LIst do Beatrice Griffs

      Filadelfia, Pensylwania, 23 października 1909

      Pani Beatrice Griffs

      Droga Siostro w Panu!

      Twój tchnący tak bardzo duchem Mistrza list otrzymałem blisko tydzień temu. Śpieszę więc, by odpowiedzieć, prosząc drogiego Ojca w niebie, żeby mnie wsparł w wypowiadaniu tego, czego najbardziej pragniesz się dowiedzieć, i żeby to było w zupełności ku Jego chwale.

      Ogromnie się cieszę, droga Siostro, z wielu dowodów, jakich dostarcza Twój list na to, że tak gruntownie nauczyłaś się lekcji poddania Bożej woli. Jest bardzo wielu takich, nawet pośród dzieci Bożych, którzy uznają, że Pan może napędzać wszechświat, inspirować Biblię, zawiesić słońce, księżyc i gwiazdy na ich miejscach, stworzyć doskonałe ciało, nieskończenie lepsze, niż mogliby uczynić oni sami, ale jakimś sposobem reprezentują myśl, że potrafią uporać się ze swoimi doświadczeniami znacznie lepiej, niż mógłby to zrobić Pan. Nie wyrażają tego tak dosłownie, ale do tego sprowadza się ich postawa.

      Ludzie są tak bardzo skłonni krytykować dzieło Wszechmogącego. Naukowiec opowiada, w jaki sposób ludzkie ciało mogłoby się obejść bez takiego czy innego organu. Teolog myśli, że nie potrzebujemy w Biblii Księgi Jonasza, że bez niej Słowo Boże byłoby lepsze. Zaś chrześcijanin wierzy, że niepotrzebne nam jest to bolesne doświadczenie czy tamta uciążliwa próba.

      W każdym z tych trzech przypadków manifestuje się to samo: brak zaufania do Pańskiej mądrości. Z łatwością możemy zrozumieć, dlaczego naukowiec czy nieoświecony teolog nie posiadają niezbędnej wiary czy zaufania do Boga, ale dość trudno pojąć, dlaczego poświęcony chrześcijanin nie może uwierzyć, że „tym, którzy miłują Boga, wszystkie rzeczy dopomagają ku dobremu, to jest tym, którzy według postanowienia Bożego powołani są” [Rzym. 8:28].

      Ucieszyło mnie więc, gdy spostrzegłem, że Pańska łaska umożliwiła Ci osiągnięcie stanu, w którym nieszczęścia Twoje nie mogą przytłumić psalmu uwielbienia, jaki wznosi się z Twojego serca przed tron Ojca i ufam, że zawsze będzie On mógł Cię widzieć w takim nastawieniu, które może powiedzieć: »Niech się dzieje wola Twoja« – tak samo radośnie, gdy oznaczać ona będzie jakąś stratę, jak i wtedy, gdy będzie nią dodanie otuchy. Jeśli Ijob, dawno temu, posiadając znacznie mniej światła niż my, nie będąc spłodzonym z ducha świętego itp., potrafił okazać tyle ducha poddaństwa względem woli Bożej, to jakże pięknie powinien się on ujawniać w naszym życiu.

      Obyśmy mogli stale pamiętać, że najważniejsze dzisiaj nie jest to, jak wielu pozyskamy przez Ewangelię ani też ile osiągniemy spokoju i pociechy, ani nawet, jak znaczny możemy wywierać wpływ, lecz to, jak możemy przynieść najwięcej owoców ducha. „W tym będzie uwielbiony Ojciec mój, kiedy obfity owoc przyniesiecie” (Jan 15:8). „Ale owoc Ducha jest miłość..:” itd. (Gal. 5:22-23). Zatem jeśli żyjemy w zgodzie z tymi wersetami, z radością przyjmiemy dowolne doświadczenia, niezależnie od tego, jak będą gorzkie, bo pomoże nam to przynosić te owoce.

      Ktoś jednak zapyta: »Przynoszę te owoce, dlaczego więc Pan dopuszcza na mnie tak wiele problemów?«. „Każdą latorośl, która przynosi owoc, oczyszcza [czyści i przycinaj, aby obfitszy owoc przyniosła” (Jan 15:2). 0, jak znakomicie odpowiada to uczuciom naszych serc, gdyż nie zadowala nas przynoszenie niewielu owoców, bo chcemy przynosić coraz więcej i więcej, a i nawet wtedy pragniemy nadal wzrastać w rodzeniu owocu. Droga Siostro, modlę się, żeby Pan nadal dawał Ci takie doświadczenia, które Ci pomogą rozwinąć więcej owoców, tak byś przypatrując się swemu sercu, mogła cieszyć się, jeśli stwierdzisz pomnażanie w nim owocu.

      Z chrześcijańską miłością dla Ciebie i dla wszystkich drogich przyjaciół i w nadziei, że zawsze tak będzie – uniżony sługa Króla królów

      Benj. H. Barton

      3850 Girard Aye.