Poradnik duchowego zdrowia – Wielki Lekarz

Wygłoszono w domu br. Bartona przy Park Sąuare 7, Boston, Mass., w niedzielę wieczorem, 2 grudnia 1906.

Przekonaliśmy się, że wiele chorób ciała ma swoje przełożenie na stan zdrowia psychicznego, a badanie i porównanie tych chorób ciała i du­cha może nam pomóc w lepszej analizie naszego duchowego stanu, aby odkryć problem, a następnie go leczyć. Najpierw zastanówmy się, jakie są środki zaradcze dla naszego zdrowia; od razu stwierdzamy, że aby utrzymać nasze fizyczne zdrowie, potrzebna jest wiedza. Nie możemy jeść, co popad­nie, nie pamiętać o odpoczynku, ćwiczeniach i higienie, a potem oczekiwać dobrego zdrowia. Wiedza odnośnie tego, czego ciało potrzebuje i kiedy mu tego dostarczać, jest niezbędna dla naszego dobrego zdrowia. Podobnie też nie możemy lekceważyć naszego duchowego pożywienia, odpoczynku czy ćwiczenia, jeśli chcemy być zdrowi duchowo. Poznanie naszego duchowe­go stanu, świadomość, czego potrzebujemy i skąd to brać oraz stosowne dozowanie pokarmu, odpoczynku i ćwiczenia są konieczne dla naszego duchowego zdrowia.

Obecność Wielkiego Lekarza, nasze wizyty u Niego: Powinniśmy często do Niego chodzić, nie dla siebie, lecz dla innych. Gdyby z powodu choroby nasze dziecko było nieprzytomne, nie pomyślelibyśmy o tym, żeby czekać, aż samo odzyska przytomność i o posłaniu go dopiero wtedy do lekarza. Wezwalibyśmy lekarza tak szybko, jak to tylko możliwe. Podobnie też, gdy brat albo siostra mają jakąś duchową dolegliwość i tracą w niej świado­mość, nie powinniśmy czekać, aż dostrzegą swój błąd i pozwolić, by sami się za siebie modlili, lecz powinniśmy udać się za nimi przed tron łaski, by mogli otrzymać wsparcie Wielkiego Lekarza.

Dieta: Powinniśmy odpowiednio uregulować kwestię czytania. Jeśli ktoś wstaje rano i do śniadania sięga po gazetę, by czytać doniesienia o jakiejś próbie morderstwa, samobójstwa czy o społecznych skandalach, a do obia­du bierze jakąś powieść, zaś przy kolacji coś podobnego jak rano, to cóż w tym dziwnego, że ktoś taki jest chory duchowo. Nasz pokarm zawarty jest w Słowie Bożym w wielkiej obfitości i rozmaitości – wszystko, czego potrzebujemy (2 Tym. 3:16-17).

Czystość: Tak jak potrzebujemy częstych kąpieli, by utrzymać w czy­stości nasze ciało, i korzystamy z ciepłej wody, tak też powinniśmy się często obmywać w Bożym Słowie, abyśmy byli czyści duchowo („oczy­ściwszy omyciem wody przez słowo” – Efezj. 5:26); musimy używać ciepłej wody, to znaczy gorliwie i z determinacją podchodzić do oczyszcza­nia i studiowania.

Ćwiczenie: Tak jak naturalny pokarm i kąpiel nie utrzymałyby nas w zdrowiu bez ich praktykowania, tak i duchowy pokarm i oczyszczanie przez Słowo nie zapewnią nam duchowego zdrowia, jeśli nie będziemy się ćwiczyć i pracować dla Mistrza, przystępując z gorliwością i pełnym za­angażowaniem serca do dowolnej służby, jaką miałby On dla nas, będąc natychmiast gotowymi ją wykonać. Możemy uczyć się o cierpliwości, miło­ści i pokorze, ale nie możemy ich wyrobić, dopóki nie wyjdziemy i w Jego służbie kilkakrotnie naszej cierpliwości, miłości i pokory nie przetrenuje­my i nie przetestujemy.

Odpoczynek: Wiara daje odpoczynek i pokój. Musimy ufać Mu we wszystkich sprawach. Pan nigdy nie śpi. „Powieki jego badają ludzi” [Psalm 11:4]. Jak? Przypuśćmy, że jesteś właścicielem sklepu i podejrzewasz, że je­den ze sprzedawców, który zdawał się dobrze pracować, gdy byłeś w pobli­żu, był nieuważny i niedbały, gdy się oddalałeś. Pewnego dnia postanowiłeś go wypróbować. Udałeś się na tył sklepu, usiadłeś wygodnie i przymknąłeś powieki, jakbyś chciał się zdrzemnąć. Przypuśćmy, że po jakimś czasie pra­cownik, myśląc, że śpisz, zaprzestaje swojej pracy i relaksuje się przez pe­wien czas, nie zajmując się swymi obowiązkami. Przyłapałeś go i mówisz, że nie chcesz, aby taki niegodny zaufania sprzedawca dla ciebie pracował. Gdy spałeś, twoje powieki go badały, bo tylko udawałeś, że śpisz. Tak samo Ojciec Niebieski: często wydaje się, jakby pozbawiał nas swojej obecności, żeby spać; lecz w rzeczywistości On nigdy nie śpi, nic się przed Nim nie ukryje. Tak więc, nawet jeśli się wydaje, iż On nas opuścił i wygląda na to, że jesteśmy sami, wypróbowuje On tylko naszą wiarę, naszą cierpliwość, naszą wierność względem Niego. Wiemy, że On jest zawsze z nami, gdyż powiedział: „Nie zaniecham cię ani cię opuszczę” [Hebr. 13:5].

Radość: Jeśli ktokolwiek miałby się cieszyć, to powinien to być chrze­ścijanin, mamy bowiem nadzieje i obietnice, których nie ma świat. Bóg się o nas troszczy – dlaczego więc mielibyśmy się martwić? Kiedyś br. Bar-ton widział obraz złożony z dwóch części: na jednej połowie uwidoczniona była ogromna skała z napisem: „nasze strapienia”; poniżej skały, uginając się pod jej ciężarem, znajdowała się kobieta, której twarz przepełniona była udręką i cierpieniem. Na drugiej stronie obrazu znajdowała się ta sama ska­ła, ale kobieta stała na niej, a jej twarz była pogodna i szczęśliwa. Pod tymi dwoma obrazami umieszczone były słowa mające taki mniej więcej sens: Czy twoje życie jest szczęśliwe? To zależy od tego, czy twoje problemy są nad tobą, czy pod tobą. Gdzie są twoje problemy?

W jednej z pielgrzymich podróży br. Bartona przybył on do miasta, gdzie przyjaciele spotykali się raz w tygodniu na zebranie świadectw; jak dotąd, zebrania te były bardzo ceremonialne i smutne. Wszyscy przyjaciele opo­wiadali o swych kłopotach i troskach, płakano, szlochano itp. Jedna z sióstr miała męża, który w ogóle nie był zainteresowany i nie rościł sobie pre­tensji do bycia chrześcijaninem. Pewnego wieczora zdecydował się wziąć udział w zebraniu i wszyscy byli mocno zdziwieni. Zeznanie świadectw miało zwykły przebieg, niektórzy płakali i szlochali, było bardzo smutno. W przerwie człowiek ten wstał i powiedział: »Cieszę się, że jestem tu tego wieczoru. Moja żona często mówiła o „klasie wielkiego ucisku”, a ja nie mogłem zrozumieć, co ona ma na myśli. Cieszę się, że was spotkałem, bo to rzeczywiście musi być „klasa wielkiego ucisku”…« Przyjaciele zrozumieli aluzję i odtąd nie praktykowali już cierpiętniczych zebrań świadectw, lecz bardziej przyjemne, radośniejsze.

Tak więc, jeśli mamy problemy, wznośmy się wyżej i nie próbujmy opie­rać jednego końca naszego krzyża na ramionach braci, lecz wszelką troskę złóżmy na Pana, gdyż On ma pieczę o nas. Gdy mamy radości, mówmy im o nich, aby uczynić ich drogę lżejszą. Dobrze jest nosić brzemiona jedni drugim, zawsze być chętnym do pomocy, ale niekoniecznie zrzucajmy na­sze troski na innych. Bądźmy pomocnikami, a nie przeszkodą.

Troska i lekarstwo Wielkiego Lekarza: Sądzimy, że porada naszego ziemskiego lekarza jest najlepsza dla nas, o ileż więc bardziej powinniśmy ufać radom i opiece Wielkiego Lekarza. Przypuśćmy, że pewien człowiek ma kilka ran i idzie do lekarza, by mu je opatrzono. Lekarz mówi mu: »To jest poważne zranienie. Musi być wypalone, żeby nie powstało zakażenie krwi«. Człowiek ów odpowiada: »O! Nie! Doktorze, to będzie bolało, nie wytrzymam tego. Lepiej poczekam«. I tak, człowiek ten odchodzi, ma­jąc nadzieję, że rana zagoi się sama, ale jest coraz gorzej i w końcu do­chodzi do zakażenia, a rana staje się tak bolesna, że ostatecznie człowiek ten decyduje, że zniesie przypalenie, jeśli tylko rana się wówczas zagoi. Wraca zatem do lekarza i stwierdza: »Doktorze, myślę, że teraz może pan tę ranę wypalić«. Lekarz ogląda zranienie i mówi: »Mój drogi, na to jest już za późno. Wdało się zakażenie i straci pan swój palec«. »Nie! Dok­torze, nie mogę stracić palca, nie zniosę tego, nie!«. Lekarz ostrzega go przed konsekwencjami takiego postępowania, ale ów człowiek nie chce słuchać i odchodzi w nadziei, że z palcem będzie lepiej. Jest jednak go­rzej i znów wraca do doktora. »Doktorze, chcę, aby pan obciął mi palec«. Lekarz ogląda palec i mówi: »Czekałeś zbyt długo, trucizna przeszła dalej i będę musiał uciąć ci dłoń«. Człowiek wszakże nie chce stracić swej ręki. »Ależ to okropne nie mieć dłoni«, stwierdza. Odchodzi, ale niebawem znów wraca, bo nie może dłużej znieść bólu. Lekarz mówi jednak: »Jest za późno, trucizna dosięgła ramienia i stracisz całą rękę, i to absolutnie teraz, jeśli chcesz ocalić życie«.

Tak też jest i w sprawach ducha. Bóg zauważa, że niektórzy mają poważne rany, złe skłonności w jakimś określonym kierunku i czasem widzi, że nie­zbędne jest ich przypalenie, wypalenie śmiertelnego ciała poprzez bolesne, palące doświadczenia. Czasem ciało będzie krzyczeć: »Nie, nie wytrzymam tego, to za wiele, Panie, nie mogę« i odmawiamy leczenia. Jaki jest rezul­tat? Stan się pogarsza i Pan może uznać za konieczne odciąć zdrowie albo możliwości. Jeśli nie zostaniemy uleczeni, jeśli dobrowolnie nie poddamy się Jego opiece, nasz stan może osiągnąć taki punkt, że nasze duchowe ży­cie znajdzie się w niebezpieczeństwie, w niebezpieczeństwie wtórej śmierci. Leczmy zatem nasze duchowe rany i otarcia oraz poddawajmy się posłusz­nie Jego opiece, gdyż On nie chce zadawać nam niepotrzebnego bólu; Jego miłość jest na to zbyt wrażliwa.

Musimy również odpowiednio analizować nasze problemy, aby dostać właściwe lekarstwo z apteczki. Niektórzy z Pańskiego ludu otrzymują nie­kiedy złe lekarstwo na swoje choroby. Rozważcie przykład dwóch braci, z których pierwszy ma bardzo małe możliwości w pewnym zakresie; jest nieporadny w ciele i w mowie i gdy daje świadectwo, biedzi się ze słowa­mi, a powiedzenie czegokolwiek zabiera mu mnóstwo czasu. Drugi brat, dobrze wykształcony i co nieco nadwrażliwy, z dużą trudnością znosi tego pierwszego brata, mówiąc: »Chciałbym słuchać kogoś, kto wie, jak przema­wiać, a jeśli ktoś nie potrafi, to niech milczy«. Udaje się więc do Biblii, aby zobaczyć, co należy zrobić w takim przypadku i znajduje zapis: „Abyście się odłączyli od każdego brata nieporządnie chodzącego” (2 Tes. 3:6). »Oto, co zrobię. Nie będę się spotykał z tym prostackim bratem, nie chcę mieć z nim nic do czynienia«. Jaki jest problem? Wziął on złe lekarstwo, nie przemyślał dobrze swojego własnego stanu. Jego problemem jest pycha i na nią powi­nien szukać lekarstwa.

Przeanalizujmy teraz kilka symptomów choroby:

Język – Aby poznać stan pacjenta, lekarze często oglądają jego język. Ję­zyk jest również wskaźnikiem duchowego zdrowia. „Z obfitości serca usta mówią” (Mat. 12:34). Język jest wiernym sługą, ale surowym panem. Gdy stwierdzamy, że nasz język ma tendencję do wyrażania pychy, chełpliwości, nieokiełznania, to jest to wskazówką, że potrzebujemy mocniejszego lekar­stwa ze Słowa. „Ale jako ten, który was powołał, święty jest, i wy bądźcie świętymi we wszelkim obcowaniu” (1 Piotra 1:15).

Zmęczenie – Nie bądźcie znużeni czynieniem dobrze. Gdy widzimy dziecko, które cały czas wygląda na znużone i zmęczone, wiemy, że coś jest z nim nie tak. Nie chodzi tu o kwestię bycia znużonym spotykaniem się z przyjaciółmi, bo ktoś może przychodzić na zebranie, cieszyć się społecz­nością i śpiewem, a mimo to być znużonym czynieniem dobrze. Jak bardzo jesteśmy jednak chętni, by znajdować łaknące serca i im pomagać? Wiele można znaleźć także w słabszych braciach i siostrach, którym pomagając, pomagamy samym sobie.

Ból jest objawem choroby. Jeśli odczuwamy ból tylko wtedy, gdy popeł­nimy błąd, o którym dowiadują się inni, a nie wtedy, gdy błąd pozostaje ukryty, to jest to przejawem pychy.

Upodobanie do samotności – Nie opuszczajcie spotkań z przyjaciółmi. Gdy normalnie w życiu widzimy osobę, która nie lubi się spotykać z inny­mi, ale jest przygnębiona i woli być sama, twierdzimy, że coś jest z nią nie w porządku. Gdy nasz duchowy stan jest dobry, będziemy się z całego serca cieszyć spotkaniami z przyjaciółmi, aby pomagać innym i od innych przyj­mować pomoc dla siebie.

CHOROBY

Problemy ze wzrokiem – Dwie najczęstsze wady fizycznego wzroku to krótkowzroczność i dalekowzroczność. Cierpiący na krótkowzroczność widzą ostro tylko te rzeczy, które są blisko. Zaś w sensie duchowym krótko­wzroczność może dostrzegać jedynie aktualne, ziemskie radości i przyjem­ności, a nie widzi na tyle daleko, by wiarą dostrzegać, że są one przemijające i złudne, ani też nie może właściwie ocenić znaczenia obecnych pozornych korzyści wobec niezrównanych radości, jakie niesie przyszłość. Ludzie tacy nie mają dość wiary w spełnienie się Boskich obietnic. To o nich mamy wzmiankę w 2 Piotra 1:9. Jest to rodzaj ślepoty. Istnieje również duchowa dalekowzroczność, która widzi i myśli tylko o przyszłych radościach, a jest ślepa na obecne możliwości i duchowe przywileje. Namażmy nasze oczy naprawiającą wzrok maścią łagodności Wielkiego Lekarza, abyśmy mogli widzieć poprawnie. Wtedy stopniowo dostrzegać będziemy nie tylko wiel­kie błogosławieństwa (Obj. 3:21), ale również błogosławione teraźniejsze sposobności służby, jak i obecne radości.

Katarakta – Duchową chorobą, która jej odpowiada, wydaje się być py­cha. Nic tak bardzo jak pycha nie zasłania człowiekowi wyrazistego spojrze­nia na własny stan. To pycha spowodowała upadek Szatana (Izaj. 14:13-15). Wielu dziwi się, dlaczego Szatan, jak się wydaje, nie widział, że zostanie zniszczony, skoro Słowo mówi tak dużo o jego ostatecznym zgładzeniu. On jednak jest tak zaślepiony pychą, że nie może dostrzec swej złej pozycji i wierzy, że jakimś sposobem może przechytrzyć Boga. W ciągu tysiąca lat, gdy pozostanie związany, będzie miał mnóstwo czasu na pokutę, ale Pismo Święte wskazuje, że będzie on tylko snuł plany, by osiągnąć zwycięstwo.

W taki sposób pycha oddziałuje na wszystkich i coraz bardziej zaślepia nieświadome ofiary. Gdy mamy w sercu pychę, a jesteśmy źli pod jakimś względem, to uniemożliwi nam ona zauważenie, że jesteśmy źli i będziemy pewni, że to inni są źli. Ci, którzy mają tę chorobę, zwykle nie wiedzą, że są pyszni i wyniośli. Utrzymujmy nasze oczy w stanie pomazania naprawiają­cą wzrok maścią łagodności, abyśmy mogli dobrze widzieć.

Niestrawność – Są ludzie, którzy nie trawią mleka oraz tacy, którzy nie przyswajają wielu innych rzeczy. Jest też duchowa niestrawność, która nie przyswaja okupu albo odkupienia czy omycia krwią, lecz wierzy jedynie w głębokie proroctwa itp., które zdaniem dotkniętych tą chorobą mogą być zrozumiane na innej niż okup podstawie. Jest również duchowa niestraw­ność, która wierzy jedynie w mleko Słowa, a nie przyswaja twardszego po­karmu. Zdrowy stan ducha wykorzystuje i ocenia całe Słowo.

Problemy z sercem – bezsilność, brak odwagi, brak zdecydowania. Cze­go mamy się bać i dlaczego drżymy przed nieprzyjacielem? „Pan Zastępów jest z nami, Bóg Jakuba jest dla nas obroną” [Psalm 46:12 BT].

Nerwowość, nerwowe wyczerpanie – Nie bądźcie tak nerwowi, żeby sobie wyobrażać, iż to o was się źle mówi lub pod waszym adresem. Pod­chodźcie z wyrozumiałością do wszystkiego, co jest mówione, nawet jeśli wygląda to na mówienie źle. Nie bądźcie tacy drażliwi. Gdy ktoś przejawia nerwowe wyczerpanie, wówczas każdy najcichszy dźwięk wydaje się inten­sywniejszy i bardziej denerwujący; gdy ktoś przesunie krzesłem po podło­dze, to brzmi to jak szczęk ciężkiego wagonu. Tak samo duchowa nadmier­na nerwowość i drażliwość wyolbrzymia każdą najmniejszą rzecz i wyobra­ża sobie zło i krzywdę, gdy tymczasem nic takiego nie było zamierzone.

Paraliż – Osoby sparaliżowane nie mogą się poruszać albo używać koń­czyn. Tak samo też słyszymy czasem o osobach, które przyjęły jakąś mia­rę Prawdy, ale które boją się rozdawać broszury, przemawiać lub walczyć o Prawdę, ponieważ obawiają się ludzi. Są całkowicie sparaliżowani stra­chem. Dążmy do doskonałej miłości, która usuwa bojaźń.

Gorączka to jak niecierpliwość. Niechaj cierpliwość ma doskonały uczy­nek. Posiadajcie cierpliwość, a Bóg będzie działał w sercach tych, którzy szukają Prawdy. Bądźcie gorliwi, ale nie popędliwi. Nawet gdy wydaje się, że wasza praca nie przynosi owocu, miejcie cierpliwość. Może być tak, że Bóg skrywa przed wami owoce waszej pracy dla waszego dobra. Pamiętaj­cie, że chociaż możecie być użyci do sadzenia i podlewania, to Bóg jest tym, który daje wzrost; to należy do Niego, a nie do was.

Ze zbioru notatek br. ]. A. Meggisona z Bostonu