Chwała

      Drugi wykład na temat chwały wygłoszony w Toronto, Ontario, Kanada, 20-27 lipca 1913.

      Ponieważ jest to „dzień chwały” [motto dnia konwencji], wybraliśmy fragment ze Słowa Bożego dotyczący tego zagadnienia. Nasz tekst znajduje się w Psalmie 65:2: „Tobie przynależy, o Boże! chwała na Syjonie”:

      Myśl wyrażona w tym tekście w języku hebrajskim jest tak szczególna, że nie znamy angielskiego wyrażenia, które by dokładnie uzmysławiało nam ową ideę. Dosłowny tekst hebrajski brzmiałby tak: „Chwała jest cicha dla Ciebie, o Boże, na Syjonie”: Wydaje się, jakoby psalmista chciał powiedzieć: »Boże, istnieje wyższy rodzaj chwały niż jakikolwiek nam znany; jest też wyższe stadium chwały, coś znacznie wspanialszego, ale mamy świadomość, że czas na to jeszcze nie nadszedł. Chwała czeka na Ciebie, o Boże, na Syjonie«.

      Uznajemy, że przede wszystkim słowa te odnoszą się do narodu żydowskiego. Wszyscy pamiętamy, że nazwa Syjon dotyczy wzgórza w mieście Jeruzalem, ale w szerszym znaczeniu była używana na określenie ludu żydowskiego. Nie ulega wątpliwości, że nadchodzi czas, gdy ludzie będą chwalić Boga w takiej mierze, jak nigdy dotąd. Mamy przekonanie, że z wyższego, duchowego punktu widzenia Pismo Święte mówi o naśladowcach Jezusa, o Kościele jako o Syjonie. Rozumiemy tym samym, że głębsza myśl zawarta w naszym tekście odnosi się do Kościoła Chrystusowego, do tych, którzy idą śladami Jezusa.

      Chwała jest formą wielbienia, sposobem wyrażania czci. Chwała może składać się z uczuć naszych serc lub też słów wypowiadanych przez nasze usta, albo też myśli o tym mogą prowadzić nas do działania, które będzie wyrażeniem chwały.

      Są różne rodzaje chwały. Chwała jest jak skala w muzyce, rozpoczynająca się od najniższej nuty i wznosząca coraz wyżej i wyżej, aż w końcu sięgająca nut, które potrafią odtworzyć tylko nieliczne głosy. Tak samo jest z chwałą dla Boga — wzrasta coraz wyżej, aż osiąga poziom, na którym nikt inny jak tylko zastępy niebieskie mogą powtórzyć dźwięki. Chcemy wam wykazać, że do takiej właśnie chwały nawiązuje nasz tekst, ponieważ chwała ta czeka, aż we właściwym u Boga czasie wy i ja będziemy potrafili zabrzmieć taką chwałą, która przewyższy wszystkie inne jej rodzaje.

      Uważam, że właściwy sposób sklasyfikowania rozmaitych okresów chwały ma związek z motywami, pragnieniami, duchem, jakie skłaniają do chwały. Chcemy zwrócić uwagę na osiem różnych form chwały. Gdy rozważymy te różnorodne formy chwały, będziemy mieć okazję osądzenia samych siebie i sprawdzenia naszych motywów, przetestowania własnych serc i przekonania się, jak daleko znajdujemy się na tej skali wysławiania.

      Pierwszą formę chwały nazwalibyśmy chwałą neutralną. Jest to taka chwała jak nieprzemyślana pieśń, powtórzona bezmyślnie modlitwa czy formalnie odczytany fragment Pisma Świętego. Ci, którzy wielbią Boga w taki sposób, nie wielbią Go należycie. Pamiętacie, co powiedział Jezus, a zanotował Jan: „Ci, którzy go chwalą, powinni go chwalić w duchu i w prawdzie” (Jan 4:24). Jeśli tylko w sposób formalny wyrażamy coś, co nie jest skłonnością serca, Pan nigdy nie usłyszy takiej chwały. Taka forma wielbienia często się manifestuje na zebraniach dzieci Bożych. Ktoś zostaje poproszony o publiczną modlitwę, ale jego umysł nie jest usposobiony do modlitwy, lecz myśli o zgromadzeniu, martwiąc się, jakie wrażenie wywrze na nich jego modlitwa. W Oklahomie mieliśmy bardzo dobitny tego przykład. Pewien brat mi opowiadał, że w jednym z kościołów siedział obok mężczyzny, który został wezwany do modlitwy. Gdy usiadł, rzekł do tego brata: »Co o tym sądzisz, czy słyszałeś kiedyś tak piękną modlitwę«. Jego myśli nie były skupione na Wszechmogącym, lecz na tym, jaki efekt słowa jego mogły wywrzeć na słuchaczach. Jakże często zgromadzenie wykonuje pieśń na chwałę Bogu, gdy tymczasem niektórzy zborownicy wcale nie myślą o Bogu i nie zastanawiają się nad słowami. Takie wielbienie jest nie do przyjęcia. Czasami spotykamy się z tym przy stole. Ktoś dziękuje za posiłek, a jak zaczyna jeść, zaraz narzeka, że masło jest nieświeże albo mięso za twarde. Obawiamy się, że w większości przypadków chwała dla Boga przybiera tę pierwszą formę, która w Jego oczach w ogóle nie jest chwałą. Jest udawaniem. Ufam, że wszyscy mogą zajrzeć do swoich serc i powiedzieć: »Wiem, że wykraczam poza ten punkt«.

      Przejdźmy do drugiego rodzaju chwały — chwały samolubnej. To wprawdzie szczera chwała, z głębi serca, ale samolubna. Jest to chwała oddawana jedynie za rzeczy natury materialnej — za jako takie zdrowie, za powodzenie w interesach, za miłość innych, za to, że mamy dobre otoczenie i ładny dom, gdy tymczasem inni są w strapieniu i niedostatku i mogą sobie zaledwie kupić tyle odzieży, żeby się nie wstydzić pokazać na publicznym zebraniu. Jest to pragnienie wielbienia Boga za Jego błogosławieństwa, ale to samolubny rodzaj chwały. Bardzo możliwe, że ludzie tego pokroju będą tak bardzo zajęci swoimi sprawami, że całkowicie zapomną o modlitwie do Boga. Ich chwała dotyczy jedynie materialnych rzeczy, jakimi Bóg ich pobłogosławił. Myślę, że się zgadzamy, iż w przypadku większości z nas wielbienie Boga miało na początku taki właśnie samolubny charakter.

      Doprowadza nas to do trzeciego punktu — chwały doceniającej. Gdy mówimy, że coś doceniamy, oznacza to, że dostaliśmy jakiś dar i zaczynamy doceniać dawcę; zaczynamy cenić usposobienie serca osoby, od której pochodzi dar. Jeśli zatem dostrzegamy doczesne błogosławieństwa, pamiętamy, że każdy dobry i doskonały dar pochodzi z góry, od Ojca, u którego nie ma odmiany ani zaćmienia na wstecz się wracającego [Jak. 1:17]. Gdy sobie uzmysłowimy wszystkie nasze błogosławieństwa, myślimy, jak wspaniały musi być Bóg, który te błogosławieństwa zesłał. Myślimy sobie, że ów dawca musi być lepszy niż najlepsze rzeczy, jakie dał. Uważam, że Stwórca musi przewyższać najlepszą rzecz, jaką stworzył. Co do tego jesteśmy przekonani: Skoro rzeczy są dobre, to jak dobry musi być Ten, który je nam dał; jak wielka musi być mądrość Tego, który tak mądrze ułożył sprawy wszechświata; jak wielki musi być On Sam, który zawiesił gwiazdy na niebie oraz umieścił Słońce i Księżyc na swoich miejscach. Chociaż człowiek robi, co może, żeby działały różne rozwiązania w ruchu kolejowym, jego wysiłki przeważnie kończą się niepowodzeniem. Na tablicy dworcowej czytamy: »Pociąg 6, godzina i 20 minut spóźnienia; pociąg 3, 30 minut spóźnienia«. Tak działają ludzkie metody, ale inaczej jest u Boga. Wyobraźcie sobie, że dostalibyśmy ze wschodu telegram z informacją, o ile później Słońce jutro wzejdzie albo że nie wstanie aż do pory obiadowej. Gdy sobie uświadamiamy, jak ściśle Bóg dba o plan we wszechświecie, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko Go cenić. Jak bardzo nasze serca lgną do Boga! Nie tylko wielbimy Go samolubnie za otrzymane rzeczy oraz Jego jako dawcę, ale wielbimy Go za Jego mądrość, moc i dobroć.

      Chwała doceniająca prowadzi do chwały wyprzedzającej. Innymi słowy, jest to chwała, która przewiduje. Wielbi ona Boga za rzeczy niezauważane albo otrzymywane bez świadomości, że pochodzą od Boga. Jeśli posiadamy właściwą ocenę naszego Niebieskiego Ojca i Jego dobroci, to w sposób naturalny doprowadzi nas to tego stopnia chwały Mówimy: »Jeśli Bóg był tak dobry, żeby tak nam błogosławić w przeszłości, gdy byliśmy grzesznikami, obcymi i dalekimi od Niego, jeśli obdarzył nas tak wieloma błogosławieństwami, dając nawet swego Syna, aby za nas umarł, jeśli to uczynił dla nas w przeszłości, to co uczyni w przyszłości?«. Wyobrażamy sobie, jak to będzie, gdy Bóg wyprostuje na ziemi każde nierówne miejsce, poniży to, co jest teraz wywyższone, a wywyższy to, co teraz jest poniżane — gdy w swej Ojcowskiej opatrzności wszystkie rzeczy uczyni nowymi.

      Gdy zaczynamy doceniać te wspaniałe rzeczy, jakich dokonał ów wielki Bóg i jakie przeprowadzi On w przyszłości, odsyła nas to do Jego Słowa. Oczekiwanie nie zapewni nam zbyt wiele pociechy i nadziei, jeśli opierać się będziemy tylko na naszej wyobraźni. Nasze wyczekiwanie potrzebuje mocnej podstawy, a znajdujemy ją w tym, co Bóg dał nam w swoim Słowie; udając się więc do Ojcowskiego Słowa, znajdujemy tam bardzo błogosławione rzeczy. Przekonujemy się, że nasze pojęcie o Bożej dobroci, mądrości i miłości znajduje niezbite dowody i potwierdzenie w naukach tej świętej księgi. Zaczynamy widzieć, że przyjdzie czas, w którym ziemia zostanie uczyniona chwalebnym rajem, gdzie nie będzie więcej smutku. Myślimy o obecnym czasie z jego grzechem i zepsuciem i spoglądamy w przyszłość, na czas, gdy nadejdzie Królestwo Boga i Jego wola będzie się działa na ziemi, tak jak dzieje się w niebiosach; na czas, gdyw tym wielkim wszechświecie nie zabrzmi ani jedna nieharmonijna nuta, gdy każde stworzenie w niebie i na ziemi śpiewać będzie pieśń chwały dla Stwórcy, który wszystko czyni dobrze. Gdy z wyprzedzeniem o tym myślimy, o jak bardzo potęguje to naszą chwałę dla Ojca.

      Jest jeszcze druga strona. Jak nauczymy się antycypować rzeczy, które nastaną w przyszłości, będziemy przewidywać również te, które zdarzą się tutaj. Sądzę, że wielu spośród Pańskiego ludu nie rozpoznaje tego faktu i dlatego nie udaje im się otrzymywać znacznych błogosławieństw, którymi mogliby się cieszyć. Nic nie dopomoże nam lepiej do zwycięstwa jak myślenie z wyprzedzeniem o tym, co Bóg zamierza dla nas któregoś dnia uczynić; nie tylko w przyszłości, ale już tutaj. Gdy stwierdzasz, że jesteś słaby, nie mów: »Chciałbym mieć tyle siły co brat ten a ten; chciałbym nie być taki słaby; marzyłbym o takiej pozycji, jaką ma on, ale nie sądzę, że kiedykolwiek ją osiągnę«. Jest to postępowanie w całkowicie złym kierunku i brak w nim owej wyprzedzającej chwały, o której mówiliśmy. Jeśli zauważacie, że macie skłonność do bycia zniechęconym, udawajcie się codziennie do Pana i dziękujcie Mu, że kiedyś będziecie uwolnieni od tej trudności, a stopniowo zaskoczeni stwierdzicie, że chwaląc Boga za te rzeczy, zyskacie siłę do przezwyciężenia; jak mówi Pismo: „Zawołasz, a ja tobie odpowiem” Nie chodzi o to, żeby Pan zrobił coś w sposób cudowny. Myśl jest następująca: »Gdybym uważał, że sam stanę się zwycięzcą, to od razu mogę się poddać. Mam świadomość, że mój Ojciec Niebieski jest tak cudowny w swej mądrości i łasce, że może zrobić ze mnie zwycięzcę; jeśli nie, to nie jest On wszechmogący. Nie mógłby, jeśliby na drodze stała moja wola. Do mnie należy być gotowym i pragnąć, żeby Bóg tego chciał«.

      Przypuśćmy, że czujesz, iż twoją powinnością jest być światłem dla bliźnich, opowiadać im o dobrych rzeczach, jakie znajdują się w Bożym Słowie. Ale już sama myśl o zrobieniu tego prawie całkiem cię przygniata. Nie idź do Pana z przygnębionym sercem i nie mów: »Ojcze, nie wierzę, że kiedykolwiek się przemogę; nie wierzę, że to jest w ogóle z mojej strony możliwe, by pójść do tych sąsiadów«. Udaj się do Pana i powiedz: »Drogi Ojcze Niebieski, jest mi wstyd, że minęło tyle miesięcy, a ja nie miałem odwagi, by zanieść najlepszą wieść na tym świecie do moich bliźnich, ale dziękuję Ci, że to nie potrwa już długo, a będę mógł to uczynić. Jeśli nabiorę odwagi, wiem, że będzie to twoją łaską. Mam nadzieję, że stanie się to już wkrótce i serce moje skacze z radości, gdy pomyślę o czasie, kiedy będą mógł to zrobić«. Zrobisz to, zanim się zdążysz zorientować.

      Myślę, że jest to jedna z najważniejszych kwestii, jeśli chodzi o różnice między Pańskimi kozłami a klasą kozła wypuszczalnego. W „Cieniach Przybytku” widzieliśmy, że cielec przedstawiał samego Pana Jezusa. Po zabiciu cielca przyprowadzano dwa kozły. Większość komentarzy obj aśnia, że one również przedstawiały Pana. My rozumiemy, że dwa kozły przedstawiają dwie klasy chrześcijan. Tak jak owe dwa kozły były następne po cielcu, tak i owe dwie klasy chrześcijan były następne po Panu. Uważamy tak jeszcze z innego powodu. W 3 Mojż. 16:7 mamy powiedziane, że Aaron przyprowadził te dwa kozły i stawił je przed Panem. Słowo [KJV present”] „prezentować” w ogóle nie pojawia się w hebrajskim. Jest tam całkiem inne słowo, które w rzeczywistości oznacza, że Aaron przywiódł dwa kozły i sprawił, że zajęły pozycję przed Panem. Kozły te nie przedstawiały Pana Jezusa. Jego nie trzeba było stawiać przed Panem; On zawsze miał tam swoje stanowisko. Wy i ja potrzebujemy, żeby nas stawiono przed Panem. Nasz wielki Najwyższy Kapłan, Pan Jezus, jest tym, który nas stawia przed Ojcem Niebieskim.

      Pamiętacie, iż o tych dwóch kozłach jest powiedziane jako o koźle Pańskim i koźle Azazela. Ten pierwszy był ofiarowany, a drugi był wypuszczany poza obóz, na pustynię. W rzeczywistości oba trafiały za obóz, ale istotna różnica polega na tym, że kozioł Pański znajdował się na pustyni, będąc już martwym; gdy zaś kozioł Azazeła szedł poza obóz, na pustynię, jako żywy Gdy kozioł Pański ciągnięty był przez ostre krzaki, nie czul tego, ponieważ był martwy; nie obawiał się dzikich zwierząt lub myśliwych, gdyż był nieżywy. Ale inaczej było z kozłem Azazela. Gdy był ciągnięty przez ciernie i osty, jakże go to raniło; kiedy w pobliżu zjawiali się myśliwi, był zatrwożony; gdy pojawiały się dzikie zwierzęta, bał się, że rozszarpią go na kawałki. Itak samo istnieją również dwie klasy ludu Pana. Jedna tak jest przepełniona duchem Mistrza, że martwa jest dla spraw tego świata; najważniejszą dla nich kwestią jest to, jak mogą najlepiej uwielbić Boga, jak najlepiej wykonać Jego wolę, jak najlepiej Mu służyć swoim czasem, środkami i zdolnościami. Gdy przychodzi im cierpieć niewielką hańbę, jakąś małą niedogodność czy drobną ofiarę, traktują to tak, jak wyraził się Paweł, mówiąc: „Albowiemeście umarli i żywot wasz skryty jest z Chrystusem w Bogu” [Kol. 3:3]. Przypuśćmy, że człowiek tego pokroju opowiada gorliwie innemu, spotkanemu na ulicy, o swojej wierze i o chwalebnych rzeczach, jakie znalazł w Słowie Bożym. Gdy stara się dopomóc drugiemu, inni, będący w pobliżu, wyśmiewają się i szydzą z jego wiary. Jednak on jest tak szczerze zaangażowany, że nie zauważa tych niemiłych docinek. Nie widzi cierni i jest jak ten martwy kozioł. Inny natomiast, opowiadając bliźniemu o Słowie Bożym, nie jest tak umarły; jak powinien. Gdy zauważy, że dana osoba śmieje się czy drwi, rani to jego uczucia. Gdy zobaczy, że ktoś nadchodzi, boi się, że usłyszy ich rozmowę i odejdzie, żeby go krytykować. Zauważa wszelkie ostre krzaki i cały czas jest w strachu. Należy do tych, o których wspomina Apostoł, że „z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli” [Hebr. 2:15 NB].

      Sam fakt przechodzenia tego typu doświadczeń nie dowodzi, że będziemy w klasie kozła Azazela, ale jeśli nie uczynimy postępu, możemy się w tej klasie znaleźć. Chodzi o to, żeby z wyprzedzeniem przyjmować to, czego Bóg dla nas dokona, nie tylko w przyszłości, ale i tutaj. Postępuj tak samo z twoimi przyjaciółmi i wszystkimi dookoła ciebie. Jeśli okazują nieprzyjemne nastawienie, nie bądź w zamian niemiły. Pomyśl z góry, jaka nastąpi zmiana w tej osobie, gdy będzie mogła rozumować tak jak ty. W ten sposób nasza chwała będzie rosnąć wraz z oczekiwaniem tych chwalebnych rzeczy, jakie nadejdą. Nie czujemy się przygnieceni myślami o tym, co nastanie, lecz przeciwnie — podnosimy nasze głowy i radujemy się, że zbliża się nasze odkupienie, nie tylko w tym wyższym sensie, ale również od wielu słabości i trudności, jakie nękają nas w obecnym czasie.

      Przejdziemy teraz do jeszcze innej formy chwały. Nazwiemy ją chwałą uległą. Jesteśmy skłonni do pewnego stopnia posiadać swoją wolę. Często myślę o tym, jak dobrze doznania chrześcijanina oddaje pieśń, którą czasem śpiewamy [HoD 224]:

Wyższa niż najwyższe nieba,
Głębsza niż głębiny mórz
Zwyciężyła miłość Twoja:
»Już nie ja, lecz tylko Ty«.

      Drodzy przyjaciele, momentem, w którym prawdziwie mogliśmy tak z serca powiedzieć, był moment oddania się Panu. Wtedy rzekliśmy: »Panie, jestem całkowicie Twój; jestem gotowy być tym, czym Ty chcesz, żebym był, gotowy iść tam, dokąd Ty chcesz, żebym szedł, jak i gotowy na takie doświadczenia, jakich zażądasz, nieważne, czy będą srogie, czy łatwe; Panie, niech się dzieje Twoja woła«.

      Tym razem nasza chwała zawiera w sobie nutę poddania, jakiej nie było w niej wcześniej. To już nie jest tylko wielbienie Boga za wszystkie dobre rzeczy, jakie otrzymaliśmy; nie tylko chwalenie Boga w duchu cenienia Go za Jego wielkość i dobroć; nie jest to chwała jedynie za błogosławieństwa teraźniejsze i przyszłe, lecz wielbienie Go za nasze doświadczenia w próbach i trudnościach. Jest to zastosowanie się do słów Apostoła: „Za wszystko dziękujcie” Nie tylko za przyjemne rzeczy, nie tylko za niektóre, ale za wszystko dziękujcie. Dochodzimy do stanowiska, w którym zdajemy sobie sprawę, że próby są dla nas błogosławieństwem. Nie chodzi o to, żeby chrześcijanin robił głupie rzeczy, aby sprowadzić na siebie próby, działając w duchu fanatyzmu. Jeśli jesteśmy wierni naszym przywilejom, próby przyjdą na nas, a my będziemy się z nich cieszyć, wiedząc, że mają nas one przygotować „do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie” [1 Piotra 1:4 BT].

      Przejdziemy do następnego określenia w naszym rozważaniu, a jest nim chwała skupiona. Gdy osiągnęliśmy stan całkowitego podporządkowania się Panu, zaczynamy zauważać, że wszystkie nasze doświadczenia stanowią dla nas lekcję. Zaczynamy we wszystkim dostrzegać Pana; docieramy do miejsca, w którym Ojciec i Syn przesłaniają horyzont naszego jestestwa i zaczynamy tracić z pola widzenia sprawy tego świata, a nasze oczy są skupione na wielkim celu naszych starań i wspaniałym widoku, na który spoglądamy — a jest nim Syn, który był odzwierciedleniem chwały charakteru Ojca. Nie znaczy to, że nie widział swoj ej rodziny czy ją lekceważył. Tak naprawdę, to im dokładniej naśladujemy naszego Odkupiciela, tym bardziej będziemy skłonni pełnić swoje obowiązki względem wszystkich, którzy są wokół nas. Jeśli człowiek jest chrześcijaninem, postrzega sprawy z innego punktu zapatrywania. Uświadamia sobie, że posiada obecnie określoną odpowiedzialność. Teraz jego powinnością jest tak prowadzić dom, żeby było to ku chwale Boga. Jeśli rodzina się na to zgodzi, może będzie on mógł pozostawić dom i zaangażować się aktywnie w dzieło „żniwa Tak czy owak, spoczywa na nim odpowiedzialność w stosunku do jego rodziny, której nie może zlekceważyć. Doszliśmy do punktu, że pragniemy być jak Pan, chcemy Go kopiować i iść Jego śladami.

      Myślę, że chrzest dobrze to ilustruje. Gdy nadchodzi czas, osoba chrzczona oddaje się w ręce tego, który ją zanurzy w wodzie; oddajemy się w ręce Pana, aby zostać pogrzebanymi dla spraw tego świata. Ten sam, który zanurza, również podnosi daną osobę; Pan jest tym, który nas grzebie i On wzbudzi nas do nowości żywota, a później, w szerszym sensie, wzbudzi nas w zmartwychwstaniu. Osoba zanurzana traci z oczu wszystko, z wyjątkiem tego, kto ją chrzci; tak samo, gdy oddajemy się w ręce Pana, widzimy tylko Jego we wszystkich naszych doświadczeniach, wszędzie, w każdej sprawie codziennego życia, a On nas ćwiczy i prowadzi tak, jak uważa za najlepsze. Wielbimy Go, jako że cała nasza chwała koncentruje się na Nim. Nie chcemy robić niczego, co nie przysparzałoby chwały Bogu. Nie tylko pragniemy odwracać się od rzeczy, które Go nie wielbią, ale staramy się prowadzić swój dom ku Jego chwale i ku Jego chwale kierujemy swoimi sprawami, robiąc wszystko w taki sposób, by Go uczcić.

      Jest jeszcze jedna forma chwały, a możemy ją nazwać chwałą doskonałą. To prawda, nie możemy osiągnąć osobistej doskonałości, ale możemy osiągnąć stan, w którym nasza chwała będzie doskonała. Nie w sensie rzeczywistej doskonałości, lecz doskonała w zamierzeniu, w pragnieniu. Dochodzimy do punktu, że będziemy umieli kochać naszych nieprzyjaciół, modlić się za tych, którzy nam złość wyrządzają i prześladują nas, abyśmy byli synami Ojca naszego, który jest w niebiesiech. Bo On to czyni, że słońce Jego świeci dla złych i dla dobrych, i deszcz spuszcza na sprawiedliwych i na niesprawiedliwych [Mat. 5:44-45]. Drodzy przyjaciele, gdy coraz więcej zastanawiamy się nad naszym Ojcem Niebieskim, widząc Jego charakter, Jego ducha, zaczynamy dostrzegać, że duch ten i w nas się rozwija. Skoro On jest dobry dla niewdzięcznych, to jeśli ludzie nas potraktują niegrzecznie, nie zrodzi się w naszych sercach niechęć przeciwko nim, lecz pragnienie błogosławieństwa dla nich; jeśli ktoś nas skrzywdzi, będziemy się starali mu pomóc w takim stopniu, w jakim on chciał wyrządzić krzywdę nam. Myślę, że to dlatego kontynuując, Jezus dodaje: „Bądźcież wy tedy doskonałymi, jako i Ojciec wasz, który jest w niebiesiech, doskonały jest” [w. 48]. Nie znaczy to, że wy czy ja musimy być doskonali we wszystkich detalach naszego życia, że nigdy nie wolno nam popełnić błędu, ale że z pewnego punktu widzenia, posiadając takiego ducha czy takie pragnienia, jakie posiada nasz Ojciec Niebieski, mamy ducha doskonałej chwały dla Niego; osiągając nie tylko chwałę, która mówi: »Drogi Ojcze Niebieski, doceniam Twojego ducha; miłuję to usposobienie, które Tobą rządzi, żeby pomimo tego, iż byliśmy grzesznikami, posłać swego drogiego Syna, aby umarł za niepobożnych«, ale uzyskując stan, w którym będziemy Go wielbić poprzez rozwijanie tego samego usposobienia w nas samych, poprzez usiłowanie odwzorowania Jego ducha w naszym życiu.

      Jest jednak jeszcze wyższy stopień chwały, którą nazywamy chwałą duchową. Zapytacie: »Czy możemy oddawać Bogu duchową chwałę tutaj, w ciele?«. Jeśli w pełni podporządkowaliśmy siebie pod Bożą wolę i zostaliśmy spłodzeni z Jego ducha, nastąpiła zmiana natury. Przejawiamy nowe uczucia, nowe ambicje, nowe aspiracje, choć w ludzkim ciele. To tak jak z ludźmi zanurzonymi w wodzie. Wynurzają się oni w mokrych ubraniach. Jeszcze parę chwil wcześniej ich ubranie było w porządku, ale po zanurzeniu go w wodzie staje się niewygodne, tak że osoby te spieszą, by się z niego wydostać i włożyć jakieś suche rzeczy. Tak samo my — gdy oddajemy się w ręce Pana, żeby ochrzcił nas aż na śmierć, czujemy się dobrze, jakbyśmy mieli na sobie suchą odzież. Może życzymy sobie, żeby ubranie (ciało) było nieco zdrowsze; żeby żołądek był nieco silniejszy albo słuch nieco lepszy, ale zasadniczo jesteśmy zadowoleni. Jednak po uczynieniu poświęcenia nie czujemy się już dobrze w tym ciele, nie czujemy się jak w domu. Apostoł mówi o wyjściu z ciała i pójściu na mieszkanie do Pana. Tęsknimy za tą przemianą; tęsknimy za nowym, lepszym ciałem. Tęsknimy za suchym ubraniem i jak jest powiedziane, „wzdychamy, domem naszym, który jest z nieba, żądając być przyobleczeni” [2 Kor. 5:21.

      W prawdziwym chrześcijaninie zapoczątkowała się nowa natura i dlatego Apostoł mówi o istocie posiadającej duchowy zmysł. Inny duch pojawia się w waszych pragnieniach, w waszych modlitwach — wcześniej go tam nie było. I wy, i ja mamy nadzieję, że któregoś dnia będziemy duchowymi istotami. Jeśli przemiana nie rozpocznie się tutaj, jeśli nie rozwiniecie tego duchowego zmysłu, nie otrzymacie duchowego ciała. A duchowy zmysł prowadzi do duchowego ciała.

      A teraz przejdziemy do chwały czekającej na Boga na Syjonie. Chwała, jaka czeka na Boga na Syjonie, to Boża chwała. Nie w takim sensie, że jest to chwała dla Boskiego Stworzyciela, lecz chwała, którą oddają Panu Bogu boskie istoty. Czy to możliwe, że będą w niebie jakieś inne duchowe istoty prócz naszego Niebiańskiego Ojca? W 2 Piotra 1:4 czytamy: „Przez które darowane nam zostały drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury” (NB). Tłumaczenie bardzo wielkie” [BG1 nie byłoby, moim zdaniem, zbyt poprawne, ponieważ grecki przymiotnik znajduje się w stopniu najwyższym i oznacza „największe” Wynika z tego, że owi naśladowcy Pana Jezusa mają otrzymać coś więcej niż doskonałe ludzkie ciała, więcej niż doskonałość anielską, choć byłoby to już bardzo wspaniałe; nie mają być doskonałymi cherubinami czy serafinami, ale tak jak Pan Jezus został wzbudzony do chwały daleko wyższej, niż posiadają aniołowie, księstwa i moce, wyższej, niż ma każde stworzenia na niebie i na ziemi — tak też, oświadcza Apostoł, gdy On się objawi, my będziemy do Niego podobni i ujrzymy Go takim, jakim jest [1 Jana 3:2]. Apostoł Paweł również zapowiada, że będą oni współdziedzicami z Nim, jeśli z Nim cierpią. Trudno byłoby w to uwierzyć; nie przypuszczalibyśmy, że jest to możliwe, gdyby na ten temat nie było tak wiele w Biblii.

      Rozumiemy, że ostatecznie miliony spośród ludzkiej rodziny zostaną podniesione na poziom ludzkiej doskonałości, a dziesiątki tysięcy z klasy „wielkiego ludu” będą zbawione i znajdą się na poziomie anielskim. Ale Biblia zapewnia, że „malutkie stadko” zostanie wywyższone aż do poziomu, który zajmują tylko Bóg i Pan Jezus. Oznacza to, że znajdą się oni na stanowisku, które umożliwia większą wiedzę o wszechświecie, niż mają inni, oraz wielbienie Boga za to; zobaczą więcej i będą bardziej wielbić Boga niż ktokolwiek inny, jak też będą mieć taką naturę, która przysposobi ich do większego chwalenia Boga, niż będą to mogli uczynić wszyscy pozostali. Człowiek zdolny jest robić takie rzeczy, jakich nie potrafi robić pies, dlatego, że znajduje się on na wyższym poziomie. W jakimś sensie pies również może chwalić Boga, ale o ileż lepiej potrafi to uczynić człowiek. O ileż lepiej niż człowiek umieją chwalić Boga aniołowie; cherubini potrafią lepiej oddawać Bogu chwałę niż aniołowie, natomiast Pan Jezus i Jego wierni będą stać jeszcze wyżej niż oni, jeśli chodzi o zdolność wielbienia Boga. To jest ta chwała, która czeka na Boga na Syjonie.

      Dzisiaj jesteśmy tak ograniczeni, że nie możemy tak chwalić Boga, jak byśmy chcieli. Nasze codzienne troski i konieczność zapewniania odpoczynku ciału pozostawiają nam zaledwie kilka godzin, w których możemy Go wielbić. Gdy się jednak znajdziemy już tam, nie będziemy musieli odpoczywać i będziemy Go mogli chwalić przez dwadzieścia cztery godziny każdego dnia. Nie będzie żadnych ograniczeń dla naszych sił czy możliwości ani dla niczego, co niezbędne jest dla takiego wielbienia Boga, jakiego nigdy nie mógł okazać nikt, z wyjątkiem tych, co znajdą się w tej klasie.

      Chciałbym obecnie być na tyle wierny, żebym wówczas, gdy chwała taka zostanie okazana, mógł znaleźć się pośród tych, którzy będą wyrażać tę chwałę czekającą na Boga na Syjonie.

      Convention Report