Dlaczego Bóg dał nam Biblię tak trudną do zrozumienia?
Wygłoszono na konwencji w Glasgow we wrześniu 1906 roku, w Odd Fellows Hali przy Hyde Park, 24 listopada 1906 oraz w Providence Hali, Lynn, Mass., 9 grudnia 1906.
Werset, na którym przynajmniej po części oprzemy dziś wieczorem nasze komentarze, znajduje się w Izaj. 55:8-11. „Boć zaiste myśli moje nie są jako myśli wasze, ani drogi wasze jako drogi moje, mówi Pan; ale jako wyższe są niebiosa niż ziemia, tak przewyższają drogi moje drogi wasze, a myśli moje myśli wasze.”
Wiele jest pytań, jakie zrodziły się wokół myśli religijnej i liczne są odpowiedzi – spekulatywne, naukowe i filozoficzne – jakie zostały udzielone na te pytania. My jednak mamy świadomość, że jedynej autorytatywnej odpowiedzi na dowolne religijne pytanie dostarcza natchnione Słowo Boże, jakkolwiek filozoficzna czy naukowa odpowiedź może popierać to, co stwierdza Biblia. My wszakże mamy przed sobą pytanie, na które nie ma spekulatywnej odpowiedzi, pytanie, na które dotąd nie odpowiedziała ani filozofia, ani nauka. Jeśli w ogóle chcemy znaleźć odpowiedź, musimy wydobyć ją ze świętego Słowa Bożego.
Dlaczego Bóg dał nam Biblię tak trudną do zrozumienia? Dlaczego nie uczynił jej bardziej jasnej i prostej? Gdy czytamy artykuł w gazecie albo jedną ze znanych powszechnie książek, to nie jest tak, że ktoś wydobędzie z nich jedną ideę, ktoś drugi inną, lecz wszyscy uzyskamy co do nich to samo pojęcie, a wszak ich autorem jest człowiek. Drodzy przyjaciele, jeśli ludzie potrafią pisać książki i wydawać gazety tak jasne i tak proste, że każdy może je zrozumieć, to o ileż bardziej mógł to zrobić Bóg! On mógł dać nam Biblię, która byłaby tak zrozumiała, że nie mogłyby na jej podstawie powstać dwie odmienne opinie. Dlaczego Bóg tego nie uczynił – oto pytanie, odnośnie którego każdy z nas musi mieć jakieś przemyślenie. Może się wam wydawać, że jest to bardzo wyraźna kwestia, że powinienem tutaj stanąć i próbować odpowiedzieć na to pytanie, ale, drodzy przyjaciele, chcę, żebyście wiedzieli, iż wierzę, że na to pytanie można odpowiedzieć nie dlatego, że ja i inni w tych czasach są mądrzejsi albo lepsi niż pozostali ludzie i nie dlatego, że mamy jakieś nowe objawienie, lecz dlatego, że mamy nieco nowej prawdy ze starego objawienia.
To, że kilkaset lat temu Pan użył Martina Lutra w tak szlachetny sposób, nie znaczyło, iż wcześniej nie było tak znamienitych chrześcijan jak Martin Luter. Stało się tak nie dlatego, że był on bardziej pobożny niż inni ludzie ani nie dlatego, że więcej niż inni badał Słowo Boże, ale ponieważ nadszedł czas, by pewne prawdy zostały rozjaśnione, a w oczach Bożych Martin Luter był odpowiednim narzędziem do tego dzieła.
Luter nie dodał niczego do Biblii, ale było mu dozwolone, by rzucił cudowne światło na pewne stwierdzenia, które zawsze się w Biblii znajdowały. Przypomnijcie sobie, co dziewiętnaście stuleci temu nasz Zbawiciel odpowiedział faryzeuszom, gdy Go spytali, dlaczego nie zakaże ludziom wołać: „Hosanna synowi Dawidowemu!”. Rzekł: „Powiadam wam, jeśliby ci milczeli, wnet kamienie wołać będą” (Łuk. 19:40). Dlaczego? Ponieważ przyszedł czas, że prorocza zapowiedź odnośnie tego wołania (Zach. 9:9) miała się właśnie wtedy spełnić, a jeśli nie znalazłby się dorosły lub dziecko, by tego dokonać, Bóg mógł wejrzeć w tę sprawę i wypełnienie odbyłoby się w jakiś inny sposób. To samo obserwujemy w odniesieniu do czasów Lutra. Nadszedł czas, by pewne prawdy zostały objawione i wydobyte spomiędzy śmieci teologicznych błędów okresu „ciemnych wieków”. Gdyby nie ogłosił ich człowiek, Bóg mógł sprawić, że nawet kamienie by przemówiły i obwieściły ludziom dane poselstwo.
I tak, drodzy przyjaciele, my wierzymy, iż za sprawą Boga nastał dzień, że pewne prawdy, długo ukryte w Słowie Bożym, maja zostać przez szczególne klasę dostrzeżone. Wierzymy, iż nasz Ojciec Niebieski nie wybrał nas dlatego, że na świecie nie ma lepszych chrześcijan niż my, nie dlatego, że jesteśmy mądrzejsi lub bardziej godni, ale dlatego, że widocznie zobaczył On, iż niektórzy z nas będą odpowiednimi instrumentami, skłonnymi przyjąć te rzeczy, które znajdują się w Starym Słowie. Nie sądzimy, że nasz Zbawiciel wybrał owych rybaków na swych uczniów dlatego, że nie było wtedy na świecie lepszych czy mądrzejszych ludzi niż oni, ale dlatego, że w swej mądrości ujrzał, iż będą się oni jak najbardziej nadawać do Jego celów.
Jest wszakże jeszcze inna kwestia, drodzy przyjaciele, zanim pójdziemy dalej w naszych rozważaniach. Wasza wiara w Słowo Boże jest na próbie. Czasem jesteśmy skłonni pochopnie sądzić, że prawie każdy ma wiarę w Boże Słowo. Gdy używamy słowa 'wiara w takim sensie, w jakim używane jest ono w Piśmie Świętym, to jest daleko mniej wiary w Słowo Boże, niż większość uważa lub niż moglibyśmy sobie życzyć. Nasz wykład umożliwi wam oszacować do jakiegoś stopnia miarę, siłę i intensywność waszej wiary.
Załóżmy, że zwrócę waszą uwagę na jakąś prawdę, na takie stwierdzenie w Piśmie Świętym, którego dotąd nie docenialiście i przypuśćmy, że owo stwierdzenie prezentuje pogląd przeciwny do tego, w co wcześniej wierzyliście; przypuśćmy, że jest on odmienny od tego, w co wierzą wasi przyjaciele i krewni; co więcej, załóżmy, że różni się on od tego, co popiera wasze ugrupowanie i jest całkowicie sprzeczny z wieloma poglądami, które przedstawiał wam sługa, którego tak długo poważacie – co byście wtedy zrobili, drodzy przyjaciele? Czy powiecie: »Moja siła bierze się ze Słowa Bożego i zamierzam trzymać się tej prawdy, choć muszę zrezygnować z długo cenionych myśli, z niektórych poglądów, które wyznawali moi rodzice i przodkowie, z idei, które długo były uznawane za ustalone i fundamentalne zasady ortodoksji«. Czy raczej powiecie: »No cóż, wygląda na to, że ów pogląd jest biblijny, ale gdybym go przyjął, niechybnie oddzieliłoby mnie to, przynajmniej w wymiarze religijnym, od wielu tych, którzy byli mi bliscy i drodzy oraz spowodowało odrzucenie poglądów moich przodków i tych, które cenił mój pastor. Nie mogę tego zaakceptować«.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że tam w niebiesiech jest Bóg chwały, Bóg, od którego pochodzą wszelkie dobre rzeczy i który jest źródłem każdego błogosławieństwa teraźniejszego i przyszłego; mamy też świadomość, że na lej ziemi znajduje się grupa istot, które są dokładnie tak haniebne, jak On jest chwalebny, istoty, które doświadczają mniej lub bardziej smutków i nieszczęść, prób i kłopotów. Możliwe, że gdybyśmy przeżyli to życie tutaj wolne od bólu i trudności, wolne od wszystkiego, co czyni życie nieprzyjemnym, moglibyśmy przykładać znacznie mniej wagi do przyszłości. My jednak jesteśmy zmuszeni spoglądać w przyszłość i zastanawiać się: »Jeślijest tak wiele smutku i cierpienia w tym życiu, to czy jest możliwe, aby w tym przyszłym było jeszcze więcej, albo czy możliwe jest, że nie będzie tam w ogóle żadnego życia?«.
Żaden człowiek nie może odpowiedzieć na te pytania. Tylko Bóg może nam powiedzieć, czy będzie tam jakieś życie, czy nie. I nie tylko to, ale również, czy będzie to życie radosne, czy smutne, czy jest to życie na wyższym poziomie, czy jedynie kontynuacja na tym poziomie, na którym żyliśmy i mieliśmy nasze doświadczenia. Tylko Bóg może nam te sprawy odsłonić.
Wydawałoby się, że od kiedy nasz Ojciec Niebieski obdarzył nas rozumem, udzielił nam objawienia, które miało zadowolić ów rozum. To jest dokładnie to, co Bóg uczynił w swoim SŁOWIE. Jeśliby jednak nie przyszło od Boga żadne objawienie i gdyby dane nam było zrozumieć, że miał nadejść dzień, w którym może On udzielić takowego objawienia, jest bardzo prawdopodobne, że moglibyśmy spekulować, cóż to za księgę da nam Bóg. Pewnie pomyślelibyśmy, że skoro ludzie napisali tak wspaniałe książki, to Boża księga będzie miała jeszcze wspanialszy styl i że nakaże On aniołom z nieba, aby napisali tę znakomitą książkę, która przekazałaby nam to cudowne objawienie. Moglibyśmy sobie również wyobrazić, że będzie ona napisana lak, by każdy człowiek mógł ją czytać w swoim własnym języku, że wszystko będzie proste i jasne oraz że choć mogą istnieć pewne wątpliwości co do znaczenia tego, co napisałby człowiek, to nie będzie żadnych wątpliwości wokół znaczenia tego, co napisałby Bóg.
Moglibyśmy również być skłonni pomyśleć, że Bóg otoczyłby tę księgę taką .uireolą, że człowiek natychmiast by powiedział: »O, to jest jedna z Bożych ksiąg, bo żaden człowiek nie mógłby otoczyć książki aureolą«. Mogłoby być tak, że książka ta przejawiałaby cudowne właściwości, takie, że jeśli dotknęłaby jej osoba chora, choroba by ją opuściła. Mogłaby się również w każdej książce znajdować cudowna kieszonka, tak że jeśli człowiek poczułby chęć iść gdzieś i głosić Ewangelię, nie potrzebowałby najpierw przeprowadzać dookoła zbiórki pieniędzy na pokrycie kosztów; bo jeśli byłoby to wolą Bożą, zawsze znalazłby w kieszonce pieniądze na sfinansowanie wydatków. Możemy sobie równie dobrze wyobrazić, że gdyby człowiek powiedział złe słowo przeciwko tej książce, natychmiast padłby martwy na ziemię. Bylibyśmy skłonni wyobrażać sobie, że Boskie objawienie musi być wspaniałą książką; a jednak, gdy już przejdziemy przez te wszystkie spekulacje, powiemy sobie przy dalszym dociekaniu: »Nie, nie, to byłby właśnie taki rodzaj książki, jakiego spodziewalibyśmy się po tego typu objawieniu; ale drogi Boże nie są naszymi drogami, Jego myśli nie są naszymi myślami i jest bardzo prawdopodobne, że gdyby Bóg miał nam dać objawienie, to byłoby ono całkiem odmienną książką niż ta«. I to jest, drodzy przyjaciele, dokładnie to, co twierdzimy.
Przekonujemy się, że zamiast Biblii napisanej przez czystych i świętych aniołów mamy taką, którą napisali użyci przez Boga słabi i niedoskonali ludzie. A nie tylko to, bo stwierdzamy również, że jeśli ci, co mówią coś przeciwko temu Słowu, zamiast „paść trupem”, otrzymują ogromne sumy pieniędzy za wygłaszanie wykładów po linii niewiary. Zamiast aureoli wokół tej księgi, idąc do wielu domów, znajdujemy na niej tylko kurz. Zamiast przekonania się, że każdy człowiek na ziemi posiada Biblię, stwierdzamy, że blisko siedemset milionów ludzi w ogóle nie wie o istnieniu takiej książki; natomiast spośród milionów tych, co wiedzą, jedynie mała ich część ma egzemplarz, zaś spośród posiadających egzemplarz Biblii, zaledwie garstka jest zainteresowana jej treścią, natomiast pośród tych, którzy są głęboko zainteresowani i stale sięgają do Słowa Bożego, panuje wielkie zamieszanie! Jeden twierdzi, że uczy ona tego, inny, że owego, zaś trzeci stwierdza, że uczy jeszcze czegoś całkiem innego. W rezultacie przekonujemy się, że nie ma na świecie książki napisanej przez ludzi, z którą wiązałoby się takie zamieszanie, jakie dziś panuje powszechnie wśród chrześcijan w odniesieniu do Słowa Bożego. Z pewnością jest to zupełnie odmienna książka od tego, co zgodnie z naszymi wyobrażeniami Bóg mógłby dać swoim stworzeniom, a jednak musiał to być najlepszy sposób. Jak głosi nasz tekst: „Zaiste myśli moje nie są jako myśli wasze, ani drogi wasze jako drogi moje”.
Mimo to ktoś może dociekać: »Nie wiem, jak miałby to być najlepszy rodzaj objawienia. O ileż byłoby łatwiej, o ileż skuteczniej, gdyby wszystkie te tajemnicze, ciemne i mylące fragmenty zostały usunięte i gdyby w ich miejsce wprowadzić zapisy przejrzyste i jasne. O ileż by to było lepiej, z jaką łatwością można by nawrócić świat«.
Musi być tak, że został popełniony jakiś wielki błąd. Jest oczywistym faktem, że coś zostało źle zrozumiane. Cóż to może być? Czy to możliwe, że nasz Ojciec Niebieski nie jest zainteresowany nawróceniem świata? Czy jest możliwe, że nie dba o to, czy nawraca się wielu, czy tylko nieliczni? Przeciwnie, odpowiadamy. Nasz Ojciec Niebieski jest znacznie bardziej zainteresowany nawróceniem świata niż ty lub ja. Pamiętacie, że powiedział, iż nie chce, „aby którzy zginęli, ale żeby się wszyscy do pokuty udali” (2 Piotra 3:9). Przywołajmy Jego stwierdzenie: „Nie mam upodobania w śmierci bezbożnego” (Ezech. 33:11 NB). Przypomnijmy sobie słowa Zbawiciela o podobnej wymowie, gdy informuje nas On, że nawet wróbel nie spada na ziemię bez wiedzy Ojca, a potem dodaje: „Jesteście więcej warci niż wiele wróbli” [Mat. 10:31 NB]. A jednak wydaje się to kłopotliwe. Tutaj mamy stwierdzenia Słowa Boga, że pragnie On, aby grzesznicy się nawrócili. Mimo wszystko widzimy, że dzisiaj ludzie robią tak dużo na rzecz nawrócenia świata, poświęcając czas i ziemskie sprawy, żeby uczynić wszystko, co się da, by świat nawrócić, działając na rzecz znalezienia misjonarzy, by ich wysłać na obce tereny, pracując celem /gromadzenia funduszy potrzebnych na opłacenie takich misjonarzy; a jednak pomyślcie, co mówi Ojciec – że całe złoto i srebro jest Jego, jak i bydło na tysiącach wzgórz. Bóg mógłby zebrać pieniądze niezbędne na wysłanie misjonarzy Mógłby ściągnąć wystarczającą ilość misjonarzy, aby wykonać tę pracę. Co to wszystko znaczy? Jest tak nie dlatego, że Bóg nie jest bardziej zainteresowany nawróceniem narodów niż ty czyja, lecz dlatego, że widocznie ludzie źle zrozumieli plan Niebieskiego Ojca.
Owym faryzeuszom sprzed dziewiętnastu stuleci musiało wydawać się to trudne, gdy przyszedł Jezus i im powiedział, że ich wszystkie poglądy były złe, skoro sądzili, że osiągną życie poprzez zachowywanie Prawa; że ich wysiłki były bezcelowe, jeśli chodzi o zbawienie i że konieczne jest, aby zaniechali swoich starych wierzeń, uznali swój upadły, grzeszny stan oraz przyjęli Co jako Baranka Bożego, który gładzi grzech świata. Chociaż ubolewamy, że nie mieli oni odwagi, by zająć bardziej wyraźne i szlachetne stanowisko wobec tego, co było prawdą, nic na to nie poradzimy, ale do pewnego stopnia uzmysławiamy sobie, czym musiało to dla nich być. Taka sama sprawa miała miejsce za czasów Martina Lutra. W istocie musiał to być sprawdzian, w szczególności w odniesieniu do katolickich księży i teologów, mieć takiego człowieka jak Luter, który wstał i oświadczył, że źle zrozumieli świadectwo Słowa Bożego, bo podczas gdy oni głosili, że to ich system daje zbawienie wszystkim ludziom, w rzeczywistości umożliwia to jedynie krew Jezusa Chrystusa. Zdajemy sobie sprawę, że wymagało to olbrzymiej odwagi i uniżenia, żeby zająć tak wyraziste stanowisko względem prawdy.
Stąd też, drodzy przyjaciele, nie powinniśmy być wcale zaskoczeni (w istocie powinniśmy współczuć), jeśli znajdą się tacy, którym nie spodoba się zarzut, że źle rozumieją Boskie plany i zamiary oraz uchylają się od wiary w Jego Słowo. Raczej naturalne jest pragnąć, by wszystko, co zrozumieliśmy w przeszłości, mogło uzyskać potwierdzenie, niż przyjąć Boską Prawdę w sytuacji, gdy oznacza to uprzątnięcie wszystkiego, w co wcześniej wierzyliśmy. Pozostaje jednak fakt, że źle zrozumieliśmy plany i zamiary Boga. Musi tak być, bo inaczej nie byłoby odpowiedzi na pytanie: Dlaczego Bóg dał nam Biblię tak trudną do zrozumienia?
Specjalne niezrozumienie Boskiego Słowa to pogląd, który był tak długo utrzymywany i nauczany, a mianowicie, że celem minionego okresu dziewiętnastu stuleci było nawrócenie ludzkości świata. Może to niektórych zdziwić. »Dlaczego?! Jeśli ostatnie dziewiętnaście wieków nie było po to, by nawrócić świat, to po co?« Drodzy przyjaciele, gdy dzisiejszego wieczoru dojdziemy do końca tematu, przekonacie się, że nawrócenie świata, jakie zamierza przeprowadzić Bóg, jest znacznie bardziej chwalebne, niż mogłyby to w ogóle wymyślić umysły tych, którzy rozważali nawrócenie świata w tym wieku.
że źle rozumieją Boskie plany i zamiary oraz uchylają się od wiary w Jego Słowo. Raczej naturalne jest pragnąć, by wszystko, co zrozumieliśmy w przeszłości, mogło uzyskać potwierdzenie, niż przyjąć Boską Prawdę w sytuacji, gdy oznacza to uprzątnięcie wszystkiego, w co wcześniej wierzyliśmy. Pozostaje jednak fakt, że źle zrozumieliśmy plany i zamiary Boga. Musi tak być, bo inaczej nie byłoby odpowiedzi na pytanie: Dlaczego Bóg dał nam Biblię tak trudną do zrozumienia?
Specjalne niezrozumienie Boskiego Słowa to pogląd, który był tak długo utrzymywany i nauczany, a mianowicie, że celem minionego okresu dziewiętnastu stuleci było nawrócenie ludzkości świata. Może to niektórych zdziwić. »Dlaczego?! Jeśli ostatnie dziewiętnaście wieków nie było po to, by nawrócić świat, to po co?« Drodzy przyjaciele, gdy dzisiejszego wieczoru dojdziemy do końca tematu, przekonacie się, że nawrócenie świata, jakie zamierza przeprowadzić Bóg, jest znacznie bardziej chwalebne, niż mogłyby to w ogóle wymyślić umysły tych, którzy rozważali nawrócenie świata w tym wieku.
1) Po pierwsze, nie wierzymy, by Pan starał się nawrócić świat w minionych dziewiętnastu wiekach, PONIEWAŻ ŚWIAT NIE JEST NAWRÓCONY. Czytamy: „Tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem” (Izaj. 55:11 NB). Fakt, że Boskie Słowo nie nawróciło świata, jest dowodem, że Bóg jeszcze go nie posłał, by nawrócić świat. W istocie, Bóg nigdy nie próbuje czegoś robić, tylko robi. Gdy rozejrzymy się dookoła i widzimy, jak daleko świat jest dziś od nawrócenia, musielibyśmy zakrzyknąć: »Jeśli zamiarem naszego Ojca Niebieskiego w Wieku Ewangelii byłoby nawrócenie świata, to z pewnością nie jest On tak wszechmocną istotą, za jaką każą nam Go uznawać objawienie i rozum«.
2) Innym powodem, dla którego uważamy, że pracą ostatnich dziewiętnastu stuleci nie było nawracanie świata, jest to, że bardzo wyraźnie stwierdza to Pańskie Słowo. Zobacz: Dz 28:25-27: „Dobrze Duch Święty powiedział (…) do ojców naszych, mówiąc: Idź do tego ludu, a mów: Słuchem słuchać będziecie, ale nie zrozumiecie, a widząc widzieć będziecie, ale nic nie ujrzycie” Nasz Zbawiciel odnosi się do tego cytatu z Izajasza w dwóch różnych miejscach: Mat. 13:13-17 i Jan 12:36 „Póki światłość macie, wierzcie w światłość” W poprzedzającej części tego rozdziału z Ewangelii Mateusza odnotowane jest, że niektórzy uczniowie pytają Jezusa, dlaczego mówi w przypowieściach. Jego odpowiedź podana jest w wersecie 13: „Dlatego w podobieństwach do nich mówię, bo, patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją” (NB). On nie chciał, aby zrozumieli. Gdyby mówił jasno, każdy by zrozumiał. Nasz Zbawiciel nie powiedział, że wszyscy, którzy nie widzieli tych wspaniałych rzeczy, byli źli. Przypomina swoim uczniom, że mężowie sprawiedliwi i prorocy pragnęli widzieć te rzeczy, ale Ojciec Niebieski trzymał je w ukryciu, aż minęły cztery tysiące lat. Teraz zaś przyszedł Jezus, aby wywieść niektóre z tych spraw na światło dzienne, ale nie w taki sposób, żeby wszyscy mogli je zrozumieć. Tylko kilku prostych rybaków uchwyciło znaczenie tego, co mówił (Mat.13:16-17; 1 Kor. 1:26-29).
3) Trzecim powodem, dla którego wierzymy, iż Bóg nie próbował nawrócić świata w ciągu obecnego Wieku Ewangelii, jest to, iż BIBLIA WSKAZUJE, ŻE BĘDZIE TO CELEM PRZYSZŁEGO WIEKU. W Izaj. 6:9-11 (NB) znajdujemy proroctwo, do którego odwołuje się nasz Pan i Jego uczniowie: „Idź i mów do tego ludu: Słuchajcie bacznie, lecz nie rozumiejcie, i patrzcie uważnie, lecz nie poznawajcie!” Chcę, abyście zauważyli kontekst. W wersecie 11 znajduje się pytanie Izajasza: „Dopókiż, Panie?” oraz Pańska odpowiedź: „Dopóki nie opustoszeją miasta i nie będą bez mieszkańców domy bez ludzi, a kraj nie stanie się pustynią Innymi słowy; drodzy przyjaciele, rozumiemy, że ten wiek się zakończyć czasem wielkiego ucisku i rozpaczy i aż dotąd będzie wielu, którzy będą słyszeć i widzieć te rzeczy bez zdolności zrozumienia ich znaczenia. Wiek przeznaczony na nawrócenie świata zbliża się, ale jeszcze nie nadszedł. I znowu, pamiętacie, że w Sof. 3:8-9 (BT) Pan mówi: „Przeto oczekujcie na Mnie — wyrocznia Pana — w dniu, gdy powstanę jako oskarżyciel, bo postanowiłem zgromadzić narody, zebrać królestwa, aby wylać na nie moje oburzenie, cały mój gniew zapalczywy; bo ogień mej żarliwości pochłonie całą ziemię. Wtedy bowiem przywrócę narodom wargi czyste, aby wszyscy wzywali imienia Pana i służyli Mu jednomyślnie” Ten okres wielkiego ucisku jest wszędzie umiejscawiany jako poprzedzający wspaniały czas błogosławieństwa i ogólnoświatowego nawrócenia.
4) Jest też czwarty powód. Uważamy, że obecny wiek nie służy nawróceniu świata na podstawie wielu stwierdzeń uczynionych przez naszego Pana Jezusa i Jego natchnionych apostołów, jak przy pewnej okazji, odnotowanej w Mat. 11:25: „Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi! żeś te rzeczy zakrył przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je niemowlątkom” Jaką metodą posłużył się Bóg w celu zakrycia tych rzeczy? Czy było to takie ułożenie spraw, że tylko każdy spośród Jego wiernych naśladowców miał posiadać Biblię i że nikt poza tym nie mógł mieć do niej wglądu? Nie, On zezwala, abyśmy pokazywali ją komukolwiek zechcemy, a sposób jej ukrycia polega na posłużeniu się tak niejasnym językiem, że tylko pewna klasa jest w stanie ocenić owe rzeczy. Jezus nie ubolewa z tego powodu i nie mówi: »Och, drogi Ojcze! Chciałbym, żebyś uczynił swoje objawienie jaśniejszym i przejrzystszym. Gdybyś jedynie powiedział im, że przychodzę jako Mesjasz i zrobił to w sposób prosty i jasny, tak żeby nikt nie popełnił błędu, ale nie, zamiast tego podałeś jedno stwierdzenie na temat mojego przyjścia tu, jedno tam, a jeszcze inne gdzie indziej i ludzie nie wierzą, gdy mówię