Rozszerzcież się i wy

Konwencja Badaczy Pisma Świętego w Los Angeles, Kalfornia, 26-27 maja 1915.

Drodzy przyjaciele, tego poranka zwracam waszą uwagę na słowa Pawła z 2 Kor. 6:11-16: „Usta nasze otworzone są ku wam, o Koryntowie! serce nasze rozszerzone jest. Nie jesteście ściśnieni w nas, lecz ściśnieni jesteście we wnętrznościach waszych. O wzajemną tedy nagrodę jako dziatkom mówię: Rozszerzcież się i wy. Nie ciągnijcież nierównego jarzma z niewiernymi; bo cóż za społeczność sprawiedliwości z nieprawością? albo co za społeczność światłości z ciemnością? A co za zgoda Chrystusa z Belijałem? albo co za dział wiernemu z niewiernym? A co za zgoda kościoła Bożego z bałwanami? Albowiem wy jesteście kościołem Boga żywego, tak jako mówi Bóg: Będę mieszkał w nich i będę się przechadzał w nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim”

Nasz tekst znajduje się przede wszystkim w ostatniej części wersetu 13: „Rozszerzcież się i wy”. Doszliśmy do zrozumienia, iż w swojej opatrzności i łasce Bóg postanowił, że część rodzaju ludzkiego przejdzie przemianę natury; że wyrzekną się oni swojej ziemskiej natury na rzecz niebieskiej; że na rzecz niebiańskich złożą na ofiarę swoje ludzkie perspektywy. Pamiętamy, jak idea ta wyrażona jest w 2 Piotra 1:4: „Przez które darowane nam zostały drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury” (NB). Zapoznając się ze Słowem Bożym, stwierdzamy, że jakkolwiek Ojciec Niebieski zaprasza każdego, kto jest gotowy poświęcić się aż do śmierci i naśladować Jezusa oraz stać się uczestnikiem chwalebnej boskiej natury, to — jak się dowiadujemy — tylko część z tego grona rzeczywiście osiągnie to, do czego zostali oni zaproszeni czy powołani. Gdy przeglądamy Biblię, przekonujemy się, że zwraca naszą uwagę wielki podział, jaki panuje między naśladowcami Jezusa Chrystusa; nawiązanie do tego podziału znajduje się w wielu stwierdzeniach biblijnych. Pamiętacie na przykład, jak odnotowane jest to zróżnicowanie w słowach mówiących o tych, którzy „naśladują Baranka, gdziekolwiek idzie” [Obj. 14:4]. Inna klasa również Go naśladuje, ale nie idą za Nim tak daleko jak tamci; naśladują Go nie tak chętnie i nie w zupełności idą za Nim. Pamiętacie, że o jednej klasie Jezus mówił jako o „malutkim stadku”, stwierdzając: „Nie bój się, o malutkie stadko! albowiem się upodobało Ojcu waszemu, dać wam królestwo” [Łuk. 12:32]. W Księdze Objawienia czytamy o tej innej klasie. Objawiciel stwierdza:

„Potemem widział, a oto lud wielki, którego nie mógł nikt zliczyć, z każdego narodu i pokolenia, i ludzi, i języków” [Obj. 7:9]. Obie klasy: „malutkie stadko” i „wielki lud” mają przejść przemianę natury; obie stanowić będą grupę istot duchowych; obie mają porzucić naturę ludzką dla niebiańskiej. To, że „wielki lud” nie odnosi się do klasy ziemskiej, wynika wyraźnie ze stwierdzenia w tym opisie, nieco inaczej brzmiącym po grecku. Jest tam powiedziane: „Potemem widział, a oto lud wielki, którego nie mógł nikt zliczyć, z [SPOŚROD] każdego narodu i pokolenia, i ludzi, i języków”: Tak jak „malutkie stadko” byli oni kiedyś częścią świata, ale zostali wybrani „spośród świata”: Ofiarowali ziemską naturę i ziemskie nadzieje na rzecz niebiańskich perspektyw i niebiańskich posiadłości. Jezus nawiązał do tych dwóch klas, gdy o jednej z nich mówił jako o głupich pannach, a o innej jako o mądrych pannach. Wierzymy, że większość z tych, do których wnętrza przemawia dzisiejszego ranka nasz głos, znajduje się w gronie tych, co uczynili takie poświęcenie. Uważamy za pewne, że wasze zainteresowania i spodziewania nie są skierowane w stronę spraw ziemskich, lecz niebieskich i że pragniecie wszystkiego, co pomoże wam mocnym uczynić wasze powołanie i wybranie do niebiańskiego stanu.

Uznajemy, że owa przemiana natury jest stopniowa. Gdy z początku Pan nas pociąga, nie jesteśmy niebiańscy — jesteśmy ziemscy i gdyby w chwili poświęcenia Pan zabrał nas do nieba, nie bylibyśmy gotowi do tego stanu. Czasami w taki oto sposób obrazujemy tę kwestię: Przypuśćmy na przykład, że Bóg zamierza przemienić psa w człowieka. Oczywiście nie oczekujemy, że to zrobi. Jest to raczej zabawna ilustracja, ale służy naszemu celowi. Załóżmy, że Pan miał zamiar przekształcić psa w człowieka. Wyobraźmy sobie, że pies padł martwy i w tym momencie Bóg zabrał z ciała psa psią inteligencję, jego skłonności, jego instynkt i umieścił je w ciele człowieka, i tak pies stał się człowiekiem. Byłaby to przemiana psa w człowieka, ale nie w rzeczywistego. Wyglądałby on jak człowiek, ale wciąż posiadałby skłonności, instynkty i upodobania psa. Pozornie byłby to człowiek, ale pod względem odczuwania byłby to pies. Gdyby szedł ulicą i zobaczył dwa psy spierające się o kość, przyłączyłby się do walki i usiłował zdobyć tę kość. Nie byłby gotowy, żeby być człowiekiem, ponieważ nadal posiadałby psie cechy. Tak samo też, gdyby w momencie poświęcenia Bóg wziął człowieka do nieba i dał mu duchowe ciało, człowiek wyglądałby jak istota duchowa, ale nadal byłby istotą ludzką. Wyglądałby podobnie jak zastępy niebieskie, ale chciałby postępować jak te na ziemi. Wyglądać jak istota niebiańska, lecz postępować jak ziemska — byłoby to równie niespójne jak wyglądać jak człowiek, lecz postępować jak pies.

A jak dokonałby tego Bóg? Przypuszczam, że zacząłby od zmiany umysłu psa. Przekształcanie rozpocząłby od psiego umysłu, tak by jego właściwości stały się bardziej podobne do tych, które cechują umysł ludzki. Każdego dnia ów pies stawałby się bardziej podobny do człowieka w swoim myśleniu.

Oczywiście zewnętrznie wcale nie wyglądałby jak człowiek; wciąż miałby ciało psa. Ale w jego umyśle zaczynałyby formować się cechy ludzkie; zacząłby patrzeć na sprawy z ludzkiego punktu widzenia. Oczywiście im bardziej ludzki stawałby się psi umysł, tym bardziej czułby się nieswojo w psim ciele. Chciałby robić rzeczy takie jak człowiek, ale by nie potrafił. Mógłby stwierdzić: »Jestem zmęczony warczeniem i szczekaniem; chciałbym móc mówić«. Jego umysł chciałby mówić, jak mówi człowiek, ale jego ciało nadał byłoby skłonne warczeć, jak warczy pies. Im dalej postępowałaby transformacja, tym bardziej niewygodnie czułoby się to stworzenie. Inni by nie zauważali, co się dzieje, prócz tego, że pies ten nie zachowuje się tak, jak zwykł się zachowywać. Ludzie by powiedzieli: »Nie postępuje jak pies; zachowuje się tak szlachetnie; obawiam się o tego psa — lepiej go zastrzelić«. Nie rozumieliby, że pies ten staje się człowiekiem. Załóżmy, że psi umysł stawał się coraz bardziej ludzki, aż stał się taki jak umysł człowieka, po czym pies umiera, a Bóg bierze jego umysł i umieszcza w ludzkim ciele. Teraz nie ma w nim już nic z psa; jest w zupełności człowiekiem. Pozbywał się psiego umysłu stopniowo, a teraz całkowicie pozbył się psiego ciała i ma nowe ciało oraz umysł człowieka. Jak bardzo by się cieszył, że dokonała się całkowita transformacja.

Uważamy, że obrazuje to stan poświęconych. Gdy poświęcamy się Panu, mamy ludzkie ciało i duchowy umysł. Wówczas Bóg zaczyna przekształcać ten ludzki umysł. Ciało pozostawia nadal ludzkie. Zaczyna jedynie zmianę umysłu z ludzkiego w duchowy. To dlatego Apostoł mówi w Rzym. 12:2: „A nie przypodobywajcie się temu światu, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu waszego” Rozumiemy, że umysł chrześcijanina staje się dzień po dniu mniej ludzki, a bardziej duchowy; mniej ziemski, a bardziej niebiański. Im bardziej duchowym staje się ludzki umysł, tym bardziej nie na miejscu czuje się on na ziemi; tym bardziej tęskni za warunkami niebiańskimi. Jest wiele rzeczy, które chrześcijanin chce uczynić, ale nie może, gdyż ma duchowy umysł, którym pragnie, lecz ziemskie ciało, w którym działa. Dlatego też Apostoł stwierdza: „Bo nie czynię tego, co chcę” [Rzym. 7:15 BT]. Rodzi to wojnę, konflikt, jak dodaje Apostoł: „Albowiem ciało pożąda przeciwko duchowi, a duch przeciwko ciału; a te rzeczy są sobie przeciwne” [Gal. 5:17]. Ludzie uważają, że osoba ta jest tak samo człowiekiem jak zawsze, a jednak mówią: »Nie zachowuje się jak zwykłe; myślimy, że zwariował na punkcie religii. Nie ma już tej przyjemności z życia, jaką miał wcześniej«. Nie rozumieją, że ma on nowy umysł; jego umysł ulega przemianie i staje się bardziej duchowy. W miarę przekształcania umysł staje się coraz bardziej nadprzyrodzony, aż stopień po stopniu jest taki, jaki posiadają zastępy niebieskie. Wtedy Bóg zabiera natchniony umysł z ludzkiego ciała i w zmartwychwstaniu umieszcza go w duchowym ciele. Teraz całość jest duchowa. Nie ma ludzkiego umysłu, gdyż człowiek pozbywał się go stopniowo w procesie transformacji. Nie ma też ludzkiego ciała, gdyż pozbył się go w jednej chwili. Teraz człowiek jest już gotowy by żyć na wyższym poziomie, by czcić i wielbić Boga w naturze daleko przewyższającej tę ludzką.

Ponieważ stwierdzamy, że w ten sposób Bóg udziela tylko części rodzaju ludzkiego przemiany natury, ma, jak już powiedzieliśmy, istnieć wielka różnica pomiędzy tymi, którzy otrzymują tę przemianę natury. Niektórzy otrzymują przemianę natury nie tylko do niebiańskiej, ale do boskiej. Będą oni współdziedzicami z Panem i Zbawicielem Jezusem Chrystusem. Natomiast „wielki lud” dostąpi w końcu takiego przekształcenia swych umysłów, że będzie on gotowy na zmianę natury i na to, żeby ich umysły mogły być umieszczone w duchowym ciele, jednak nie będą oni współdziedzicami z Panem Jezusem. Będą bardziej wspólnymi spadkobiercami z aniołami. „Malutkie stadko” otrzyma pozycję odpowiadającą pozycji samego Pana.

Tezą, która nas interesuje, jest różnica między tymi dwiema klasami. Dlaczego Pan uczynił taki podział? Czy zostało to z góry przez Niego zaplanowane? Na czym polega podział między „małym stadkiem” a „wielkim ludem”? Co odróżnia tych, którzy będą na tronie, od tych, którzy będą stać przed tronem? Co rozróżnia mądre panny i głupie panny?

Niektórzy by powiedzieli: »Uważam, że różnica tkwi w ich poświęceniu. Sądzę, że poświęcenie „malutkiego stadka” jest bardziej zupełne niż poświęcenie „wielkiego ludu”«. My mówimy: nie; znalezienie się zarówno w jednej, jak i w drugiej klasie będzie wymagało równie całkowitego poświęcenia. Dla obu klas oznacza to zupełne poświęcenie aż do śmierci. W obu przypadkach oznacza to zupełne wyrzeczenie się ziemskich spraw ze wszystkim, co to obejmuje. Znalezienie się w klasie „malutkiego stadka” nie będzie wymagało większego poświęcenia niż dostanie się do „wielkiego ludu”; nikt nie może dostać się do „wielkiego ludu”, okazawszy mniejsze poświęcenie niż to, które innym zapewni miejsce w „malutkim stadku”

Ktoś powie: »Może różnica polega na zdolnościach tych dwu klas. Prawdopodobnie ci, którzy tworzą „malutkie stadko”, mają większe uzdolnienia, w związku z czym mogli dokonać więcej niż ci, którzy należeć będą do „wielkiego ludu”«. My odpowiadamy: Nie. Wielokrotnie Biblia wskazuje, że zdolności odciągają od poświęcenia. Wielu nie było gotowych na poświęcenie ze względu na swoje uzdolnienia. Byli dumni ze swych zdolności i w nich pokładali swą nadzieję. Jak mówi Biblia: „Niewiele mądrych według ciała, niewiele możnych, niewiele zacnego rodu (…) wybrał Bóg” [1 Kor. 1:26]. Skoro posiadanie zdolności powstrzymało wielu od uczynienia poświęcenia, możemy spokojnie przyjąć, że po dokonaniu poświęcenia umiejętność powstrzyma bardzo wielu od uczynienia ich powołania i wybrania pewnym. Jestem przekonany, że gdy kiedyś wierni Pańscy zostaną wzbudzeni, znacznie więcej umiejętnych znajdziemy w klasie „wielkiego ludu” niż w „malutkim stadku”:

Powie ktoś: »A może różnica jest taka: Ci z klasy „wielkiego ludu” popełniali więcej błędów; może częściej się potykali niż ci, co będą pośród „malutkiego stadka”«. I znów odpowiem: Nie. Wierzę, że przeciwnie, ani jedna dusza nie minie się z koroną w Królestwie z powodu popełnionych błędów. Uważam, że w „malutkim stadku” będą tacy, co popełnili więcej błędów i więcej poważniejszych błędów niż wielu spośród „wielkiego ludu”: Obawiam się, że wielu minie się ze zwycięstwem w tym biegu dlatego, że nie zanadto błądzili. Fakt, że rzadziej popełniali omyłki, mógł zrodzić w nich pychę i ufność w samych sobie. Natomiast wielu spośród „malutkiego stadka” będzie z takich, co popełniali większe błędy i to utrzymywało ich w pokorze umysłu oraz pomogło im uczynić swoje powołanie i wybranie pewnym. A zatem nie taka będzie różnica. Cóż więc ich różni?

W naszym tekście Apostoł napisał o rozszerzeniu się. Mówi do Koryntian: „Usta nasze otworzone są ku wam, o Koryntowie! serce nasze rozszerzone jest”: Mówi też: „Nie jesteście ściśnieni w nas”: Innymi słowy mówi na zasadzie przeciwstawienia. My jesteśmy rozszerzeni. Nie jesteście ściśnięci w nas; jest to coś w waszych własnych uczuciach. „O wzajemną tedy nagrodę jako dziatkom mówię: Rozszerzcież się i wy.” Zastanówmy się, co to znaczy. Co Apostoł miał na myśli, gdy ich nawołuje do rozszerzenia się? Jaka jest istota tego rozszerzenia?

Odpowiadamy po pierwsze, że oznacza to rozszerzenie wiary, rozszerzenie wierności, rozszerzenie miłości, rozszerzenie wszystkich chrześcijańskich cnót. Pośród tych, którzy oddali swoje życie na służbę Mistrza, są tacy, w których nastąpiło takie rozszerzenie, jakie nie nastąpiło w innych. Jako przykład, weźmy kwestię gorliwości. Niektórzy z Pańskiego ludu nie chcą zbyt wielkiej gorliwości. Boją się, że ich gorliwość stanie się za duża. W rezultacie mają skłonność powstrzymywać i tłumić swoją gorliwość z obawy że lśnić będzie tak, jak lśniła gorliwość Mistrza. Dostrzegamy to w różnych przypadkach. Na przykład w kwestii rozpowszechniania prawd, które od- kryliśmy w Słowie Bożym. Brat zwraca się do Domu Modlitwy z prośbą o literaturę. Pisze: »Proszę o przysłanie mi 500 egzemplarzy „Bible Students Monthly”, żebym mógł rozdać je w sąsiedztwie«. Czuje, że wykonanie tego będzie wymagało sporego uniżenia; to będzie bardzo trudne, ale on musi to zrobić, żeby zadowolić swoje sumienie. Chce 500 sztuk i będzie bardzo rad, gdy je rozda. Jedna po drugiej przychodzą przesyłki. Zamiast 500 dostaje 5000 egzemplarzy. »No proszę, mówi, oto sposób; zamiast 500 przysłali mi 5000; jak ja je wszystkie rozdam?« Nie miał dość zapału. Chcemy osiągnąć taką postawę, że gdy przechodzimy takie doświadczenie jak to, udamy się do Pana, chwaląc Go i mówiąc: »Panie, dziękuję Ci za to, że udzielasz mi tej większej sposobności. Chciałem rozprowadzić 500 sztuk, a oto udzielasz mi większego przywileju niż ten, o który prosiłem. Proszę Ci teraz, Panie, pomóż mi rozdać tę większą ilość, jaką otrzymałem«. Pragniemy czynić postęp w zakresie gorliwości.

Uważamy, że klasa „wielkiego ludu” to tacy, którzy nadawaliby się na miejsce w „malutkim stadku” Zaczęli we właściwy sposób i sądzimy, że gdyby kontynuowali, gdyby trwali w biegu, otrzymaliby nagrodę. Oni nie chcieli się rozszerzyć poza pewien punkt.

Mogę przytoczyć prosty przykład z własnego doświadczenia. Jakiś czas temu opowiadałem przyjaciołom o pewnym incydencie, który wydarzał się w pociągu kolei Pensylwanii. Gdy konduktor przechodził, sprawdzając bilety, powiedziałem do niego: »Kierowniku, czy miałby pan coś przeciwko temu, gdybym wykonał niewielką pracę misjonarską, rozdając pasażerom broszurki?«. Ten odrzekł: »Nie może pan«. »0, pomyślałem, po co go w ogóle pytałem? Oczywiście mógł mnie powstrzymać, gdybym rozdawał bez pozwolenia; wtedy rozdałbym przynajmniej jakąś część. Tyle tu ludzi; wielu ma przed sobą pół dnia podróży; może nikt by nic nie powiedział; straciłem taką okazję. Dlaczego w ogóle pytałem konduktora? Dlaczego nie rozdałem tych broszur bez pytania?« Potem w sercu zwróciłem się do Pana i rzekłem: »Panie, zdaję sobie sprawę, że popełniłem błąd. Wiem, że powinienem był to po prostu zrobić. Proszę Cię o wybaczenie. Wiem, że masz moc, aby przekonać tego konduktora, żeby mi jednak dał przywilej wykonania tej pracy, nawet po tym, jak mi odmówił. Ty masz większą siłę niż sam dyrektor kolei. Ponieważ mnie odprawiono, nie zrobię tego, bo źle by to wyglądało, ale jeśli chcesz, żebym to zrobił, możesz to sprawić«. Krótko potem przechodził konduktor i powiedział: »Idę do innego wagonu, a gdy tam będę, nie obchodzi mnie, co pan zrobi tutaj; niech pan robi, co chce«.

Kilka lat temu nie odczuwałbym tego w ten sposób. Pomyślałbym: »Tak się cieszę; moje sumienie jest czyste. Gdyby powiedział, że mogę rozdawać, poczułbym, że musi to być zrobione, wykonałbym swoją powinność«. Gdybym się wtedy zatrzymał, gdyby moja gorliwość nie powiodła mnie dalej, straciłbym swoją koronę i „wylądował” w klasie „wielkiego grona Chodzi o to, ile gorliwości pragniemy. Czy chcemy ją rozszerzyć do pewnego stopnia i potem już zaprzestać? Tak łatwo jest zakreślić linię dookoła naszej gorliwości i ograniczyć ją do pojęcia obowiązku. Powiemy: »Wykonałem swoją część. Nie sądzę, że Pan oczekuje ode mnie czegoś ponadto. Zrobiłem tyle co siostra ta i ta czy brat ten a ten«.

Korona jest dla tych, którzy się rozszerzyli. Kilka lat temu myślałem zazwyczaj, że Pan dał mi możliwość usługiwania jako pielgrzym i że nie oczekuje On ode mnie rozpowszechniania literatury. Sądziłem, że to nie moja działka. Teraz czuję to zupełnie inaczej. Nieważne, co robię — chcę zrobić więcej. Przykro mi, że pod wieloma względami jestem ograniczony. Tęsknię za tym, żeby otrzymać naturę, która nie będzie ograniczona. Jednak mam świadomość, że w celu otrzymania tej nieograniczonej natury i życia muszę już teraz rozwinąć sposobny do tego umysł i ducha. W 2 Kor. 5:1-2 Apostoł zapowiada, że gdy namiot naszego ziemskiego przybytku się rozpadnie, mamy dom Boży, nie dom zbudowany rękoma, lecz wieczny w niebiesiech. Nawiązuje do niebiańskiego ciała. Innymi słowy, jak mi się wydaje na podstawie pewnych biblijnych wywodów, że o ile tutaj przygotowujemy ducha dla ciała, to w niebiesiech przygotowywane jest dla nas ciało. Chodzi o ideę, że po zakończeniu tutaj naszego biegu nie będziemy musieli czekać na Pana, aby dostać gotowe ciało; nie będzie się On musiał śpieszyć, żeby szybko zgotować nam ciało. Ciało to jest rozwijane w tym czasie, gdy my osiągamy ducha gotowego do połączenia się z ciałem. Gdy robimy coś, by rozwinąć ducha, prowadzona jest równocześnie odpowiednia praca nad przygotowaniem ciała. Jeśli dzisiaj rozwiniecie trochę więcej gorliwości, Pan uczyni dla niej miejsce w ciele. To wy regulujecie wzrost ciała. Zależy on od tego, co dzieje się tu, na dole. Jeśli opóźniamy rozwój gorliwości tu na ziemi, to ciało w górze nie będzie rosło. Jeśli zahamujemy rozwój tutaj, tam powstrzymają pracę nad ciałem. Pragniemy wzrastania naszej gorliwości, aż — jak Pan da — będziemy gotowi do tego rozszerzonego ciała.

Tekst nasz nie odnosi się tylko do rozszerzenia gorliwości, ale również do rozszerzenia wiary. Wierzę, że z upływem czasu uzmysławiamy sobie, że musimy uzyskać więcej wiary. Nasza wiara musi rosnąć i rozwijać się, a gdy staje się ona głębsza i solidniejsza, Pan zapewnia więcej doświadczeń, by dopomóc nam do rozszerzenia wiary. Miałem ostatnio doświadczenia, które mogę opowiedzieć przyjaciołom dla ich korzyści. Od przyjazdu na wybrzeże brat Russell jest naprawdę zajęty. Ostatniej nocy czekano na niego w Riyerside. Jeszcze kilka dni temu wydawało się niemożliwością jego dotarcie wczoraj wieczorem do Riyerside. Brat Rutherford powiadomił mnie, iż mam się spodziewać, że zastąpię brata Russella. Od razu zacząłem się modlić w intencji zebrania w Riyerside. Pomyślałem, że Pan chce, abyśmy nie tylko się modlili, ale i działali, a więc napisałem do brata Russella, stwierdzając, jak jest to ważne, żeby przybył do Riyerside; że tamtejsi braterstwo poczynili ogromne wysiłki i wydatki, przygotowując to spotkanie i byliby zawiedzeni, gdyby nie mógł przyjechać. Już wieczorem wydawało się, że nie ma zbyt wielkiej nadziei, ale dzięki Pańskiej opatrzności przyjechał. Naprawdę uważam, że był to owoc wiary i modlitwy. To istotnie wspaniałe, co możemy osiągnąć przez wiarę.

Co to będzie oznaczać? To ma oznaczać, że będziemy mieć wiarę większą od tej, jakiej Pan spodziewa się, wziąwszy pod uwagę nasze niedoskonałości, a wiara ta będzie rozszerzona wbrew naszym brakom i niedostatkom. Uważam, że wymaga to więcej wiary niż cokolwiek innego. Nie trzeba zbyt wielkiej wiary, by wierzyć, że otrzymasz Pańskie błogosławieństwo, jeśli możesz wykonać dobrą pracę w Jego służbie. Niewiele wiary wymaga przeświadczenie, że zyskasz Pańską łaskę i uznanie, gdy wszystkie sprawy dobrze się układają. Ale trzeba mieć wiarę, by wytrwale przeć naprzód pomimo popełniania błędów; ufać Bogu nawet wtedy, gdy nie ma się takich samych dowodów jak inni, że jest się jednym z Jego sług; mieć wiarę nawet wówczas, gdy nie możesz iść Jego śladem. To w taki sposób nasza wiara staje się rozszerzona; w taki sposób nasza wiara staje się mocna. Niezależnie od tego, jakie i kiedy spotka nas doświadczenie, będziemy mieć wystarczająco silną wiarę, by nadal ufać i złożyć sprawy w Pańskie ręce.

Dalej oznacza to nie tylko rozszerzenie wiary. Oznacza to zarówno rozszerzenie wiary i gorliwości, jak i rozszerzenie miłości. Myślę, że jest to ważna część naszego rozszerzenia się. Ile miłości nam brakuje? Jak miłość nasza może zostać rozszerzona? Piotr zadał Jezusowi pytanie. Spytał: „Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu? (…) Czy aż do siedmiu razy?” [Mat. 18:21 NB]. Jezus rzekł: Nie, Piotrze, „nie do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu siedmiu razy”, albo 490 razy. Piotr mógłby odpowiedzieć: »Mistrzu, przypuśćmy, że przebaczę mojemu bratu 490 razy, ale gdy przyjdzie do mnie 491. raz, nie będę musiał mu przebaczyć, czy tak?«. Mogę sobie wyobrazić, że Pan odpowiedział: »Piotrze, jeśli mogłeś osiągnąć taki punkt, że przebaczyłeś mu 490 razy, to z łatwością przebaczysz mu po raz 491«. Musimy być bardzo uważni, żeby pod tym względem mieć ogromną miarę ducha Pańskiego, żeby kwestia przebaczenia bratu nie była jedynie sprawą powierzchowną. Nie powinniśmy być tacy jak znany nam duchowny z Indiany. Był on tam bardzo popularny. W mieście, gdzie żył, znajdował się człowiek, który pod wieloma względami nie miał zbyt dobrego charakteru — zawsze miał ochotę robienia wszelkiego rodzaju śmiałych rzeczy. Pewnego dnia, gdy całkiem spory tłum zebrał się przed sklepem w miasteczku, podszedł do owego duchownego i zapytał: »Czy uważasz, że jesteś chrześcijaninem?«. Duchowny odrzekł: »Tak, jestem chrześcijaninem«. »Czy uważasz, że postępujesz tak, jak Jezus nakazał swoim naśladowcom?« Kaznodzieja odparł, że czyni tak w miarę swoich możliwości. Tamten rzekł: »Czy wiesz, że Jezus powiedział swoim uczniom, że uderzeni przez kogoś w jeden policzek, mają nadstawić drugi?«. Pastor odrzekł, że wie o tym. Wtedy ów człowiek powiedział: »Mam zamiar cię wypróbować« i uderzył go w twarz. Duchowny nadstawił drugą stronę i tamten go znów uderzył. Wtedy duchowny stwierdził: »Postąpiłem tak, jak nakazał Pan, ale Pan nie powiedział, co powinniśmy zrobić później« i jednym uderzeniem powalił tamtego na ziemię. Wiele jest takiego ducha dzisiaj na świecie — skłonności do posłuszeństwa w sposób powierzchowny. Starajmy się nie o niewielką miarę miłości braterskiej, lecz o wielką jej miarę, o wielką miarę ducha, który będzie nas popychał do tego, żebyśmy byli opiekunami naszych braci. Posiadajmy miłość w takiej mierze, by nie pragnąć rzucać kamieni na drodze brata lub czynić cokolwiek, co mogłoby doprowadzić brata do zbłądzenia albo spowodowało w innych duchowe szkody. Jeśli nasza miłość jest rozszerzona, będziemy zważać na te rzeczy.

Jak mogę wprowadzić w błąd swojego brata? Czy robię rzeczy, które sprawią, że się potknie, a nie takie, które by go wsparły w wierze, wzmocniły w jego wierności ku Bogu? Jakiś czas temu poznałem brata, który był bardzo dbały o robienie wszystkiego skrupulatnie, ale obawiam się, że nie zawsze pojmował istotę rzeczy. Jakiś brat zrobił coś przeciwko niemu. Poszedł więc z tym do niego. Tamten go nie wysłuchał. Wziął więc dwóch czy trzech innych braci i poszedł znowu. Brat ów znów nie usłuchał. Nasz brat pomyślał, że najlepiej będzie przedstawić sprawę przed zborem. Chodziło o niewielkie nieporozumienie. Mówiąc o nim, brat stwierdził: »Postąpiłem zgodnie z regułą biblijną; poszedłem do brata i powiedziałem mu o jego przewinieniu«. Zdaje się, że gdy udał się do brata, przedłożył mu coś w rodzaju ultimatum. Celem pójścia do brata nie jest jedynie wyrzucenie mu, że zrobił coś złego, ale wzniecenie ducha miłości i usunięcie nieporozumienia; tak, żebyś ty mógł pomóc bratu i żebyś dał pomóc sobie. Jak ostrożni musimy być w takich kwestiach — jak uważni. Nie powinno to być sprawą naszego własnego sumienia czy wygody, bo chodzi o to, żeby zadać sobie pytanie: »Jak mogę wyświadczyć dobrodziejstwo swojemu bratu, w czym mogę mu pomóc?«. Myślę, że owo rozszerzenie również to obejmuje. Bądźcie więc rozszerzeni. Macie tylko trochę Pańskiego ducha i nie chcecie więcej? Czy powiecie: »Nie chciałbym aż tyle Pańskiego ducha, żeby całkowicie przebaczyć bratu, który mnie tak potraktował?« »Oczywiście, że nie pragnę żadnych złych, nienawistnych uczuć w swoim sercu, ale nie chcę być zbyt uprzejmy dla tego brata«. A zatem nie pragniesz się rozszerzyć.

Zauważamy tutaj jeszcze inną lekcję. Apostoł pokazuje, że wynikiem takiego rozszerzenia będzie to, że Pan może w nas swobodnie działać. Zwróćcie uwagę na słowa wersetu 16: „Jesteście kościołem Boga żywego, tak jako mówi Bóg: Będę mieszkał w nich i będę się przechadzał w nich” [2 Kor. 6:16]. Kryją się tu dwie myśli, dwie idee — będę w nich mieszkał i będę się w nich przechadzał. Chociaż Apostoł użył zwykłego greckiego słowa „chodzić”, wyraził je w sposób oryginalny, dodając kilka przedrostków, tak że w rzeczywistości słowo to znaczy: przechadzać się w nich” Gdy Pan przyjmuje nas przy poświęceniu, zamieszkuje w nas, ale nie może się w nas jeszcze przechadzać. Nie ma dość miejsca. Jesteśmy wypełnieni czymś jeszcze. Pan mógłby chcieć przechadzać się po naszym języku i sprawiać, żebyśmy mówili coś na Jego chwałę, ale nie może się tam dostać, bo jesteśmy przepełnieni strachem, że ludzie nas wyśmieją. Może On chcieć wejść w nasze ręce i sprawić, że wręczymy komuś broszurkę, ale nie może tego uczynić, gdyż wypełnia nas strach przed ludźmi. Chciałby dostać się do naszych stóp i sprawić, że zaniesiemy do kogoś poselstwo, ale nie może, bo stopy nasze pełne są znużenia. Może On chcieć dotrzeć do naszego portfela i skłonić nas do wydania kilku dolarów, by Go uczcić, ale nie może się tam dostać, bo naszą „sakwę” obciąża hipoteka na zakup samochodu. Nie mamy na myśli, że nabycie pojazdu byłoby absolutnie złą rzeczą, bo wielu z braterstwa używa swoich samochodów dla chwały Bożej. Mamy zrobić miejsce dla Pana, żeby mógł się w nas przechadzać. Mamy uczynić miejsce, żeby mógł On przechadzać się po naszym języku, czyli mamy używać go ku Jego chwale. Co za różnica, że ludzie się śmieją? Chcemy zrobić miejsce, żeby mógł przechadzać się w naszych stopach. Czymże jest uczucie zmęczenia w naszych nogach? Powiedzmy sobie: »Panie, jestem zmęczony, ale pójdę i będę dla Ciebie pracować na przekór mojemu znużeniu«. Chcemy wpuścić Pana do naszego portfela. To nic, że zaplanowaliśmy wydanie pieniędzy na określony cel. Jeśli Pan nam pokaże, jak lepiej wykorzystać te pieniądze ku Jego chwale, zechcemy je tak właśnie wydać. Chcemy pozwolić Panu przechadzać się w nas, żebyśmy się rozszerzyli.

To jeden z aspektów naszego dostania się „na miejsce przestronne” Czytamy w Księdze Objawienia o Nowym Jeruzalem jako obrazie na Kościół. Pamiętacie, że miasto mierzyło 12 tysięcy stadiów w każdą stronę. Pokrywałoby to ogromny obszar. Podzielimy kwadrat o boku 12 tysięcy stadiów [190 mJ przez 144 000; ile powierzchni przypadłoby na każdego członka Kościoła? Około 35 krn kwadratowych! Musimy być zatem tacy wielcy, bo inaczej nie dostaniemy się do Nowego Jeruzalem. A jak wielcy jesteśmy? Na 1 hektar? To nie wystarczy na Nowe Jeruzalem. Ktoś powie: »Myślę, że ja mam około 17-18 km kwadratowych«. To zaledwie połowa tego, co potrzeba w Nowym Jeruzalem. Starajcie się nadal rozszerzać coraz bardziej, a stopniowo staniecie się tak wielcy, że nie będzie dla was pasować żadna inna natura z wyjątkiem boskiej. Jeśli macie zapał i żarliwość, że powinniście ją posiadać, nie możecie być tutaj zadowoleni. Gdybyście się znaleźli w ciele anielskim, to by nie wystarczyło. Nie pasowałaby wam żadna inna natura, tylko nieograniczona natura boska. Taką jest natura Pana, naszego Odkupiciela. Rozumiemy, że to jest powód, dla którego Pan obiecał nam boską naturę, a nie, że z góry tak zaplanował. Daje nam takie doświadczenia, jakie zamierzone są w celu rozwinięcia w nas takiego ducha, który nie pasowałby do żadnej innej natury jak właśnie ta. Gdyby wziął On takiego ducha i umieścił w anielskim ciele, efekt byłby taki jak w przypadku człowieka, który mając wielkość stopy 45, nosiłby obuwie numer 40. Ale weźmy człowieka, który nie ma takiego ducha, kogoś, kto mówi: »Doszedłem tak daleko, jak chciałem dojść; mam nadzieję, że Pan nie da mi więcej sposobności do służby; chciałbym, żeby Pan nie dawał mi jeszcze lepszego zdrowia, bo gdybym miał lepsze zdrowie, oczekiwałby On ode mnie, że zrobię coś więcej«. Umieśćcie takie nastawienie w boskim ciele, a będzie ono za duże. Będzie jak z człowiekiem, który ma stopę wielkości 40, a nosi buty w rozmiarze 45. Cały by się w nich chybotał.

Cieszymy się, że Pan tak bardzo rozjaśnił nam tę kwestię i że Jego łaska działa w nas, by chcieć i czynić według Jego upodobania. Im więcej o Nim myślimy, tym więcej pragniemy myśleć. Chcemy iść dalej i coraz bardziej zbliżać się do Boga. Ponieważ teraz jesteśmy zadowoleni, możemy z radością spoglądać do przodu, do tego czasu, gdy będziemy jak On, gdy będziemy z Nim i gdy Go ujrzymy takiego, jakim jest oraz gdy będziemy mogli robić wszystko, co zechcemy; gdy będziemy mogli korzystać z owego nieskończonego, niewyczerpującego się i nieograniczonego wpływu i mocy, by wielbić Tego, który to wszystko czyni.

Convention Report