Wszystkie rzeczy dopomagają ku dobremu
„A wiemy, iż tym, którzy miłuję Boga, wszystkie rzeczy dopomagają ku dobremu, to jest tym, którzy według postanowienia Bożego powołani są” – Rzym. 8:28.
Wygłoszono w domu br. Bartona przy Park Square 7, Boston, Mass., w niedzielę wieczorem, 2 grudnia 1906.
Nasz tekst jest bardzo stosowny, wielce pocieszający i pomocny. Zaczyna się od 'a’, co wskazuje na związek tego, co było wyżej, z tym, co następuje potem. W wersecie 27. mamy powiedziane, że Bóg o czymś wie, że bada się On wszystkich serc i zna zamysł ducha. Bóg nie sądzi według zewnętrznych przejawów i cieszymy się, że tak jest, bo w przeciwnym razie nie moglibyśmy się ostać. On zna zamysł lub intencje naszego ducha.
Błędnie osądzilibyśmy Boga, gdybyśmy Go oceniali na podstawie tego, co widać na zewnątrz, w oparciu o zło i problemy, które widzimy z każdej strony. Powinniśmy Go sądzić na podstawie Jego zamiarów, a te znajdują swój wyraz w Jego Słowie. „Zaiste nic nie czyni panujący Pan, chyba żeby objawił tajemnicę swoją sługom swoim, prorokom” (Amosa 3:7).
Wielu uważa, że gdyby Bóg nas naprawdę kochał, nie byłoby zła ani smutku wokół nas. Przeciwnie, są one jednym z największych dowodów, że On nas kocha. Mamy trzy wielkie dowody Jego miłości: 1) Dał On za nas swego Syna, 2) Dozwala na wszelkie zło i utrapienia, jakie mamy, 3) Da nam wielkie błogosławieństwa w przyszłości.
Bóg nie spowodował zła. Ma On moc, żeby mu zapobiec, gdyby zechciał. Mógłby powstrzymać wszelki grzech w zarodku, ale choć ma taką moc, nie używa jej, gdyż dozwala na grzech dla jakiejś przyczyny. Bóg nie czyni niczego bez dobrego i uzasadnionego powodu (Ezech. 14:23), a powody te przyniosą błogosławieństwo człowiekowi i chwałę Bogu. Dlatego też nie z powodu Boskiej obojętności lub beztroski przyszło na nas to wszelkie zło. Do Adama Bóg powiedział: „Przeklęta będzie ziemia dla ciebie” [1Moj. 3:17], to znaczy, że reszta ziemi (poza Edenem) została pozostawiona w tym jałowym, przeklętym stanie z winy człowieka. Jakże straszne okazałoby się to dla rasy w jej upadłym, grzesznym stanie, gdyby jej dozwolono żyć w bezczynności! „Oto ta była nieprawość Sodomy, siostry twojej, pycha, sytość chleba, i obfitość pokoju” (Ezech. 16:49). Dlatego Bóg ich usunął, gdyż widział dobro.
Człowiek nie uświadamia sobie wartości domu, dopóki go nie straci. Adam najbardziej docenił Eden po tym, jak go utracił. Gdyby było mu dozwolone powrócić, bardzo by go cenił. Nie umiemy w pełni docenić wartości naszego zdrowia, szczęścia, domów czy wzroku, póki ich nie utracimy.
Zło, cierpienie i smutek wydają się straszne, gdy przez nie przechodzimy (Hebr. 12:11), dokładnie tak samo, jak czuje dziecko, uważając swych rodziców za okrutnych i bez serca, a karę w momencie karania za większą niż potrzeba. Jednak po upływie lat spogląda wstecz i cieszy się z tych wszystkich prób naprawy, jakie podejmowali jego rodzice, bowiem utrzymali jego stopy na właściwej ścieżce i nauczyli go dobrze postępować.
Ile widziałeś z tych wszystkich cierpień, bólu i utrapień, jakie są na świecie? Zaledwie niewielką część dookoła siebie, a jeśli podróżowałeś, to również był to tylko mały skrawek. My wprawdzie wiemy tak mało i widzimy tak mało, ale Bóg widzi wszystko. Jego oczy są nad złymi i nad dobrymi. On wie, jaki ból i udręka obciąża ich serce, On wie, co spowodowało ów straszny wypadek, w którym tak wielu straciło życie i tak wiele rodzin zostało pozbawionych swych najukochańszych; On wie, co spowodowało śmierć tamtego maleństwa i złamało serce matki. Mówi się, że każde serce zna swoją gorycz, ale Bóg zna gorycz każdego serca.
Ile krzywd grzech wyrządził tobie, ile bólu zadała ci nieprawda? Tak często o tym słyszysz, że już zbytnio nie boli. Ile wylałeś łez nad cierpieniami i zmartwieniami w Europie? Niewiele, bo nikt z twoich ukochanych tam nie był, nikt z cierpiących nie był ci bliski i drogi. Wskutek upadku staliśmy się samolubni i zatwardziałego serca i tylko wtedy, gdy ataki zła zbliżają się do nas, bardziej się smucimy i cierpimy. Ale Bóg je odczuwa. Ci, co zgrzeszyli, byli Jego umiłowanymi, drogi był Mu tamten zabity lub ten, którego serce zostało złamane. Chociaż nasze serce jest zatwardziałe, a nasze spojrzenie i współczucie zawężone, to Boże serce nie jest twarde. On, który jest źródłem wszystkiego, co dobre, ma serce nieskończenie czulsze i wrażliwsze niż inni. On czuje każdy ból, cierpienie i niedolę nas wszystkich. Zna każdy smutek i grzech.
Każda nieprawda, każdy grzech są okropne dla Boga; z powodu tego wszystkiego odczuwa On smutek i ból. Tuż przed potopem Bóg nie żałował, że uczynił człowieka, w tym sensie tego słowa, jak używamy go dzisiaj. On był zasmucony, niezadowolony, że człowiek stał się tak zepsuty i postanowił umożliwić rodzajowi ludzkiemu nowy start oraz w miłości nie dozwolił grzechowi dalej się rozprzestrzeniać. Grzech jest bardziej okropny dla Boga niż dla nas. My cierpimy tylko kilka lat, trzydzieści, czterdzieści, siedemdziesiąt, On jednak cierpi od sześciu tysięcy lat. My już przywykliśmy, On nigdy do tego nie nawyknie. On widzi okropne sceny i słyszy dźwięki, słyszy dzieci płaczące z głodu, widzi wylewane łzy, każdą udrękę, nieszczęście i nędzę. Żaden wróbel nie upadnie na ziemię, żeby On o tym nie wiedział (Mat. 10:29-31; Łuk. 12:6-7). Zaprawdę, w swej wielkiej miłości mówi On: Jeśli wytrzymają, to bardziej pomoże to tym, którzy są mi drodzy, cieszyć się z błogosławieństw wieczności, ja bowiem przejdę przez to, ja wytrwam.
Nic Go nie kosztuje udzielanie błogosławieństw, ale nieskończenie trudniej jest je zatrzymywać. Gdy widzisz, jak twoje dziecko z tęsknotą wyczekuje na świąteczny prezent, a ty masz zamiar mu go dać, to co kosztowałoby cię więcej: dać mu go czy odmówić? Grzech kosztuje teraz Boga – i jest tak od sześciu tysięcy lat – więcej, niż będzie Go kosztować wylewanie błogosławieństw przez całą wieczność. Kto zatem bardziej cierpi, kto znosi większe udręczenie?
„My wiemy” – obecnie tylko jedna klasa wie, klasa pszenicy. Może to zabrzmi bardzo egoistycznie, ale w rzeczywistości jest odwrotnie. To wymaga pokory – wierzyć, że możemy wiedzieć. Twierdzenie czegoś przeciwnego jest egoistyczne – mówić, że nie wiemy, nawet jeśli Bóg tak mówi, jest przedkładaniem swego własnego sądu nad Boskie Słowo. Wiemy o pewnych rzeczach, czytając o nich w gazetach, i choć nie widzimy, jak się wydarzają, to jednak wierzymy, że się stały. O ileż bardziej powinniśmy obdarzyć kredytem zaufania Boże Słowo! Wiemy również na podstawie znaków i doświadczenia.
„Wiemy, że wszystkie rzeczy itd.” – nie wiemy o wszystkich rzeczach ani o wszystkim z Biblii, ale jest nam wiadomy ten szczególny fakt.
„Wiemy, że wszystkie rzeczy dopomagają itd.” – nie tylko kwestie religijne, ale wszystkie nasze nieszczęścia, nasze choroby, nasze zdrowie, nasza siła, powodzenie, wrogowie, prześladowania itd., wszystko. O ileż łatwiej byłoby wytrwać, gdybyśmy tylko z całą pewnością wiedzieli, że wszystkie te rzeczy działają dla naszego dobra! Często mamy znaczny kłopot i smutek, ponieważ nie wiemy. Patrzmy i analizujmy, abyśmy mogli wiedzieć.
„Wszystkie rzeczy dopomagają” – nic nie jest nadaremne dla klasy, o której wspomniane jest, że owe rzeczy działają dla ich dobra.
„Wszystkie rzeczy dopomagają” [KJV „działają łącznie”] – w świecie rzeczy nie działają zgodnie. Nie tak jest z chrześcijanami, rzeczy te nigdy nie działają przeciwko nim, ale działają łącznie. Niezależnie od tego, jak wydają się działać, powinniśmy mieć wiarę, że jest to dla naszego dobra. Dla wielu Boskie działanie wydaje się zagmatwane, nie mogą go zrozumieć, jednak my wszyscy stopniowo powinniśmy poznawać i rozumieć oraz znać tak, jak jesteśmy poznani. Bóg nigdy nie powoduje niepotrzebnych łez. Teraz widzimy jak przez przyciemnione szkło.
Wszystkie rzeczy działają łącznie nie po to, by naszą drogę uczynić gładszą i łatwiejszą, ale dla naszego dobra. Dla naszego zdrowia i powodzenia cielesnego? Nie! Pamiętamy, że Salomon, wybierając mądrość, otrzymał wraz z nią wszystko inne. Czego najbardziej byśmy sobie życzyli? Naszym największym pragnieniem byłoby zobaczyć, że Bóg zajmuje w sercach swych stworzeń takie miejsce, na jakie zasługuje; naszym ogromnym pragnieniem jest ujrzeć Go uwielbionego. Czego pragnęlibyśmy dla nas samych? Takiego charakteru, jaki miał Jezus, tak łagodnego, tak miłującego, tak miłosiernego i tak dobrotliwego dla nieprzyjaciół; to jest najbardziej upragnione.
Gdy rozpoczynaliśmy bieg, z nagrodą zdawały się wiązać wszystkie nasze nadzieje, chcieliśmy wygrać tę nagrodę. Nie dostrzegaliśmy celu tak wyraźnie jak teraz. Gdy wszakże bieg trwał, widzieliśmy cel coraz wyraźniej, widzieliśmy jego piękno i jego nieocenioną wartość; i wtedy zaczęliśmy starać się o osiągnięcie celu dla niego samego, gdyż się przekonaliśmy, jak bardzo jest pożądany i jakim byłoby błogosławieństwem posiadać taki charakter, jaki miał Jezus. Nagrodę zostawiliśmy Ojcu, wiedząc, że Jego obietnice są pewne i że gdy dotrzemy do celu, otrzymamy nagrodę. Kto nie chciałby osiągnąć tego celu doskonałej miłości? Na podstawie Rzym. 2:7 przekonujemy się, że chwała (charakter Jezusa) i cześć (uznanie Pana Boga) znajdują się na pierwszym miejscu, zaś nagroda, nieśmiertelność, na ostatnim; najpierw muszą być zdobyte te pierwsze, zanim będzie mogła być udzielona nagroda. Nasz Ojciec miłuje takiego ducha i powinniśmy się starać go posiąść; nagrodę możemy zostawić Jego trosce, gdyż On jest sprawiedliwy.
Rzym. 5:3: „Ale się też chlubimy z ucisków”, nie jako fanatycy, ale dlatego, że sprawują nam one nader zacną wagę wiecznej chwały [2 Kor. 4:17], czyniąc nas bardziej podobnymi do Jezusa. Gdy tęsknimy za zakończeniem naszego biegu i tej ciemnej nocy, ucisk sprawuje cierpliwość i umożliwia nam cierpliwe oczekiwanie na Boski właściwy czas. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości oraz tęsknią za nią. Tacy gotowi są zapłacić za nią dobrą cenę. Wielu chce sprawiedliwości, ale tylko nieliczni jej łakną i pragną. Pan nie udzieli sprawiedliwości tym, którzy zwracają uwagę na koszty. Musimy chcieć znieść wszystko – chorobę czy utratę mienia itp. -aby tylko ją zdobyć, mówiąc: Panie, niech próby przyjdą, muszę mieć ten charakter za wszelką cenę.
Słowo nie mówi, że wszystkie rzeczy są dobre. Dolegliwości, choroby, problemy nie są dobre, ale dopomagają nam ku dobremu, jeśli kochamy Boga i jesteśmy powołani zgodnie z Jego zamiarem. Jak możemy miłować nieprzyjaciół, jeśli nigdy żadnych nie mamy? Jak możemy nauczyć się cierpliwości, jeśli nigdy nie zostanie ona wypróbowana? Ci, którzy kochają bogactwo, myślą, że zdobywanie bogactw jest dobre; ci, co kochają siłę, sądzą, że dobrze jest być silnym. Ci, którzy znają Boga i Go kochają, chcą być tacy jak On; będzie to dla ich dobra i dla naszego dobra. Jednak znać Boga a wiedzieć o Nim to dwie całkiem różne sprawy.
Jedni na drugich patrzymy naszymi oczyma, ale na Boga patrzymy sercem, stąd też nasza wizja Boga zależeć będzie od stanu naszego serca. To tak jak patrzeć na świat przez kolorowe szkło. Gdy użyjesz czerwonego szkła, wszystko będzie czerwone – drzewa, kwiaty, niebo, domy, ludzie. Gdy użyjemy niebieskiego szkła, wszystkie rzeczy będą niebieskie. Podobnie też, gdy patrzymy na Boga twardym, samolubnym sercem, nie zobaczymy dobrego, miłującego Boga. Jako przykład weźmy ojca, który jest zawsze surowy i okrutny dla swoich dzieci, który karze je wielokrotnie za drobne sprawy, tak że boją się go raczej niż go kochają. Nie ośmielą się hałasować, gdy on jest w pobliżu. I tak przeżył swoje życie, a gdy jest już na łożu śmierci, boi się umrzeć, strach przed pośmiertną zapłatą, obawa, że Bóg udzieli mu srogich kar za jego grzechy i nie okaże miłosierdzia, sprawia, że okropnie się boi. Dlaczego? Ponieważ patrzy na Boga twardym, okrutnym sercem i dlatego widzi jedynie autorytarnego, niemiłosiernego Boga. Prawdziwe jest powiedzenie, że charakter lub stan człowieka objawia się w sposobie, w jaki wyraża się on o innych.
Weźmy brata, który zawsze zaj muj e na zebraniu miej sce z samego przodu. Wypowiedzą się o nim dwaj inni bracia, każdy ze swojego punktu widzenia. Pierwszy, który z natury lubi przodować i ciężko mu tę skłonność pokonać, może powiedzieć: »Popatrzcie na tego brata, zawsze zajmuje miejsce z przodu, żeby wszyscy go widzieli. Chce, żeby ludzie go zauważali. Uważam, że jest dumny«. Inny, który jest bardziej łagodny, skromny i wspaniałomyślnie usposobiony, powie: »Cóż to za gorliwy brat! Zawsze jest taki uważny i siada z przodu, żeby nie stracić żadnego ze słów mówcy«. Mamy tutaj zatem dwa zupełnie odmienne spojrzenia na zachowanie tej samej osoby; serce pierwszego z braci jest wyraźnie pod wpływem niepokonanej jeszcze pychy, gdy tymczasem serce łagodnego brata można ocenić jako wolne od pychy. I tak stan naszego serca wpływa na wszelkie nasze osądy. „Dla czystych wszystko jest czyste” (Tyt. 1:15 NB). Jeśli nasze serce jest czyste, a słabości innych umiemy przypisać czemuś innemu niż złym intencjom, wówczas skłania nas to do patrzenia na świat przez czyste szkło, tak byśmy widzieli rzeczy w ich właściwych kolorach; do tego, by mieć czyste, przejrzyste serce, aby dobrze poznać Boga oraz móc łaskawie i sprawiedliwie spoglądać na bliźnich, wiedząc, że sami jesteśmy niedoskonali i ułomni. Gdy popatrzymy na Boga takim sercem, które jest w harmonii ze Słowem, jakże chwalebnym i pięknym nam się On objawi. Sądzimy, że stajenka, w której narodził się Jezus, była miejscem zbyt brudnym dla Tego, który miał być Królem królów i Panem panów. Takimi jednak były nasze serca, gdy On nas znalazł – były daleko brudniejsze niż owa stajnia. „A ktokolwiek ma tę nadzieję w nim, oczyszcza się, jako i on czysty jest” [1 Jana 3:3].
Jezus powiedział: „Kto mnie widzi, widzi i Ojca mego” [Jan 14:9]. On był odbiciem Ojca, tak i my chcemy być kopiami, fotograficznymi podobiznami Jezusa i w ten sposób być podobieństwem Ojca. Nie możemy powiedzieć, że już tym jesteśmy, ale mamy nadzieję dorosnąć. Chcemy być z każdym dniem lepszym podobieństwem Jezusa, zmieniając się z chwały w chwałę (2 Kor. 3:18). Podobieństwo będzie dokładne w zmartwychwstaniu; wtedy będziemy zadowoleni (Psalm 17:15). Fotograf zanurza zdjęcie w roztworze chemicznym, aby wydobyć podobiznę oryginału wyraziście i czysto. Tak i Bóg zanurza nas w „kąpieli” zawierającej kłopoty, próby, trudności i prześladowania, aby przywieść nas do coraz lepszego podobieństwa Jezusowego, my zaś powinniśmy być w stanie zauważyć nasz postęp.
Chrześcijanie powinni być zbieraczami błogosławieństw, gromadząc błogosławieństwa z chorób, prześladowań, problemów itp., bezustannie budując swoje charaktery zgodnie ze wspaniałym wzorcem. Pszczoły zbierają miód tylko z określonych kwiatów, ale my możemy zbierać z różnych źródeł. Ludzie są jak orzechy – niektóre dają się łatwo rozgnieść w celu wydobycia ich zawartości, inne wymagają silnego uderzenia i ciężko z nich właściwy orzech wydostać. Potrzebujemy tych doświadczeń, bo z jednych czerpiemy cierpliwość, z innych łagodność, wiarę itd. W następnym wieku będziemy potrzebować cierpliwości, bo będzie potrzebna wielka jej ilość, by udzielić niepoprawnym pełnych stu lat prób. Nie ma znaczenia, w jaki sposób przychodzą błogosławieństwa – obyśmy je tylko dostawali. Nikt nie grymasi na widok posłańca, jeśli przynosi ważne dokumenty, na które się z niecierpliwością czekało. Człowiek się po prostu cieszy, że je wreszcie posiada.
Nie ma miejsca na szemranie i buntowanie się. Usuńmy słowo „rozczarowanie” z naszego słownika, gdyż wszystkie rzeczy dopomagają nam ku dobremu.
Ze zbioru notatek br. J. A. Meggisona z Bostonu