Biblii i uczyć się uzyskiwać tam lekarstwa odpowiednie w naszym przypadku. Chcemy rozumnie stosować te środki. Bądźmy ostrożni, żeby przyjmować właściwe lekarstwo. Wiadomo, że człowiek sięgający do apteczki po lekarstwo, jakiego potrzebuje, bardzo uważa, żeby wziąć właściwy lek. Nie sięga pospiesznie po pierwszą rzecz w zasięgu jego ręki. Jeśli jest trochę przeziębiony, nie sięga po dowolny środek i nie ryzykuje, że weźmie butelkę z laudanum i sam się zabije. Uważa, żeby wybrać odpowiedni środek. Tak też jest i w duchowych kwestiach, drodzy przyjaciele. Gdy udajemy się do Słowa Bożego po odpowiednie lekarstwo, bądźmy ostrożni, by sięgnąć po właściwy środek, lek, który jest najbardziej potrzebny.

      W celu zilustrowania zagadnienia wyobraźmy sobie, że pewien brat jest duchowo chory. Załóżmy, że w jednym ze zborów Pańskiego ludu znajduje się brat, który posiadał bardzo dobre wykształcenie. Pobierał solidne nauki i wiedział, jak coś powiedzieć i to w jak najpiękniejszy sposób. Gdy przemawiał, każdy słuchał tych wspaniałych słów, jakie płynęły z jego ust. Wyobraźcie sobie, że był w tym zborze inny brat, bardzo prosty. Nie miał wyższych studiów i gdy chciał coś powiedzieć, krążył wokół tematu, a w końcu i tak trzeba było zgadywać, co miał na myśli. Wyobraźcie sobie, że nie podobało się to owemu wykształconemu bratu i razu pewnego stwierdził:

      >>Nie lubię słuchać, jak tamten się wypowiada. Chciałbym słuchać kogoś, kto wie, jak się wysłowić, kto umie objaśnić pogląd, jaki ma na myśli. Nie podoba mi się język tego brata<<. Widać, że brat ten jest chory duchowo, drodzy przyjaciele, bo sprawia mu ból słuchanie tego, co mówi ów biedny, prosty brat. I pomyślcie sobie teraz, że udaje się on po lekarstwo, mówiąc:

      >>Wiem, że jestem chory i że muszę zażywać leki. Muszę otrzymać pomoc. Nie mogę wytrzymać w obecności tamtego brata! Co mam zrobić?<<. Idzie więc i przeszukuje apteczkę, i w końcu natralia na zapis z Listu do Tesaloniczan, gdzie jest powiedziane: „Abyście się odłączyli od każdego brata nieporządnie chodzącego” [2 Tes. 3:6]. Myśli sobie: >>Otóż to, odłączę się od tego niedouczonego brata. Nie chcę mieć z nim dłużej nic wspólnego, nie jest wystarczająco utalentowany, jak dla mojego towarzystwa<<.

      A zatem, drodzy przyjaciele, zażył on złe lekarstwo, i rzeczywiście, jeśli nie uświadomi sobie w porę swojego błędu, może się to skończyć wtórą śmiercią. Jego problemem jest pycha, a owe lekarstwo nie było środkiem leczniczym w przypadku pychy. Można by tu jeszcze dodać, drodzy przyjaciele, że istnieje jedna wielka różnica między środkami naturalnymi a duchowymi. Srodki naturalne, nawet jeśli dostajemy te odpowiednie, musimy przyjmować w bardzo małych dawkach, ale inaczej jest z lekami duchowymi; gdy dostaniesz właściwe lekarstwo duchowe, możesz przyjmować je w litrowych dawkach sześćdziesiąt razy na dzień, a im więcej zażyjesz, tym lepiej. Im więcej zażyjemy tych chwalebnych środków mądrego i wielkiego Lekarza, tym lepiej.

SYMPTOMY CHOROBY

      Teraz zamierzam powiedzieć kilka słów o kolejnym aspekcie naszego tematu, gdyż pomoże nam to lepiej przedstawić to, co byśmy chcieli przekazać na ten temat. Powiem kilka słów o symptomach chorób. Wiemy, że różne rzeczy określają stan fizycznego zdrowia. Mają one swoje odpowiedniki pozwalające na właściwą ocenę stanu naszego duchowego zdrowia. Na przykład, powszechnym sposobem oceny czyjegoś stanu zdrowia jest ogląd jego języka. Jak wiadomo, doktor często stwierdza, jaki jest stan pacjenta, obejrzawszy jego język. Jest to również bardzo dobry sposób określenia stanu duchowego zdrowia. To, co musimy zrobić, to po prostu posłuchać przez jakiś czas, jakim językiem ktoś się wyraża; da się stwierdzić, jaki jest stan duchowego zdrowia danej osoby w oparciu o używany przez nią język.

      Wiemy, że inną wskazówką choroby czy dolegliwości jest ból. Gdy wystąpi ból, wskazuje to na coś poważnego. Wiemy też, że rodzaj bólu wskazuje, jaki jest problem. Doktor pyta: >>Jak pojawia się ból? Czy gwałtownie? Jak szybko mija? Czy pojawia się raczej powoli i trwa przez dłuższy czas? itp.<< Na podstawie opisu, jaki podajesz, doktor jest w stanie powiedzieć, co ci dolega.

      Stwierdzamy, drodzy przyjaciele, że ból jest również wskazaniem w chorobie duchowej. Gdy cierpisz, bo ludzie nie poświęcają ci zbyt wiele uwagi, gdy odczuwasz ból, bo ten czy tamten cię nie poznaje, gdy przyjeżdżasz na konwencję albo jest ci smutno, bo nie zostałeś wezwany do wzięcia udziału w wyróżniającej się części nabożeństwa itd. – oznacza to chorobę, duchową chorobę, a rodzaj bólu określa nawet twój problem. Wyobraźmy sobie, że to ja jestem duchowo chory. Gdy tylko popełnię jakiś błąd, sprawia mi to okropny ból. Udaję się więc do Wielkiego Lekarza i mówię: >>Wielki Lekarzu, wiem, że jestem chory, bo ilekroć robię jakiś błąd, bardzo mnie to boli, odczuwam straszliwy ból<<. On zaś pyta: >>Czy masz ten ból, gdy popełnisz błąd?<< >>Tak, gdy popełnię jakiś błąd.<< >>Jesteś pewny? Czy jest tak wtedy, gdy robisz błąd, czy zdarza się to tylko wtedy, gdy inni ludzie się o tym dowiedzą?<< >>Owszem. Gdy nikt o tym nie wie, nic mnie nie boli.<< >>Zatem pycha jest twoim problemem.<< Gdybyśmy mieli właściwego ducha, byłoby nam przykro zarówno z powodu błędów, o których nikt nie wie, jak i tych, o których wie każdy. Skoro jednak umiemy stwierdzić, że jest tak tylko wtedy, gdy inni zauważają te błędy, oraz że jest nam z ich powodu przykro, wówczas nie jest to poprawny stan i oznacza to, że występuje pycha. Gdy natomiast potrafimy przyznać, że jest nam równie przykro z powodu błędów, o których nikt nie wie, jak i tych, o których wie każdy, to jest to oznaką, że jesteśmy niedoskonali, ale również wskazuje, że trwa praca leczenia.

      Zmęczenie: Chciałbym też powiedzieć, że inną oznaką choroby jest zmęczenie. Wiecie, jak to czasem mężczyźni lub kobiety stwierdzają: >>Nie jestem zdrowy; zdaje mi się, że nie daję rady robić wszystkiego tak jak zwykle; coś musi być nie tak<<. Tak to właśnie jest, drodzy przyjaciele. Gdy czujemy się znużeni czynieniem dobrze, to jest to wskazówką, że potrzebujemy jakiegoś rodzaju duchowego środka wzmacniającego. Jest to wskazaniem, że nasze duchowe zdrowie nie jest tak dobre, jak być powinno. A jednak, gdy mówię: „znużeni czynieniem dobrze” nie wysnuwajcie z tego złego wniosku. Nie myślcie, że chodzi o znużenie przyjeżdżaniem na konwencje; nie, nie chodzi o to. Niektórzy mogliby w ten sposób zwodzić samych siebie. Moglibyście pomyśleć: >>0, wiem, że jestem głęboko poświęcony, bo, spójrzcie, jakie czynię poświęcenie, przybywając na tę konwencję; zobaczcie, ile musiałem wycierpieć, żeby się tu dostać itp. To ukazuje stan mojego duchowego zdrowia<<. 0, nie, wcale nie. Co wami powodowało, żeby uczynić tę ofiarę przyjechania tutaj? Czy to, że pomyśleliście sobie, iż będzie to taki wspaniały czas, czy może spodziewaliście się spotkać tu wielu drogich braci i wiele sióstr, z którymi poznaliście się już wcześniej. A jednak, drodzy przyjaciele, czy uczynilibyście tak wielką ofiarę, robiąc coś, czego Pan by od was zażądał, gdyby to nie było takie przyjemne? Czy idąc do pracy kolporterskiej, uczynilibyście tak wielką ofiarę, jaką robicie, przyjeżdżając tutaj? Czy pokonalibyście wiele różnych przeszkód, by zanieść Prawdę do kogoś, kto mieszka wiele mil od miejsca waszego zamieszkania – tyle, ile pokonaliście, żeby przybyć tutaj i otrzymać kilka z tych wspaniałych prawd? Na tej podstawie można osądzić duchowe zdrowie. Jeśli chcesz wiedzieć, czy twoje duchowe zdrowie jest dobre, nie myśl o dniu, w którym wszystko szło gładko, lecz o dniu, gdy wszystko zdawało się iść źle. Jeśli chcesz się przekonać, czy masz gorliwość, nie myśl o sytuacji, gdy tamten człowiek pierwszy do ciebie podszedł, a ty nie mogłeś tego wykorzystać, żeby mu powiedzieć, w co wierzysz, lecz myśl o tym, jak daleką pokonałeś drogę, by zanieść Prawdę do tych, którzy byli łaknący i spragnieni. Oto sposób, w jaki ocenisz swoje duchowe zdrowie.

      Izolacja: Dalej, drodzy przyjaciele, jeszcze jedna oznaka choroby – chęć odosobnienia. Wiecie, że nierzadko jedno z rodziców powie: >>To dziecko nie czuje się dziś dobrze, bo nie wygląda, żeby miało ochotę wyjść z innymi dziećmi, jak to zwykle robi<<. Dlatego też twierdzimy, że jeśli twoje zamiłowanie do utrzymywania towarzystwa z ludem Bożym maleje, jest to wskazówką, że twoje duchowe zdrowie nie jest tak dobre, jak być powinno. Jeśli ci nie zależy, żeby się spotykać z ludem Bożym, przynajmniej na konwencji, w czasie wizyty pielgrzyma w twoim mieście czy przy podobnego rodzaju okazji, to nie świadczy to dobrze o twoim duchowym zdrowiu; bowiem Apostoł stwierdza: „Nie opuszczając społecznego zgromadzenia naszego, (…) a to tym więcej, im więcej widzicie, iż się on dzień przybliża” [Hebr. 10:25].

CHOROBY DUCHOWE

      Teraz chciałbym pokrótce wymienić niektóre z duchowych chorób. Nie bardzo wszakże zagłębię się w to zagadnienie. Wiemy, że są różnego rodzaju choroby fizyczne i najrozmaitsze choroby duchowe. Wzrok: Po pierwsze, jak wiadomo, mamy problemy z fizycznym wzrokiem. Ale ludzie mają również problemy ze wzrokiem duchowym. Na przykład ja jestem, jak to się zwykle mówi, krótkowzroczny. Nie widzę tego, co znajduje się daleko. Nie potrafię rozpoznać nikogo spośród słuchających. Jeśli chcę coś przeczytać, książkę muszę trzymać bardzo blisko oczu. Jestem krótkowidzem. Podobnie też niektórzy z ludu Pana są krótkowzroczni pod względem duchowym. Spotykamy wielu ludzi, którzy nie widzą Tysiąclecia i wszystkich jego błogosławieństw; jest to zbyt daleko. Mogą oni widzieć tylko rzeczy znajdujące się tuż obok, czyli oddalone na tyle, że mogą je dostrzec. Oni są krótkowidzami.

      Spotykamy też, drodzy przyjaciele, takich, którzy są dalekowzroczni. Są takimi dalekowidzami, że jeśli chcą czytać książkę, muszą ją trzymać daleko przed sobą. Nie widzą zbyt dobrze tego, co jest blisko nich, natomiast wyraźnie widzą rzeczy oddalone. Spotykamy również duchowych dalekowidzów. Niektórzy z braterstwa są tak dalekowzroczni, że spoglądają w dal, aż do końca Tysiąclecia, a nie widzą słabości swojego ciała; nie widzą sposobności służby w pobliżu, w sąsiedztwie.

      Tu w Stanach Zjednoczonych powszechnym problemem związanym ze wzrokiem jest tak zwana katarakta. Jak wiecie, jest to coś złego, co pojawia się w optycznej części oka, sprawiając, że widzenie jest coraz gorsze, aż w końcu całkowicie zanika. Do niczego nie pasuje to tak dobrze jak do pychy. Dokładnie tak jak katarakta pojawia się najpierw w nieznacznej formie, tak też jest z pychą. Pycha zaczyna się od ślepoty na nasze własne sprawy Gdy popełnimy błąd, nie chcemy go widzieć; nie omieszkamy zauważać błędów u innych, ale swoich własnych widzieć nie chcemy. Pycha stale narasta, jest coraz gorzej i gorzej, aż w końcu skutkuje całkowitą ślepotą.

      Gdy zatem spotkamy kogoś, kto ma jakieś problemy ze swoim duchowym wzrokiem, wyślijmy go do wielkiego duchowego specjalisty, do duchowego Wielkiego Lekarza, który specjalizuje się w tych wszystkich, można by rzec, dolegliwościach i pamiętajmy o sposobie, jaki przedstawia apostoł Jan w Objawieniu: „Oczy twoje namaż maścią wzrok naprawiającą, abyś widział” [Obj. 3:18].

      Słuch: Pomówmy nieco o kłopotach związanych ze słuchem. Mamy problemy zarówno z rzeczywistym słuchem, jak i ze słuchem duchowym. Wiadomo, że jedni nie dosłyszą, a inni są głusi. Jakże wielu jest takich, co źle słyszą w sensie duchowym. Są oni obojętni. Nie potrafią usłyszeć, dopóki Pan nie podniesie głosu; jeśli krzyknie wystarczająco głośno, wówczas Go usłyszą, ale nigdy nie słyszą „głosu cichego i wolnego” Jeśli na ulicy pojawi się sposobność do służby, okazja, by nieść Prawdę komuś z przechodniów, wówczas oni tego nie słyszą. Gdy nadarza się okazja i Pan mówi do danego brata: >>Nie widzisz, tam jest ktoś, komu mógłbyś dać broszurę?<<, prawdopodobnie myśli on o tym, ale nie słyszy, dopóki nie będzie to głos grzmotu. Jakże często zarówno w sferze rzeczywistej, jak i duchowej jest tak, że obojętność narasta i staje się coraz większa, aż w końcu dochodzi do całkowitej głuchoty.

      Niestrawność: Można by rzec dwa słowa o kłopotach z żołądkiem. Mamy problemy zarówno z naturalnym, jak i z duchowym trawieniem. Wiadomo, że jest wiele form fizycznej niestrawności, podobnie też – wiele jest rodzajów niestrawności duchowej. Istnieje pewna bardzo powszechna forma niestrawności, właściwa prawie wszystkim – w naturze polegałoby to na tym, że człowiek nie przyswaja niczego z wyjątkiem mleka. Gdy ktoś ma taką właśnie formę niestrawności, musi odżywiać się wyłącznie mlekiem, czasem przez lata. Niektórzy spośród Pańskiego ludu mają podobną formę duchowej niestrawności – nie mogą spożywać niczego prócz mleka; nie chcą słyszeć o niczym innym jak tylko o wierze i pokucie, a jeśli pójdziesz i opowiesz im o restytucji lub o jakichś innych chwalebnych sprawach, powiedzą ci: >>0, nie mogę tego słuchać; nie mogę tego przyjąć, mam niestrawność, jestem na diecie mlecznej<<. Przykro mi z ich powodu.

      Jest też inna forma niestrawności, dokładnie przeciwna do powyższej. Chodzi o taki rodzaj naturalnej niestrawności, gdy pacjent może spożywać wszystko z wyjątkiem mleka; mleko jest dla niego czymś szczególnie niepożądanym i żołądek buntuje się nawet na najmniejszą jego ilość. Spotykamy takich, co mają ów rodzaj niestrawności i mogą przyjmować wszystko prócz mleka Słowa Bożego. Nie chcą rozmawiać o niczym innym, jak tylko o czasie proroczym, o obrazach i cieniach, o Księdze Objawienia. A gdy przychodzą na zebranie i dowiadują się, że tematem będzie miłość Boża, stwierdzają: >>Właściwie to mogłem zostać w domu i czytać Objawienie<<. Jest to forma duchowej niestrawności. Nie chcielibyśmy jej posiadać. Chcemy należeć do tych, których stan duchowego żołądka pozwala doceniać zarówno mleko Słowa, jak i twarde potrawy mięsne. Zwracajmy uwagę na to, aby nasza duchowa strawa była czysta, ale jeśli jest czysta, a nie z domieszkami tradycji, wówczas bądźmy zadowoleni i cieszmy się nią, niezależnie od tego, czy jest to pokarm mleczny, czy mięsny.

      Problemy z sercem: Można by jeszcze powiedzieć coś o duchowych problemach z sercem. Jak wiadomo, problemy z sercem są poważną sprawą. Również duchowe problemy z sercem są bardzo poważne, gdyż serce to po prostu intencja woli, pobudka, pragnienie. Żadne z tych duchowych chorób nie są tak niebezpieczne jak te, które oddziałują i wpływają na nasze motywy nasze intencje, naszą wolę i pragnienia. Są różne rodzaje schorzeń serca, zarówno tych fizycznych, jak i duchowych. Biblia mówi, że niektórzy są dwoistego serca, inni mają serca zatwardziałe; mówi też o takich, których serca są obciążone troskami tego świata lub o takich, którzy mają serca bojaźliwe. Bojaźliwość to choroba bardzo zaraźliwa. Gdy szpiedzy zostali wysłani do Ziemi Obiecanej, nie wydawali się bojaźliwi, ale tam nabawili się tchórzliwości. Gdy niektórzy z nich powrócili, powiedzieli: Nigdy nie uda nam się zdobyć tej ziemi, miasta są obwarowane aż do nieba i są w tej ziemi olbrzymi, przy których my jesteśmy jak szarańcza {4 Mojż. 13:33]. Ich tchórzliwość szybko rozszerzyła się na cały naród izraelski i jak wiemy, tylko dwóch z nich przeżyło i weszło do tej obiecanej ziemi – Kaleb i Jozue. Tak więc, gdy dolega nam bojaźliwość, idźmy do Wielkiego Lekarza i pozwólmy się zaszczepić, żebyśmy byli odporni na straszne skutki tej okropnej choroby.

      Paraliż: Powiedzmy nieco o paraliżu. Istnieje fizyczny paraliż, ale jest też paraliż duchowy. Czasem zdarza się coś takiego: Wchodzicie do czyjegoś domu i znajduje się tam mężczyzna – wielki, silny, wyglądający zdrowo i sprawiający wrażenie, że mógłby całodzienną pracę wykonać tak samo dobrze jak każdy inny na świecie, on zaś nie może robić niczego. Nie może poruszyć ani ręką, ani nogą, ani językiem. Dlaczego? Bo jest sparaliżowany. I czasem, drodzy przyjaciele, spotykamy również takiego chrześcijanina, który jest chrześcijaninem zacnym, szlachetnie wyglądającym i wydaje się posiadać tyle samo czasu co reszta spośród nas oraz że posiada równie spore zdolności jak niejeden z nas i tak samo wiele możliwości, a jednak nie robi nic. Co mu dolega? On jest sparaliżowany strachem, drodzy przyjaciele. Jak wiecie, są różne rodzaje paraliżu; czasem nie jest on całkowity, czasem jest tylko częściowy Bywa, że ktoś ma niedowład ręki, i to wszystko. Bywa, że paraliż obejmuje połowę ciała. Tak samo, drodzy przyjaciele, rzecz się ma w sprawach ducha. Nie zawsze jest to całkowity paraliż, czasem jest on tylko częściowy. Czasem częściowy paraliż występuje wtedy, gdy chodzi o pracę ochotniczą; czasem ma on miejsce wówczas, gdy trzeba głosić Prawdę we własnym domu itp. Drodzy przyjaciele, pamiętajmy, co mówi Pismo Święte: „Doskonała miłość usuwa bojaźń” Udawajmy się do Wielkiego Lekarza i nabywajmy coraz więcej miłości, która jest antidotum na ten duchowy paraliż.

      Nerwowość: Tutaj można by rzec słowo o duchowej nerwowości. Wiadomo, że jest nerwowość rzeczywista, ale jest także nerwowość duchowa. Zapewne wiecie, w jak nędznym stanie znajduje się człowiek, który cierpi na nerwowość, zwłaszcza w jej najgorszej formie, czyli w formie wyczerpania nerwowego; wiecie, jak wówczas wszystko wyolbrzymia. Gdy grają ładny utwór muzyczny, on nie słyszy muzyki, jest to dla niego okropne. Podobnie jest, drodzy przyjaciele, w sprawach duchowych. Czasem znajdą się tacy, którzy posiadają duchową nerwowość i są bardzo drażliwi oraz wszystko wyolbrzymiają. Nie ma znaczenia, jak dobrze byliby traktowani – z pewnością znajdą coś, co ich urazi. Są pewni, że ktoś chciał ich właśnie obrazić, pewni do tego stopnia, że nie podlega to w ogóle dyskusji, bo tak jest i już. Nie, drodzy przyjaciele, musimy posiadać więcej takiego ducha, o jakim mówi Pismo Swięte, stwierdzając: „Milość nie myśli nic złego” Pragniemy takiej miłości, która nie usiłuje przez cały czas przypisywać złych pobudek temu, co robią inni. Idźmy więc do Wielkiego Lekarza i pozbądźmy się tego strasznego potwora, jakim jest nerwowość.

      Gorączka: Następnie chciałbym powiedzieć słowo lub dwa na temat duchowej gorączki. Jest gorączka rzeczywista i gorączka duchowa. Istnieje gorączka niecierpliwości. Jakże często mówimy o ludziach, że są gorączkowo niecierpliwi. Tak jak są różne rodzaje gorączki, tak są też różne rodzaje niecierpliwości. Istnieje niecierpliwa chęć, żeby być bogatym, niecierpliwość w dążeniu do wykazania komuś, że ma się lepszy argument od niego oraz niecierpliwość związana z wyborem własnej drogi. Są różnice między rodzajami gorączki; żółta febra jest straszniejsza niż tyfus. Są też różnice w niecierpliwości. Gorzej jest być niecierpliwym w dążeniu do bogactwa niż niecierpliwym w usiłowaniu, by przekonać kogoś do swoich racji. Niemniej jednak nie chcielibyśmy mieć żadnej z tych form niecierpliwości. Pamiętamy, że gdy teściowa Piotra miała gorączkę, posłał on po Jezusa, który przyszedł i położył swoje dłonie na jej rozgorączkowanym czole, ona zaś wstała i usługiwała tym, którzy byli w domu. Tak też jest z nami – jeśli dręczy nas jakaś gorączka niecierpliwości, wezwijmy naszego Mistrza, pozwólmy, by Wielki Lekarz położył swe błogosławione dłonie na naszym rozpalonym czole, żeby gorączka nas opuściła i żebyśmy mogli bardziej cierpliwie, a nie z niecierpliwością, służyć Jemu i członkom Jego domostwa. Tajemnica w tym wszystkim polega na utrzymywaniu duchowego zdrowia w normalnym stanie. Wiadomo, że jeśli człowiek jest w ogólnie dobrej kondycji zdrowotnej, to może zranić się w palec zardzewiałym gwoździem, a nic mu to nie zaszkodzi. Z drugiej strony, jeśli jego zdrowie nie jest w dobrym stanie, to nawet mała zadra tkwiąca w jego palcu może spowodować zakażenie. Podobnie w sprawach duchowych: Jeśli duchowa kondycja człowieka jest dobra, to ktoś mieniący się być bratem w Chrystusie może go oszukać i pozbawić ostatniego dolara na tym świecie, a nie wpłynie to na jego zdrowie duchowe; nie pomoże mu to do zachowania szacunku dla owego brata, ale nie odbije się na jego duchowej kondycji. Z drugiej strony, jeśli stan jego duchowego zdrowia nie był dobry, to ktoś może powiedzieć o nim coś błahego, na co nie warto zwracać uwagi, a kwestia ta zostanie tak wyolbrzymiona i przeceniona w jego umyśle, że może skutkować ciemnością zewnętrzną, a w końcu nawet wtórą śmiercią.

POMOCNICY LEKARZA

      0, jakże powinniśmy wielbić naszego Ojca za łaskawe uznanie nas za swych pacjentów i za posłanie swego Syna, aby stał się naszym Wielkim Lekarzem! Ponadto, drodzy przyjaciele, jeśli wy i ja poddamy się leczeniu u tego Wielkiego Lekarza, doczekamy dzięki Boskiej opatrzności czasu, gdy będziemy mogli dzielić z Nim pracę uzdrawiania ludzkości, nie tylko w sensie obrazowym, ale również w sensie rzeczywistym. Jak bardzo cieszymy się z tego, że uświadamiamy sobie potrzebę lekarza, jak i tego, że Ojciec nam Go zapewnił.

      Conyention Report