Oddawanie chwały
Konwencja Badaczy Pisma Świętego w Toronto, Ontario, Kanada, 20-27 lipca 1913.
Bardzo stosowne były w „dniu zjednoczenia” [motto dnia konwencji] liczne odniesienia, jakie czynili braterstwo, którzy mnie wyprzedzili w naszym zjednoczeniu z Chrystusem. Nasze rozważania również będą tego dotyczyć. Zwrócimy uwagę na słowa Psalmu 139:14,15 ,16: „Wysławiam cię dlatego, że się zdumiewam strasznym i dziwnym sprawom twoim, a dusza moja zna je wybornie. Nie zataiła się żadna kość moja przed tobą, chociażem był uczyniony w skrytości i misternie złożony w niskościach ziemi. Niedoskonały płód ciała mego widziały oczy twoje; w księgi twoje wszystkie członki moje wpisane Są dni, w których kształtowane były, gdy jeszcze żadnego z nich nie było”
Fragment ten stanowił osnowę bardzo wielu kazań. Zazwyczaj podkreślano, że psalmista odnosi się tutaj do wspaniałego ludzkiego ciała, cudownego organizmu i pięknej harmonii ujawniającej się w łącznym funkcj onowaniu jego poszczególnych części. Gdybyśmy wzięli pod uwagę niektóre stwierdzenia z tych wersetów, mogłyby one potwierdzić takie znaczenie. Gdy jest powiedziane: „Wysławiam cię dlatego, że się zdumiewam strasznym i dziwnym sprawom twoim” to z pewnością jest to prawdą w odniesieniu do ludzkiego ciała. Gdy psalmista mówi: „Zdumiewam się strasznym i dziwnym sprawom twoim, a dusza moja zna je wybornie” nie możemy mieć wątpliwości, że poprawne jest zastosowanie tego do ludzkiego ciała. Jednak uczymy się, że nie mamy prawa dokonywać żadnego odniesienia biblijnego wersetu, jeśli nie będzie się ono zgadzać nie tylko z wydzieloną częścią danego stwierdzenia, ale i z kontekstem, a gdy rozważymy kontekst tutaj, zadowala nas myśl, że nie można tu uczynić żadnego rozsądnego odniesienia do ludzkiego ciała.
Gdy czytamy: „Nie zataiła się żadna kość moja przed tobą, chociażem był uczyniony w skrytości, i misternie złożony w niskościach ziemi” jest to dość oczywiste, że ostatnia część wersetu nie dotyczy ludzkiego ciała, chyba że ktoś urodził się w kopalni. Gdy czytamy: „W księgi twoje wszystkie członki moje wpisane są, i dni, w których kształtowane były, gdy jeszcze żadnego z nich nie było” nie możemy sobie wyobrażać, że odnosi się to do ludzkiego ciała, że Bóg ma księgę, w której zapisał: dwoje oczu i dwoje uszu, osiem palców u rąk i dziesięć u nóg itp. Wydaje mi się, że istnieje jakieś głębsze, jakieś większe i ważniejsze znaczenie tych słów niż takowe.
Rozumiemy, że znaczenie tych wersetów da się uchwycić tylko wtedy, gdy zaczynamy pojmować co nieco odnośnie owego wspaniałego związku z Chrystusem. Nie zawsze mamy na myśli to samo, gdy mówimy o ciele Chrystusa. Czasem, mówiąc o ciele Chrystusa, mamy na myśli ludzki organizm, jaki Jezus posiadał, gdy przebywał na ziemi; ciało, które złożył dla nas na ofiarę; ciało, które uczynił ofiarą za grzech. Jest to jak najbardziej właściwe, gdy mówi się o ciele Chrystusa. Po drugie, używamy tego wyrażenia dla opisania chwalebnego ciała Jezusa, jakie posiada od swego zmartwychwstania, czyli Jego niebiańskiego, duchowego ciała, ciała, które pozwala Mu być wyobrażeniem postaci Ojca, boskiego ciała. Ponadto używamy tego określenia „Ciało Chrystusa” w sensie mistycznym, nie odnoszącym się do 6- zycznego ciała, jakie miał Jezus i jakie zostało ukrzyżowane na Kalwarii, ani do duchowego, niebiańskiego ciała, jakie posiada On od zmartwychwstania, lecz do tych, którzy w mistycznym, symbolicznym sensie są przedstawiani jako tworzący Jego „Ciało” ponieważ zrezygnowali z siebie, ze swojej woli, ze swego życia, dla Niego, pragnąc odtąd czynić to, czego On będzie od nich oczekiwał oraz być tym, czym On zechce, żeby byli.
Stwierdzamy, że myśl ta przewija się przez pisma Nowego Testamentu. Pamiętacie, jak przed swoim nawróceniem apostoł Paweł był w drodze do Damaszku, by prześladować tam chrześcijan i jak zajaśniało nad nim wspaniałe światło, jaśniejsze niż słońce w południe, a on sam usłyszał głos mówiący: „Saulu, Saulu, dlaczego mnie prześladuj esz?” Pamiętacie, że Saul zawołał: „Kim jesteś, Panie?” Padła odpowiedź: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” Pamiętamy również słowa Apostoła: „Panie! co chcesz, abym ja uczynił?” Apostoł mógłby odpowiedzieć na przykład tak: »Panie Jezu, to dla mnie zaskoczenie. Słyszałem, że zostałeś ukrzyżowany i pochowany, i że Twoi uczniowie opowiadali historię, że zmartwychwstałeś, oświadczając, że wstępujesz na stanowisko po prawicy Niebiańskiego Ojca. Sądziłem, że to jakaś pomyłka, a oni to oszuści. Cieszę się, że Cię poznaję jako mego Mistrza, ale, o Panie, jest coś dziwnego w tej uwadze, jaką uczyniłeś, mówiąc: „Dlaczego mnie prześladujesz?” Jezu, ja Cię nigdy nie prześladowałem. Wiesz, że gdy byłeś na ziemi, nigdy Cię nie tknąłem, żeby Cię skrzywdzić. Prawdą jest, że po twoim zmartwychwstaniu prześladowałem niektórych wyznawców Twojego imienia, tych, którzy głoszą Twoje nauki, ale, Jezu, nigdy nie prześladowałem Ciebie – przecież o to mnie oskarżasz«.
Mogę sobie wyobrazić, że na takie stwierdzenie Saula Jezus odpowiedział: »Czyż nie wiesz, Saulu, że każdy, kto mnie przyjmuje jako swego Pana i Głowę, ci, którzy są gotowi kroczyć moimi śladami, są częścią mnie? Czy nie wiedziałeś, że odkąd zrezygnowali oni ze swojej woli, ze swego życia, swoich przywilejów, zostali przyswojeni jako część mnie i ktokolwiek ich prześladuje, prześladuje mnie? Saulu, to nie Szczepana i innych uczniów prześladowałeś, lecz mnie«. Po części taka sama myśl została wyrażona przez Jezusa przy innej okazji, gdy rzekł: „Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje” [Mat. 10:40].
Wydaje się, drodzy przyjaciele, że moc tego oświadczenia Jezusa nigdy nie opuściła apostoła Pawła, a jego pisma przesiąknięte są ideą jedności wierzących z wielkim Panem i Mistrzem. Apostoł stwierdza: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” [Gal. 2:20 BT], co oznacza, że wierzący stają się częścią Chrystusa i działa w nich duch Mistrza. Owa myśl jest szczegółowo wyrażona przez Apostoła w 1 Kor. 12. Odnosi się on tam do Chrystusa jako do głowy, a do Kościoła jako członków Jego ciała; gdzie indziej mówi, że Chrystus jest głową Kościoła, który jest Jego ciałem. I znowu: „Wy zaś jesteście ciałem Chrystusowym, a z osobna członkami” [1 Kor. 12:27 NB]. We wspomnianym 1 Kor. 12 Apostoł stara się poprzez różne porównania i obrazy wyrazić tę ideę, że Chrystus jest głową, a Kościół Jego ciałem.
Rozumiem chyba, dlaczego Apostoł zmienił swe imię z Saula na Pawła. Gdy w języku hebrajskim mowa jest o pierwszej literze w imieniu lub słowie, nazywa się ją „głową Gdy więc w 1 Księdze Mojżeszowej czytamy, że na początku stworzył Bóg niebo i ziemię, na określenie początku użyto słowa, które znaczy również „głowa Zatem litera „S” na początku imienia Saula była rzeczywiście „głową” jego imienia. Krótko po swoim nawróceniu odciął on owo „s” i wstawił na to miejsce „P”. Jaki był jego cel? Przypuszczam, że Apostoł chciał pokazać, iż ma nową głowę. Wyobrażam sobie jego spotkanie z dawnym znajomym, który mówi: »Jak się masz, Saulu, miło cię widzieć. Minęło sporo czasu od naszego spotkania«. Odpowiedź byłaby zaś taka: »Nie jestem Saul, lecz Paweł«. »A cóż to, czyż nie jesteś człowiekiem, który mieszkał w Tarsie?« »Tak, to ja.« »Ale czy nie nazywałeś się wtedy Saul?« »Tak, ale teraz jestem Paweł.« »Co sprawiło, że wstawiłeś nową „głowę” do twojego imienia?« Domyślamy się, że mógł on odpowiedzieć: »Nie mam tej samej głowy co kiedyś. Kiedyś miałem swoją własną głowę, własne pragnienia, ambicje i oczekiwania, ale wszystko się zmieniło. Jezus Chrystus jest moją głową i On jest tym, na którego patrzę jako członek Jego ciała, co wskazuje, że mam nową głowę przed moim imieniem«.
Taka jest zatem myśl, którą znajdujemy w wielu stwierdzeniach Nowego Testamentu. Na przykład w Obj. 20:4 (BT) czytamy: „I ujrzałem dusze ściętych dla świadectwa Jezusa i dla Słowa Bożego” Czy jest tu mowa o rzeczywistym ścięciu? Nie sądzimy. Gdyby tak było, Szczepan, zacny chrześcijański męczennik, nie znalazłby się w tej klasie, jak i inni, którzy nie zostali naprawdę ścięci. Nie dotyczyłoby to Jana i Piotra. W rzeczywistości tylko o dwóch apostołach wiadomo, że zostali ścięci, a mianowicie o Janie i Pawle. Z pewnością owe stwierdzenie Objawiciela nie oznacza, że wszyscy inni, z wyjątkiem Pawła i Jana, są pominięci. Nie uważamy, że odnosi się ono do literalnego odcięcia głowy od ciała wskutek przemocy, lecz jest to nawiązanie do tych, którzy w sensie obrazowym sami pozbawili się głów, rezygnując ze swoich własnych, a przyjmując Jezusa za swoją głowę, nową głowę, wspaniałą głowę. To tacy mają królować z Chrystusem, gdy przyjdzie właściwy czas. W Efez. 3:3-4 (NB) związek ów określany jest jako tajemnica: „Że przez objawienie została mi odsłonięta tajemnica, jak to powyżej krótko opisałem. Czytając to, możecie zrozumieć moje pojmowanie tajemnicy Chrystusowej”: Odnosi się on tutaj do określonej tajemnicy związanej z Chrystusem i chce, żeby poznano przyczynę, dlaczego ma on zrozumienie tej tajemnicy – ponieważ Bóg udzielił mu specjalnych i cudownych objawień odnośnie tej kwestii. Zaczęły się one, gdy Jezus zatrzymał go na drodze do Damaszku, wykazując, że w innych wiekach sprawa ta nie była wiadoma, tak jak potem została przez ducha objawiona Jego świętym apostołom i prorokom. W innych wiekach ludzie wiedzieli nieco o przyjściu Mesjasza, ale nie rozumieli tej kwestii, czyli tego, że ci, którzy pójdą śladem Jezusa, będą mieć społeczność w tym Chrystusie. W innych wiekach nie było wiadome, że poganie mają być współdziedzicami i członkami tego samego Ciała oraz uczestnikami Jego obietnicy w Chrystusie przez Ewangelię. Przechodząc do wersetu dziewiątego, czytamy: „A iżbym objaśnił wszystkim, jaka by była społeczność onej tajemnicy zakrytej od wieków w Bogu”: Oto ta wielka tajemnica, która nie była wiadoma wielu wyznawcom imienia Chrystusa. Niektórzy nam mówią, że nie ma w Biblii tajemnic. Ci, którzy tak twierdzą, nigdy nie badali Biblii zbyt poważnie i dokładnie, albo mieli powody, by tego nie robić. Biblia pełna jest zagadnień związanych z tą tajemnicą.
W następnym rozdziale, Efez. 2:15, Apostoł mówi nam, że Chrystus zamierzył „dwóch stworzyć w samym sobie w jednego nowego człowieka, czyniąc pokój”: Chrystus miał stworzyć w sobie nowego człowieka. Jak należy to rozumieć? Jest pewna szczególna rzecz związana z tym nowym człowiekiem. Miał to być nowy rodzaj człowieka; człowieka stworzonego z wielu jednostek. „Dwóch” odnosi się do dwóch klas – a mianowicie do tych naśladowców Jezusa, którzy pochodzili z Żydów, i do drugiej klasy, czyli tych, którzy stali się Jego naśladowcami, będąc z pogan; i z tych dwóch uczyni On w sobie jednego nowego człowieka, sprawiając w ten sposób pokój. Chociaż jest tu mowa o jednej osobie, to jednak wiele pojedynczych osób skiada się na owego nowego człowieka. Jezus jest głową, a Kościół członkami ciała. Apostoł mówi o tym ponownie w Efez. 4:11-13: „I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego” (NB). Słowo [ang.] cedi fying” ma znaczenie wznoszenia”: Apostołowie byli ustanowieni po to, by tworzyć, wznosić Ciało Chrystusowe, a to trwało setki lat. „I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej” Nie chodzi o to, że każdy ma się stać doskonały, ale różni członkowie tej klasy mają się rozwijać, aż dojdą do jedności wiary, aż staną się mężem doskonałym i dorosną do wymiarów pełni Chrystusowej.
Załóżmy, że zobrazujemy to w następujący sposób: Wyobraźcie sobie wywyższoną, okazałą głowę, która przedstawia Pana Jezusa. Załóżmy, że bierzemy kawałek mięsa i umieszczamy go poniżej w miejscu szyi, potem kolejne kawałki z każdej strony, itak coraz więcej; do środka wkładamy kości, płuca, serce, naczynia krwionośne oraz mięśnie, aż otrzymujemy kompletnego człowieka. To jest prawdziwy obraz tego, jak tworzy się ów nowy człowiek, członek po członku. Taki obraz, przekazany nam przez Apostoła, to dzieło obejmujące całe tysiąc dziewięćset lat. Jakże stosowne jest, żeby głowa przedstawiała Jezusa. Następnie byli apostołowie, dalej Szczepan, Tytus i wszyscy inni dodawani do Ciała, aż kontynuując, dochodzimy prawie do jego skompletowania. Stopy są już prawie gotowe i cieszymy się, że znajdujemy się na dole, gdzie na swoim miejscu umieszczane są palce. Tym sposobem rozumiemy myśl wyrażoną przez Apostoła w Efez. 4:15 – żebyśmy „wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa” (NB).
Dowodzi to stosowności tego obrazu. Po pierwsze, uznajemy, że głowa jest nadrzędnym członkiem ciała. Kieruje ona ciałem, dyktując, co mają robić ręce i dokąd mają iść nogi. W Ciele Chrystusowym głową jest Jezus. Czy dotarłeś już do takiego punktu, że Pan Jezus kieruje i zarządza całym twoim życiem? Gdy słyszysz, że mówi: „Milujcie nieprzyjaciół” to czy kochasz swoich nieprzyjaciół najlepiej jak potrafisz, bo tak mówi Głowa? Gdy On stwierdza: „Aby o nikim źle nie mówili” [Tyt. 3:2 NBJ, to czy powstrzymujesz się od tego, bo tak mówi Głowa? Tym sposobem zyskujemy dowód, że jesteśmy członkami Kościoła, który jest Jego Ciałem. Jeśli jednak nie będziecie posłuszni woli Głowy, lecz powiecie: »Będę robił to, na co mam ochotę i nie dbam, jaka jest wola Chrystusa. Będę robił to, co przyniesie mi najwięcej pieniędzy lub zapewni mi największą przyjemność i uczyni moje życie najbardziej radosnym«, wówczas nie macie udziału w Ciele Chrystusowym. Jak bowiem członki ciała podporządkowane są głowie, tak i w tym mistycznym Ciele członkowie muszą być poddani swojej Głowie.
Każda część naszego ciała ma swoje określone miejsce i zadanie, jak ukazuje to Apostoł w 1Kor. 12. Ręce wykonują właściwą sobie pracę, nogi mają swoje zadania do wykonania, jak i każdy z pozostałych członków, i tak samo jest w Ciele Chrystusowym. Nie ma dwóch członków w ludzkim ciele, które znajdowałyby się dokładnie w tym samym miejscu ani żadne dwa członki nie są dokładnie jednakowe pod względem możliwości i wydolności wykonania jakiejś określonej funkcji. Tak też jest i w Ciele Chrystusa. Apostoł stwierdza: „Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami” [1 Kor. 12:27 BT]. Ty jesteś szczególnym członkiem, zajmującym określone miejsce, natomiast ja zajmuję inne. Pismo Święte oznajmia, że Bóg umieścił członki w ciele tak, jak chciał. Gdyby Bóg umieścił członki w ciele tak, jak podobałoby się członkom, a nie tak, jak podoba się Jemu, w ogóle nie powstałoby ciało, tylko jedne wielkie usta przyczepione do głowy. Cieszymy się, że Pan ułożył członki w ciele tak, jak wydaje się być najlepiej. Nie wszyscy jesteśmy ustami, ale każdy ma odpowiednie miejsce.
Dostrzegamy tutaj jeszcze inną lekcję. W ludzkim ciele jest niemożliwe, by członki słuchały głowy w sposób doskonały, ale głowa zawsze jest gotowa mieć wzgląd dla ich niedociągnięć i braków. Czasem musimy zaadresować do kogoś list. Głowa mówi ręce: »Weź pióro i napisz adres jasno i czytelnie, tak żeby listonosz mógł go bez trudu odczytać«. Ręka chwyta za pióro i próbuje napisać najlepiej jak potrafi, ale na koniec nie da się tego prawie odczytać. Czy głowa powie wtedy: »Te palce budzą moją odrazę; jestem skłonna je odciąć?«. Nie, wybacza im, gdyż palce chciały napisać dokładnie tak, jak pragnęła głowa. Czasami na błotnistej drodze głowa powie nogom: »Przejdźcie po tym suchym miejscu«, ale stopa już wdepnęła w najgłębsze błoto. Czy głowa stwierdzi: »Wezmę kija i wychłostam tę stopę?«. Nie, stopa ta nie chciała wejść w błoto i starała się postąpić tak, jak nakazała głowa. Cieszymy się, że i my mamy tak wspaniałą Głowę, naszego drogiego Odkupiciela; cieszymy się, że On zna nasze słabości i jest skłonny okazywać wzgląd dla naszych niedostatków.
Inna kwestia: w naturalnym ciele wszystkie członki łączą się razem w ten sposób, by trzymać głowę tak, aby każdy mógł ją widzieć. Nie chcemy, żeby jakiś członek wywyższał się ponad głowę. Co byście pomyśleli, gdybyście ujrzeli człowieka próbującego trzymać stopy ponad głową? Tak i w Ciele Chrystusowym. Apostoł nawiązuje do tego, gdy mówi, że niektórzy nie trzymają się głowy, pokazując, że nie mają względem niej należytego stosunku.
Przypominam też, że w naturalnym ciele nie ma porównania między członkami a głową. Ani stopy, ani dłonie, ani żaden inny członek nie może się równać z głową. Nie ma na ziemi człowieka znającego się na sztuce, żeby choć przez moment uważał za kwestię dyskusyjną to, który członek ciała jest najpiękniejszy. Tak samo i w Ciele Chrystusa. Jakże lubimy patrzeć na Tego najbardziej uroczego, najgłówniejszego spomiędzy dziesiątek tysięcy w Kościele! Nie ma porównania między Nim a resztą Ciała. Bóg Go wywyższył ponad Jego członków.
Drodzy przyjaciele, pamiętamy również o tym, że w pewnym sensie całe ciało jest sądzone przez głowę. Gdy spotykasz człowieka, osądzasz go po głowie. Patrzysz na jego twarz i jeśli stwierdzasz, że ma ładną twarz; gdy jego głowa posiada oznaki inteligencji, mówisz: »Jaki uroczy człowiek; jaki musi mieć szlachetny, mądry i zacny charakter«. Nie osądzasz go po stopach. Gdybyś je zobaczył, byłyby może niekształtne i miały po sześć czy osiem odcisków. Ale Bóg to tak urządził, że patrzy na nas poprzez twarz Jezusa Chrystusa. Przyznajemy, że jest On cudowną głową i że jeśli Bóg widzi nas przez pryzmat głowy; otrzymuje dowód, że bylibyśmy pod każdym względem doskonali, gdyby nie niedoskonałości i słabości tego ciała, jakie mamy obecnie.
Zaczynamy dostrzegać, dlaczego Pan używa tego obrazu, dlaczego mówi o Chrystusie i o Kościele jako o złączonych razem w tej wspaniałej jedności – ponieważ stanowią oni Chrystusa. Powszechna jest myśl, że „Chrystus” odnosi się jedynie do Pana Jezusa. Prawdą jest, że Jezus był Chrystusem, czyli pomazańcem. To Jego Ojciec pomazał duchem świętym w tak wspaniały sposób tysiąc dziewięćset lat temu. To Jego Ojciec wykorzystał w przeszłości tak wspaniale w dziele stworzenia wszystkich rzeL czy, a jeszcze wspanialej zaplanował wykorzystać Go w przyszłości. Gdy uważnie badamy Biblię, zauważamy, że słowo „Chrystus” czasem odnosi się do Jezusa jako osoby, ale są też inne przypadki – gdy odnosi się do tego człowieka złożonego z wielu członków, dla których Jezus jest głową. Stwierdzamy, że gdy Biblia używa wyrażenia „Jezus Chrystus”, podkreśla, że chodzi o Jezusa jako osobę, ale tam, gdzie użyte jest tylko określenie „Chrystus”, często oznacza to grono, nad którym Chrystus jest głową. Uważamy, że są miejsca, gdzie słowo „Chrystus” pojawia się bez „Jezus” i tam chodzi o jednostkę, ale znajdziemy też całkiem sporo fragmentów, gdzie Chrystus pojawia się bez imienia „Jezus” i odnosi się nie do samego Jezusa, lecz do owej grupy. Na przykład w Kol. 1:24 Apostoł podkreśla, że mamy dopełniać ostatków ucisków Chrystusowych za Jego Ciało. Ktoś zapyta, co by to miało znaczyć? Słowo oddane tutaj jako „ostatek” [NB niedostateki oznacza, że czegoś brakuje, coś jest niedokładne, niekompletne. To tak, jakby Apostoł mówił: »Braterstwo, jest coś nieukończonego w cierpieniach Chrystusa, co my musimy uzupełnić«. Czy oznaczałoby to niedostatek w cierpieniach Jezusa Chrystusa? Nie, nie było żadnego niedostatku w cierpieniach Jezusa Chrystusa, gdyż On dokończył swego dzieła, jakie Ojciec Mu powierzył i wycierpiał wszystko, co miał wycierpieć. O jaki zatem niedostatek chodzi? Gdy sięgniemy do proroctw Starego Testamentu, znajdziemy odniesienia do cierpień Mesjasza, Chrystusa, które nie wypełniły się w Jezusie. Znajdujemy całkiem sporo proroczych stwierdzeń, których żadną miarą nie da się zastosować do Jezusa.
Gdy Zbawiciel zakończył swą ziemską wędrówkę śmiercią na krzyżu, pozostała pewna część cierpień Chrystusowych. Jak to możliwe? Proroctwa Starego Testamentu zapowiadały nie tylko to, co Jezus miał uczynić, ale też Chrystus – Jezus i członkowie Jego Ciała. Jezus wiernie wypełnił to, co On jako jednostka miał wycierpieć; wytrwał w tym, w czym miał wytrwać; nie brakowało zupełnie niczego. Natomiast brakowało czegoś, co prorocy napisali odnośnie cierpień Chrystusa i to jest owa część, którą Kościół, Ciało Chrystusowe ma dozwolone wypełnić, aby ostatecznie jego członkowie mogli być uwielbieni razem z Nim. Widzimy więc, że to słowo „Chrystus” ma przepiękne znaczenie.
Popatrzmy na to z innego punktu widzenia. W Starym Testamencie znajdujemy różne postaci symbolizujące Chrystusa. Są to: Józef, Mojżesz, Aaron i Dawid – wszyscy byli obrazem na Chrystusa. Myśl tę podzielają chrześcijanie wszystkich ugrupowań. Nie napotkaliśmy żadnego komentarza – czy to metodystów lub prezbiterian, baptystów czy luteranów – żeby nie prezentował poglądu, iż Aaron obrazował Chrystusa. Zwróćmy uwagę na Psalm 133:1-2: „Oto jako rzecz dobra ijako wdzięczna, gdy bracia zgodnie mieszkają. Jest jako olejek najwyborniejszy wylany na głowę, ściekający na brodę, na brodę Aaronową, ściekający aż i na podołek szat jego” Kim są owi bracia, którzy mają zgodnie mieszkać? To naśladowcy Pana Jezusa. Bracia ci lubią śpiewać: „Połączmy serca wraz, (…) bo miłość bratnia wzmacnia nas” [HoD, PBT 23]. Stwierdzamy, że zgody nie ma nigdzie indziej, jak tylko pomiędzy owymi naśladowcami Pana Jezusa. Pomiędzy nimi zawsze panuje zgoda. Nie zawsze była ona widoczna ze względu na ich otoczenie. Panowała jedność między Marcinem Lutrem a Johnem Wesley”em, nawet jeśli dzieliły ich setki lat. Ich życiowe okoliczności były odmienne, ale gdy czytamy o życiu ich obu, przekonujemy się, że posiadali tego samego ducha uwielbienia dla Ojca, jakiego miały dzieci Boże w czasach apostolskich i jakiego dzieci Boże muszą mieć również dzisiaj. To tacy ludzie są braćmi, którzy zgodnie mieszkają.
Jedność to bardzo wyraziste określenie. Istnieje wiele terminów opisujących relacje, ale żaden nie jest tak mocny w wymowie. Czasem używamy pojęć: „jednolitość „harmonii lub „współpraca”, ale „jedność” jest silniejsza niż tamte. Można by mieć oddział wojska maszerujący drogą, ubrany w takie same mundury, kroczący w jednakowym rytmie, tak samo trzymający swoje karabiny i znakomicie prezentujący jednolitość, ale niekoniecznie będący w jedności. Może jakiś żołnierz z szeregu tak bardzo nienawidzi maszerującego obok niego kamrata, że najchętniej by go zastrzelił, gdyby miał okazję. Oto zespół muzyczny – wszyscy grają to samo, każdy wykonuje swoją partię w odpowiednim czasie, tworząc wspaniale brzmiącą harmonię! Ale to nie jest jedność. Możliwe, że gdybyśmy to mogli wiedzieć, okazałoby się, że jeden z muzyków pragnie skończyć granie, żeby iść do baru i napić się whisky, gdy tymczasem innemu spieszno jest do końca, bo chciałby iść do domu i czytać Biblię.
Nie ma zbytniej jednolitości pośród członków ludzkiego ciała, ale wszystkie znajdują się w doskonałej harmonii, działając razem aż do samego końca. Podobnie jest w Ciele Chrystusowym. Istnieje tam jedność, która łączy wszystkich, jak nie łączy nic na tej ziemi i do takiej jedności nawiązuje psalmista, gdy stwierdza: „Oto jako rzecz dobra i jako wdzięczna, gdy bracia zgodnie mieszkają. Jest jako olejek najwyborniejszy wylany na głowę, ściekający na brodę [i dla pewności, żeby nie ominąć istotnego punktu, dodaje, że ścieka aż na brodę], na brodę Aaronową, ściekający aż i na podołek szat jego” Aaron jest obrazem tych wszystkich braterstwa, którzy zgodnie mieszkają. Nie jest on obrazem Jezusa, lecz tych braterstwa, którzy mieszkają razem w jedności.
Zapytacie: »Gdzie w tym obrazie widzisz Chrystusa?«. Gdy olej został wylany na Aarona, wylany był na jego głowę. Obrazowało to akt, jaki dokonał się w Jordanie, gdy duch święty zstąpił na Jezusa, który miał być głową Ciała Chrystusa. W ciągu trzech i pół roku duch spływał po głowie, naszym Odkupicielu. Czas, gdy olej świętego pomazania ściekał po brodzie Aarona, przedstawia okres od Kalwarii do Pięćdziesiątnicy. Wpływ ducha świętego był ukryty. Kiedy olej spłynął po brodzie na szyję, obrazowało to manifestację ducha w dniu Zielonych Swiątek. Spływał dalej po członkach Ciała przez tysiąc dziewięćset lat i będzie to trwało, aż dosięgnie podołka, czyli ostatnich członków. Wtedy nadejdzie czas wylania ducha na wszelkie ciało.
Zasugerowane jest to w następnym wersecie, który głosi, że po tym, jak olej dosięgnął podołka, stał się jak rosa Hermonu, jak rosa, która zstępuje na góry Syjonu, albowiem tam daje Pan błogosławieństwo i żywot aż na wieki. Gdy olej dosięgnie podołka szat, zacznie ściekać na ziemię (ludzkość) jak wspaniała, pachnąca rosa. Po krótkiej przerwie ucisku ów święty wpływ zacznie być wylewany na wszelkie ciało i dla tych, którzy skorzystają ze sposobności, będzie to oznaczać życie aż na wieki.
Meichizedek również był obrazem na Chrystusa, Głowę i Ciało, będąc i królem, i kapłanem. W 1Piotra 2:9 Apostoł mówi: „Jesteście królewskim kapłaństwem” Przyznajemy, że nie ma w Biblii innego obrazu na królewskie kapłaństwo oprócz Meichisedeka i że obraz ten dany był po to, żebyśmy mogli uzyskać lepsze pojęcie Chrystusa, nie tylko Jezusa jako jednostkowego Chrystusa, ale idei zbiorowego Chrystusa, złożonego z wielu członków, aby służył jako Król i Kapłan.
Czasem myślę, że to właśnie skłoniło Jana Chrzciciela do pytania, jakie przesłał Jezusowi z więzienia. On wiedział, że Jezus był właśnie tym Jedynym, którego obiecał Bóg. Widział ducha świętego, który zstąpił w postaci gołębicy i słyszał głos z nieba poświadczający ten fakt. Posiadał bezwarunkową ufność i wiarę w Jezusa, a mimo to posłał uczniów z zapytaniem: „Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też mamy oczekiwać innego?” [Mat. 11:3 NB]. Czy z tego wynika, że wiara Jana była chwiejna? Myślimy, że nie. Jak można to więc rozumieć? Po tym, jak Jan został wtrącony do więzienia, zaczął rozmyślać o proroczych stwierdzeniach dotyczących Chrystusa i zauważać, że jest jakaś mnogość związana z Chrystusem; dziwił się, jak to może być. Czy było więcej Chrystusów niż jeden? Z niektórych miejsc Pism Swiętego wynikało, jakoby było ich więcej niż jeden, dlatego posłał on do Jezusa, by spytać: „Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też mamy oczekiwać innego?” W tamtym czasie Jezus nie próbował tego w pełni wyjaśniać, gdyż było niemożliwe, żeby Jan pojął tę sprawę. Podchodził on do tej kwestii bardzo prosto. Osobiście nie uważam, że po stronie Jana wystąpiło jakiekolwiek zachwianie wiary.
Czytamy w Piśmie Swiętym, że Jego imię będzie napisane na Jego naśladowcach. Jego imię to Chrystus i ich imię również będzie Chrystus. Jeśli Jezus, Głowa, jest Chrystusem, Ciało również będzie Chrystusem. Przypuśćmy, że zostaniemy zapytani: »Kim jest tamten człowiek?«. Ktoś odpowie: »Jego głowa to John Smith, ale jego ciało to Wiliam Jones«. Jeśli głowa to John Smith, to ciało również. Jeśli Oblubieniec jest Chrystusem, to Oblubienica także będzie Chrystusem.
Ale, zapyta ktoś, czy nie jest to umniejszeniem dla Chrystusa głosić, że Jezus nie będzie Chrystusem sam, lecz że ma być Chrystus jako zbiorowość? Nie, jest dokładnie odwrotnie. Im wyżej może On wydźwignąć swoich naśladowców, tym wspanialsze rezultaty mogą oni dzięki Niemu osiągnąć, tym znamienitsze będą moc i wpływ Jego działalności. Wydaje się dziwne, że tak wielu ma takie małe zaufanie do mocy Jezusowej ofiary, nie widząc, że jest ona wystarczająca, by dokonać wywyższenia Kościoła.
Wiele rzeczy, które głosili prorocy odnośnie tego, co zrobi Chrystus, nie zostało uczynionych, gdyż Chrystus nie przyszedł w pełni. Są to sprawy, które czekają na owego wielkiego, zbiorowego Chrystusa, tego Chrystusa, którego Głową jest Jezus. Znajdujemy w Starym Testamencie stwierdzenia, które nie mają zastosowania do Pana Jezusa, lecz mówią o Chrystusie. Gdyby tak nie było, wówczas w myśl Biblii Pan Jezus byłby grzesznikiem. Mamy tego przykład w Psalmie 69. To, że psalm ten odnosi się do Niego, jasno wynika z wersetu 22, gdzie czytamy: „Dodali żółci do pokarmu mego, a w pragnieniu moim napoili mnie octem” [Psalm 69:22 NB]. Wiemy, że wypełniło się to na naszym Odkupicielu. Ten sam prorok stwierdza w wersecie szóstym: „Boże, Ty znasz moją głupotę i występki moje nie są zakryte przed Tobą” [Psalm 69:6 BTJ. Czy Jezus miał jakieś grzechy lub głupotę? Ja mówię: Nie! On był święty, niewinny, niepokalany i odłączony od grzeszników.
A jednak tutaj Chrystus ma jakąś głupotę i wyznaje grzech. Jak możemy to ocenić? Wiele z takich proroczych wypowiedzi stanowi przedmiot znacznego zakłopotania u ludzi, których teraz często się spotyka. Było to prawdziwe stwierdzenie o Chrystusie, ale nie o tym jednostkowym Chrystusie.
Dla zobrazowania tego załóżmy, że widzę człowieka idącego ulicą i opowiadam wam o tym. Mówię: »Spotkałem pana takiego a takiego. Tak dobrze wyglądał. Wydawał się promieniować jakąś taką piękną barwą, wyglądał świeżo, nie tak jak kiedyś. Miał na sobie ładny, jasny surdut i parę nowiutkich jasnobrązowych butów«. Mówiłem o kimś, ale określenia te dotyczyły różnych części tego człowieka. Gdy mówiłem o pięknej barwie, nie miałem na myśli jego butów, lecz jego twarz. Gdy mówiłem o jasnobrązowych butach, nie myślałem, że ma je na uszach, lecz na stopach. Wszystko odnosiło się do tego człowieka, tylko że do różnych jego członów. Tak jest i w przypadku proroczego zapisu o Chrystusie. Gdy prorok mówi o żółci i occie, odnosi się do Jezusa, gdy zaś nawiązuje do głupoty i występków, ma na myśli członków Ciała, a nie Głowę.
Również we fragmencie, który obraliśmy jako nasz tekst, widzimy, że wspomniane tam „dokładne poznanie” odnosi się do tego zbiorowego Chrystusa. Gdy czytamy: „Wysławiam cię dlatego, że się zdumiewam strasznym i dziwnym sprawom twoim” uznajemy, że żadna klasa nie potrafi tak wysławiać Boga, jak czynił to Jezus i ci, którzy Go naśladują. Chwalić nie tylko ustami w niedzielę, ale swymi słowami, broszurami, całym swym jestestwem we wszystkich szczegółach swego życia. „Wysławiam cię” stało się ich odczuciem od chwili, gdy Jezus wszedł do wód Jordanu, i trwa aż dotąd. Idea bycia cudownie stworzonym odnosi się do tego wspaniałego Ciała Chrystusa. Troski, prześladowania i trudy, przez jakie przechodzą, niezrozumienie, jakie muszą znosić – jakże zdumiewająca jest droga rozwoju tego nowego człowieka! Jak wspaniale Bóg kieruje wszystkimi sprawami, jak cudownie sprawił, by, biorąc pod uwagę owe grono, chwalił Go gniew człowieka! Jak cudownie wykorzystał nawet katastrofalne wierzenia do tego, by wspomogły członków tego Ciała Chrystusa! „Zdumiewam się strasznym i dziwnym sprawom twoim, a dusza moja zna je wybornie”
„Nie zataiła się żadna kość moja przed tobą, chociażem był uczyniony w skrytości, i misternie złożony w niskościach ziemi” Dzieło tworzenia tego nowego człowieka postępuje od dziewiętnastu stuleci, ale w ukryciu. Świat dowiaduje się o wielkich wydarzeniach historycznych, o sprawach politycznych i finansowych; wie o wspaniałym postępie w dziedzinie nauki i rolnictwa, o zjawiskach astronomicznych. Nie wie jednak nic o najwspanialszej rzeczy, jaka kiedykolwiek miała miejsce. Są tacy, co zwą się chrześcijanami, a nie wiedzą, że niektórzy są gotowi złożyć swe życie w ofierze, aby uzyskać członkostwo w Ciele Chrystusowym. Większość tych, którzy wyznają imię Odkupiciela, postrzega to jako czystą głupotę. Wierzymy, że każde prawdziwe dziecko Boże w ciągu Wieku Ewangelii miało pewne pojęcie o tej tajemnicy, chociaż wielu nie widzi jej wyraźnie. Przypomina mi się pewien duchowny z Anglii, który przed paroma laty stwierdził, iż zgodnie z Biblią jest coś cudownego w tym związku Chrystusa z Kościołem, ale on nie urnie tego objaśnić.
Natomiast psalmista kontynuuje: „Nie zataiła się żadna kość moja przed tobą, chociażem był uczyniony w skrytości” mając na myśli, że kości oznaczają naśladowców Odkupiciela i że jak dotąd było to zakryte przed światem. „Misternie złożony w niskościach ziemi” Bóg nie uformuje tego wspaniałego Ciała z tych, którzy stoją najwyżej na tej ziemi, spośród królów i książąt, wielkich finansistów, tych bogatych czy liczących się w polityce i wpływowych, lecz z tych, którzy znajdują się w najniższych partiach ziemi – spośród skromnych i biednych, jak oświadcza Apostoł: „Niewielu jest między wami mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu wysokiego rodu” [1Kor. 1:26 NB], powołanych do współdziedzictwa z Chrystusem. Przekonacie się, że cała ta klasa jest mniej lub bardziej pogardzana i krytykowana; okazywana jest wobec nich nienawiść, jak zapowiedział Odkupiciel: „Nie dziwcie się, bracia, jeżeli was świat nienawidzi”; „mnie wpierw niż was znienawidził” [1Jana 3:13; Jan 15:18 NB].
„W księgi twoje [zapisane w Barankowej księdze wszystkich członków tego cudownego Ciała] wszystkie członki moje wpisane są, i dni, w których kształtowane były, gdy jeszcze żadnego z nich nie było”. Zanim ktoś został zaproszony, aby się stać członkiem tego Ciała, Bóg zaplanował tę klasę w swym wspaniałym planie. Gdy pomyślimy, że i wy, i ja mamy dozwolone, by wejść w skład tego Ciała, stanowi to odświeżenie dla naszych serc. Ufamy, że ta konwencja, jak i wszystkie inne konwencje, które są organizowane, będą mieć swój wkład w przygotowanie nas na nasze miejsce członków tego chwalebnego Ciała.
Convention Report