„Wykłady Pisma Świętego” zauważone w Biblii
Drodzy przyjaciele, przypomnieli mi się owi wspaniali ludzie, o których czytamy w Izaj. 18:1-2: „Biada ziemi, którą zaćmiają skrzydła, która jest przy rzekach ziemi Murzyńskiej! Która posyła posłów przez morze po wodach w łodziach z sitowia, mówiąc: Idźcie, posłowie prędcy! do narodu rozszarpanego i splądrowanego, do ludu strasznego z dawna i dotąd”
Trzeba zauważyć, że pierwsze słowo w tym przekładzie zostało oddane raczej niefortunnie. Słowo „biada” jest tu okrzykiem w nieszczęściu, podczas gdy w rzeczywistości jest to wyraz zdziwienia, które było zamierzone. Pan mówi tutaj o pewnej ziemi i wymienia trzy rzeczy dotyczące tej ziemi. Po pierwsze mówi nam, że ziemię tę zacieniają skrzydła; po drugie mówi, że leży ona przy rzekach ziemi murzyńskiej i po trzecie, że wysyła ona posłów przez morze w łodziach z sitowia. Zobaczmy, czy uda nam się zidentyńkować tę ziemię i prorocze względem niej stwierdzenia. Najpierw zajmijmy się lokalizacją. „Biada ziemi, którą zaćmiają skrzydła, która jest przy rzekach ziemi Murzyńskiej!”
W tych odległych czasach, w porównaniu do dnia dzisiejszego znana była bardzo mała część świata. Azja była dobrze poznana; całkiem nieźle poznano południową część Europy; dość dobrze znane były części Afryki, Egiptu i Etiopii, ale reszta świata przedstawiała się niezbyt jasno w świadomości ludzi. Nic nie wiedziano o Ameryce Północnej czy Południowej; nic nie było wiadomo o Australii, jak i o całych połaciach południowej Afryki. W rzeczywistości rzeki Etiopii w Afryce były praktycznie granicą znanego wówczas świata. Ludzie wiedzieli, że dalej poza nimi rozciąga się ląd, ale była to dżungla nie do przebycia i ryzykowałby życiem ktoś, kto by się w nią zapuszczał. Mowa jest zatem o ziemi, która znajdowała się za Etiopią. Nie sporządzono jeszcze mapy tej ziemi. Zauważcie jednak coś jeszcze. Był to kraj, który miał być dopiero odkryty za rzekami Etiopii.
Dobitne jest również sformułowanie „którą zaćmiają skrzydła” W dawnym poetyckim języku z czasów biblijnych zacieniać skrzydłami” znaczyło dla wszystkich orientalnych narodów tyle co „ochraniać” W Psalmie 91:4 czytamy, że dziecko Boże skrywa się pod cieniem Bożych skrzydeł: „Piórami swymi okryje cię. I pod skrzydłami jego znajdziesz schronienie” Mówienie o ziemi zacienionej skrzydłami wskazywałoby zatem w szczególności na to, że ziemia owa znajduje się pod ochroną.
Ciekawi mnie, czy jest taki kraj, który spełnia te warunki. Kraj, który nie był jeszcze odkryty w czasach proroka, a jednak odkryty w tym sensie, że zapewniający innym ochronę. Odpowiadamy, że to ni mniej ni więcej, tylko Stany Zjednoczone Ameryki. Czyż nie jest bowiem faktem, że Stany Zjednoczone nie zostały odkryte jeszcze długo po czasach Izajasza i czyż nie jest faktem, że odkąd kraj ten został odkryty, stanowił dla innych schronienie?
Pomyślcie o hugenotach i pielgrzymach oraz innych, którzy znaleźli tutaj schronienie. Pomyślcie o tym znaczącym dniu, kiedy to uciskani Żydzi z Rosji znaleźli tutaj swoją bezpieczną przystań. Jak wiadomo, kraj ten przyjął jako swój symbol znak orła. Jednakże Stany Zjednoczone zapisały się nie tylko tym, że zapewniały ochronę innym, ale ponadto zauważamy, że kraj ten sam zdaje się znajdować pod ochroną Boga, pod Bożymi skrzydłami, szczególnie rozpościerającymi się nad nim. W historii naszego narodu znaleźć można tak wiele dowodów opatrznościowego nadzoru, tak jakby Pan mówił: »Hej, do Stanów Zjednoczonych Ameryki«. Nie można bardziej wyraźnie.
Ale teraz mówi On nam coś jeszcze o tej ziemi: „Która posyła posłów przez morze po wodach w łodziach z sitowia Gdy popatrzycie do wersji poprawionej, znajdziecie tam „papirus” zamiast „sitowia” Papirus był w starożytności materiałem piśmienniczym. „W łodziach papirusowych.” Coś tutaj, w Stanach Zjednoczonych, miało zamiar żeglować przez morze w statkach z papieru, w papierowych łodziach. Ktoś zapyta: »Jak to? Jak mógł człowiek przedostać się za morze w łodzi z papieru?«. Odpowiadamy, drodzy przyjaciele, że owe statki to ni mniej ni więcej, tylko książki. Książka jest okrętem z papirusu. Tutaj, w Stanach Zjednoczonych Ameryki, książki miały żeglować przez morza do odległych części ziemi do określonej klasy ludzi.
A w jakim celu? „Do narodu rozszarpanego i splądrowanego?” Cóż to za naród? To naród, o którym pisze apostoł Piotr, gdy w 1 Piotra 2:9 (NB) stwierdza: „Ale wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym, abyście rozgłaszali cnoty tego, który was powołał z ciemności do cudownej swojej światłości” Innymi słowy, jest to odniesienie do Kościoła Chrystusowego. On jest tym świętym narodem. Zwróćcie uwagę, jak lud Boży został rozproszony po całej ziemi. „Do narodu rozszarpanego [KJV rozproszonego”] i splądrowanego [KJV odartego”] .„ Hebrajskie słowo oddane tutaj jako „splądrowany” powoduje spore zamieszanie wśród znawców. Nie ma między nimi zgodności co do znaczenia tego słowa. Gdy mówimy o obieraniu jabłka czy pomarańczy, ma to znaczenie odrywania skórki Przedstawia to sposób traktowania ludu Bożego na świecie. Świat nie może się wedrzeć do ich serc, ale ich szlifuje, powoduje zadraśnięcia i zadrapania. Zaiste, dzieci Boże doznają ze strony świata otarć i zadrapań. Jak wyrażają to słowa: „do ludu strasznego z dawna i dotąd” Jak straszne były doświadczenia Kościoła od samego początku jego historii! Stwierdziliśmy, że owe statki z papieru, czyli książki, miały wypłynąć ze Stanów Zjednoczonych Ameryki. I miały rozejść się po świecie. O jakich książkach jest tutaj mowa? Niektórzy powiedzą: »Przypuszczam, że muszą to być Biblie«. Nie może chodzić o Biblie; przecież ogromne ilości Biblii drukuje się każdego roku w Wielkiej Brytanii. Biblie, jakie wychodzą spod pras drukarskich uniwersytetów w Oxfordzie i Cambridge, Są niezliczone, a i w Niemczech wydaje się niezmierne ilości Biblii, stąd też nie wydaje się rozsądne, żeby nasz Ojciec Niebieski przyznał całe uznanie za rozprowadzanie Biblii Stanom Zjednoczonym Ameryki. Należy się ono innym krajom. O jakich więc książkach jest tutaj mowa? Drodzy przyjaciele, sądzę, że się zgodzimy, iż książki te to owe wspaniałe Tomy, które nam pomagają, czyli „Wykłady Pisma Swiętego”. Rozeszły się one po całym świecie i gdziekolwiek znajduje się łaknące serce, które chce lepiej zrozumieć Biblię, Bóg posyła tam te książki i z jakąż spotyka się to radością!
Zauważcie, w jaki sposób Bóg kontynuuje, żeby nam o tym powiedzieć: „Wy wszyscy mieszkańcy świata, wszyscy zaludniający ziemię, patrzcie, jak na górach znak się podnosi! Słuchajcie, jak się głos trąby rozlega!” [Izaj. 18:3 BT]. Jakiej trąby? Trąby Pańskiej, drodzy przyjaciele, siódmej trąby. Wiemy, że dzisiaj wielu jest takich, którzy czytając o brzmieniu siódmej trąby, myślą o trąbie literalnej, jak na przykład nasi przyjaciele adwentyści. My jednak wiemy, że nie ma to być taka trąba. Za dowód tego uznajemy fakt, że było siedem trąb, a chrześcijanie z różnych wyznań są zgodni, że niektóre z nich już zabrzmiały. Stwierdzamy, że skoro inne sześć już rozbrzmiało, a ludzie nie słyszeli literalnego trąbienia, to dlaczego mielibyśmy sądzić, że usłyszą siódmą trąbę? Uznajemy więc, że siódma trąba nie była literalna.
Jak wiadomo, Księga Objawiania opowiada o brzmieniu siódmej trąby. Jest powiedziane: „Lecz w dniach, kiedy siódmy anioł się odezwie i zacznie trąbić, dokona się tajemnica Boża, jak to zwiastował sługom swoim, prorokom” [Obj. 10:7 NBJ. Zwróćcie uwagę na język. Powiedziane jest „w dniach” a nie „w dniu” „W dniach, kiedy siódmy anioł się odezwie i zacznie trąbić” Słowa te wskazują, że tak, jak zajmie jej to dni, gdy zacznie trąbić, tak też zapewne zajmie to dni, żeby przestała. I dlatego, jak rozumiemy, tutaj jesteśmy.
W przeszłości byli inni posłańcy. Wydaje się, że Marcin Luter dostrzegł wspaniałe prawdy i je głosił, i zadął, zdaje się, w jedną z tych siedmiu trąb. William Miller był innym z Bożych sług, który zagrał na jednej z tych trąb. A teraz, drodzy przyjaciele, zbliżyliśmy się do czasu, gdy brzmi siódma trąba, a jak zapowiadało Pismo, tajemnica Boża ma się dokonać w powiązaniu z głosem siódmej trąby.
Widzimy zatem, drodzy przyjaciele, jak Słowo Pańskie wskazuje na ważne sprawy, jakie się dzisiaj pojawiają. Słowo Pańskie wskazuje na te wspaniałe książki, które niosą takie cenne przesłanie. Zdarzają się ludzie, którzy pytają nas, czy sądzimy, że brat Russell jest pod natchnieniem, wywodząc dane kwestie w tych podręcznikach. Nie, drodzy przyjaciele, my mówimy jedynie, że nadszedł czas, gdy lud Boży potrzebuje więcej światła niż kiedykolwiek itak jak Bóg używał pewnych instrumentów wcześniej, uznał On też za stosowne posłużyć się tym bratem; cieszymy się z przywileju pomagania w rozprowadzaniu tych papierowych łodzi, czyli książek, które przyniosły nam błogosławieństwo.
My wszyscy, drodzy przyjaciele, odnieśliśmy z tych podręczników błogosławieństwo, ale pragniemy otrzymać go jeszcze więcej i dziś chcę wam powiedzieć, w jaki sposób. Nie ulega wątpliwości, że z tych spraw możecie odnieść większe dobrodziejstwo niż z naszych słów, ale jeśli mogę wam w tym dopomóc, wiedzcie, że otrzymacie takie wsparcie podczas dzisiejszego nabożeństwa. Prowadzicie w swoich zborach badania beriańskie, a mimo to bardzo wiele osób nie czerpie z tych lekcji beriańskich tyle dobrego, ile powinni. Wiemy, że wiele zborów wysoce sobie ceni badania beriańskie, niektóre zupełnie zrezygnowały z kazań, a jeszcze inne zrezygnowały z nich w znacznej części. Ostatnio byłem w kilku takich zgromadzeniach, gdzie są bardzo uzdolnieni bracia, a jednak uznano, że czerpią tak wiele korzyści z badań beriańskich, iż udaje im się co najwyżej raz w miesiącu wygospodarować czas na usługę w postaci kazania.
Jedną z przyczyn, dla których tak wielu nie odnosi większego pożytku z beriańskiej metody badania, jest to, że bracia nie wiedzą, jak się do tego należycie zabrać. Sądzę, że chcą otrzymać błogosławieństwo, ale trudność stanowi przeważnie brak wiedzy, jak to właściwie zrobić. I właśnie o tym „jak” zamierzamy dzisiaj pomówić. Myślę, że powinniśmy szczególnie o tym porozmawiać tego popołudnia, gdyż bracia nie mają w związku z tym tak wielkiego problemu jak siostry.
Po pierwsze chcemy powiedzieć, że wartość i pożytek z badania beriańskiego całkowicie zależy od ilości czasu, który na to przeznaczycie. Jeśli poświęcimy naszym beriańskim pytaniom tylko godzinę lub kilka minut, możemy mieć całkowitą pewność, że nie będzie to dla nas taką pomocą, jaką być powinno. Jakiś czas temu byłem w jednym miejscu, gdzie brat zwrócił się do mnie w te słowa: »Bracie Barton, zapowiemy zebranie na jutro, ale nie zdecydowałem, jaki to będzie rodzaj nabożeństwa«. Stwierdził, że jeżeli miałoby to być badanie beriańskie, chcą wiedzieć, żeby mogli przypatrzeć się danej lekcji. Zapytałem, czy to możliwe, że zbór wybrałby taki właśnie rodzaj zebrania, bo jeśli się dowiedzą, że ma to być jutro, to spędzą nad lekcją zaledwie kwadrans czy pół godziny. Powiedziałem też: »Bracie, nie może to być taki rodzaj badania beriańskiego, o jaki by chodziło, jeśli taka jest wasza metoda«. Powinno się mieć bowiem, drodzy przyjaciele, całe dwa dni, a jeszcze lepiej trzy, żeby przestudiować daną lekcję. Jeśli macie swoje badanie beriańskie we wtorek, to cały poniedziałek i wtorek powinniście myśleć nad daną lekcją. Zapytacie: »Jak to możliwe, przecież mamy swoje obowiązki do wykonania?«. Otóż, pokażemy wam, przyjaciele, jak przestudiować lekcję beriańską, nie zaniedbując swoich obowiązków. Pozwólcie, że wam pokażę, jak to się robi.
Weźmy, na przykład, lekcję beriańską na ten tydzień. Jeśli nie chcecie wyrywać strony, powinniście na dużej kartce papieru spisać wszystkie pytania. Następnie, jeśli chodzi o siostry zajmujące się czymś w kuchni, to niech wezmę tę kartkę ze sobą i przymocują ją w widocznym miejscu, tak żeby widziały ją cały czas i żeby sobie to utrwaliły w umyśle. Jeśli będzie ona cały czas wisieć przed waszymi oczyma, nie zapomnicie o niej. Jeśli stwierdzicie, że jej nie dostrzegacie, wówczas weźcie kawałek czarnej tektury, która będzie się bardziej rzucać w oczy i równie dobrze można ją postawić gdzie indziej. W poniedziałek rano, gdy dana siostra udaje się kuchni, żeby przygotować śniadanie, rozpoczyna swoje badanie beriańskie. Czyta pierwsze pytanie. Myśli o nim, robiąc śniadanie; jeszcze nie przeczytała komentarza. Zanim przeczyta komentarz brata Russella, zastanawia się nad pytaniem i stara się go sobie uzmysłowić, jak potrafi najlepiej. To oczywiste, że nie da się myśleć o nim cały czas, ale ma się dane pytanie ciągle przed sobą, a to spowoduje załatwienie tych innych spraw tak szybko, jak się da.
Uważam, że zbyt lekkomyślnie obchodzimy się z naszymi myślami. Swoimi dolarami nie szastalibyśmy tak, jak robimy to z myślami, a przecież nasze myśli są warte więcej niż dolary. Chcemy oszczędniej gospodarować własnymi myślami. Mam obecnie świadomość, że czasami rozmyślam nad czymś, a powinienem to wymyślić w ciągu trzech minut. Siostra zastanawia się może, co będzie dziś na obiad i myśli sobie: »Zjemy wołowinę«. Wie, że to już postanowione, ale znów do tego wraca i znów o tym rozmyśla. Przez cały ten czas wie, że skończy się na wołowinie, ale wraca do tematu i ponownie go rozważa. Powinna potrafić postanowić to w ciągu trzech minut i przejść do lekcji beriańskiej, odkupując w ten sposób czas. Przekonacie się, że umysł wasz nie będzie na niej skupiony przez cały czas, ale nie martwcie się tym. Nie doprowadzajmy swoich umysłów do takiego skupienia na danej kwestii, które mogłoby wydawać się brakiem zrównoważenia, lecz usiłujcie tak dalece, jak to możliwe poświęcać uwagę danemu pytaniu.
Dalej, gdy jest już po śniadaniu, macie możliwość pomyśleć nad drugim pytaniem. Po umyciu naczyń możecie przejść do pokoju i przy zamiataniu zastanówcie się nad kolejnym punktem, zaś przy obiedzie nad następnym i tym sposobem przejdziecie przez wszystkie pytania w ciągu tego jednego dnia. Oczywiście nie zadowoli was to w takim stopniu, jakby mogło, ale postarajcie się dotrzeć do wszystkich możliwych miejsc w Piśmie Swiętym, jakie się wam tylko nasuną w związku z tą czy inną kwestią.
Teraz to samo w stosunku do braci. Otóż każdy brat również powinien mieć spisane odnośne pytania i wykonując przykładowo jakąś pracę, trzymałby je schowane w kieszeni, tak by mógł po nie sięgnąć i je przejrzeć. Możliwe, że około dziewiątej nie będzie miał nic do roboty i przeczyta następne pytanie oraz się nad nim zastanowi, a w czasie lunchu znowu, i jak widzicie, nie potrzebował dodatkowego czasu poza swymi normalnymi godzinami pracy. Zwykłe obowiązki stały się okazją do działań i nauki w zakresie spraw duchowych. Jak widzicie, mamy dokładnie tyle czasu na badanie, co robiąc to w inny sposób, czyli na odosobnieniu — gdy siadamy i sięgamy do książek. Ten czas nie został „ukradziony”, inaczej zostałby on zmarnowany. Jest jeszcze jedna korzyść z takiej metody — przekonacie się, że im dłużej będziecie ją praktykować, tym łatwiej będzie to wam przychodzić, tym bardziej będzie to dla was pomocne w ciągu dnia, tym więcej umysł nasz będzie skupiony na sprawach ducha i tym bliżej Pana prowadzić będziemy nasze życie. A nie tylko to, bo będziemy też w stanie lepiej znosić nasze próby. Z tego też powodu na konwencji przyjaciele potrafią znieść swoje próby z łatwością. Ich umysły są zajęte sprawami duchowymi. Zauważycie, że będzie to wpływać na rozwój zdolności do koncentracji oraz pomoże w uczeniu się sposobów rozważania tematów biblijnych.
W poniedziałek wieczorem dany brat czy siostra mogą poczytać komentarze. Nie przeczytali ich dotąd, ale cały czas o tym myśleli. W poniedziałkowy wieczór ów brat czy siostra biorą do ręki Tom i mają pół godziny dla siebie. Siostra czyta pytanie, a następnie komentarz. Trudząc się tym pytaniem cały dzień, można o wiele lepiej skorzystać z komentarza. Dokładnie tak jak w szkole. Jeśli uczeń otrzyma zadanie do wykonania, a zrobi je zamiast niego nauczyciel, dziecko nic z tego nie ma, ale gdy powalczy z problemem, gdy się wysili, wówczas nawet jeśli nauczyciel rozwiąże zadanie za niego, uczeń w końcu zrozumie. Właśnie tak samo jest z nami. Zmagając się z tymi pytaniami wciągu dnia, dostrzeżemy głębię komentarza. Zwrócimy uwagę na takie zagadnienia, które w przeciwnym razie przeoczylibyśmy i odniesiemy z tego znaczny pożytek. Będzie to dla nas wielkim błogosławieństwem. Ponadto lepiej wszystko zapamiętamy.
Zastanowiwszy się nad komentarzem, siostra przechodzi do następnego pytania i rozważa swoje poglądy w związku z nim oraz przechodzi dalej, czytając. Brat postępuje w taki sam sposób. We wtorek dany brat czy siostra zaczynają od początku. Siostra udaje się do kuchni. Czyta pierwsze pytanie, jak robiła to poprzedniego dnia, ale teraz ma z tego więcej pożytku. Może wniknąć znaczniej głębiej, niż byłoby to możliwe w innym przypadku. Może się zastanowić bardziej gruntownie. Próbuje odpowiedzieć na trudne zagadnienia w tym pytaniu, a następnie przechodzi do kolejnego. Prawdopodobnie w poniedziałek nie odniosła zbyt wielkiej korzyści ze swego badania, ale wtorek jest bardziej owocny. Dociera do sedna zagadnienia. O ile w poniedziałek tylko obrała jabłko, teraz może je zjeść i cieszy ją to. Gdy w zborze bracia i siostry badają tą metodą, pomyślcie, jak wygląda ich zebranie, gdy zejdą się wszyscy razem. Nie sposób nie uczestniczyć w takich badaniach.
Jest pewien zbór w Karolinie Północnej, położony z dala od miast, w którym bracia mieszkają wiele kilometrów od siebie. Poza tym są to osoby biedne, tak jak biedne są ich gospodarstwa i ich zaprzęgi, bo przeważnie jeżdżą na mułach. A jednak zebranie mają trzy albo cztery razy w tygodniu, w gorszych okresach trzy razy. Zbór ten liczy dwadzieścia pięć osób. Średnio uczestniczy dwadzieścia osób, mimo złego stanu dróg. Sami widzicie, że przybycie na takie zebranie musi być dla nich wspaniałym błogosławieństwem. Ale można to zrozumieć, jeśli zastanawiając się wcześniej nad swoimi lekcjami, przyjaciele ci odnoszą korzyść i błogosławieństwo.
A teraz wyobraźmy sobie, że wy przyszliście na nabożeństwo; przybliżył się czas rozpoczęcia. Nie jest to czas na to, by otworzyć podręczniki i zabrać się do przeglądnięcia komentarza. Kiedykolwiek widzę, że zbór tak robi, stanowi to dla mnie wyznacznik zasad panujących w danym zborze. Sądzę, że gdy przychodzimy, to po zaśpiewaniu pieśni i modlitwie mamy być gotowi do omawiania lekcji. Prowadzący zadaje pytanie, powinna się odbyć nad nim dyskusja, a komentarz powinien stanowić końcowy etap.
Przyjaciele powinni się starać nie tylko brać udział, ale o ile się da, na wszystko powinni podawać wersety biblijne. Ani jednego zagadnienia nie należy pozostawić bez podania dwóch wersetów na jego poparcie. Ponadto, nie tylko wszyscy przyjaciele powinni próbować uczestniczyć, ale nawet ci, którzy czują, że nie mają zbytnich zdolności, powinni dać z siebie tyle, ile mogą. Jeśli widzimy, w czym brakuje im umiejętności, moglibyśmy zrobić coś dla ich dobra. W niedzielę wieczorem opowiadałem o niedawnym przeżyciu. Uważam, że jeden z najsłabszych wykładów, jakie kiedykolwiek powiedziałem, okazał się jak najbardziej pomocny. Inny pielgrzym miał nieopodal spotkanie i przyszedł, żeby mnie posłuchać i rzekł: »Bracie Barton, sądzę, że powinienem wycofać się ze służby pielgrzyma. Wydaje mi się, że nie nadaję się do niej. Myślę o wysłaniu mojej rezygnacji«. Próbowałem go zachęcać, ale to nic nie dawało. Powiedział tylko: »Tak czy inaczej, cieszę się, że jestem tu dzisiaj i wysłucham dobrego wykładu«. Nadszedł czas mojej usługi i jeśli zdarzyło mi się kiedyś powiedzieć kiepski wykład, to było to owego wieczora. Nie mogłem pozbierać myśli i pod każdym względem zupełnie mi się nie powiodło. Gdy skończyłem i śpiewaliśmy ostatnią pieśń, zastanawiałem się, dlaczego Pan dał mi takie doświadczenie tego wieczoru, a teraz widzę przyczynę. Gdybym wtedy powiedział pożyteczny, jasny i logiczny wykład, tamten brat odszedłby jeszcze bardziej zniechęcony, a tak wierzę, że sobie pomyślał, iż tak to on też potrafi. Na pewno było to dla niego zachętą.
Tak jest również i w zborze. Jeśli możesz coś mądrze powiedzieć, zrób to najlepiej jak potrafisz, jeśli masz coś do powiedzenia, powiedz, a możliwe, że znajdą się w zgromadzeniu tacy, którzy stwierdzą: »Widzę, że siostra ta a ta bierze udział, a wiem, że ja też tak potrafię powiedzieć« — może to być podnietą dla wielu innych osób. Badając swoją lekcję, przerabiając ją w ten sposób, jak zasugerowaliśmy, uzyskacie taki efekt, że podczas badania beriańskiego odnośne tematy będą tkwić w waszym umyśle i tak łatwo ich nie zapomnicie. Zastanawiając się nad daną lekcją, pojmiecie zagadnienia; jeśli jej nie przebadacie, umkną wam one. Rozważając lekcję, zrozumiecie znaczenie tych kwestii. Często sobie uświadamiam, że czasem brat podaje jakąś uwagę, a inni zdaję się jej nie doceniać. Pamiętam, jak kiedyś usłyszałem brata, który podzielił się pewnym spostrzeżeniem, ale wtedy gdy się wypowiadał, nie wyglądało na to, że jego wypowiedź może być dla kogoś pomocna; była podana w nieco mglisty sposób, ale dla mnie zdawała się przedstawiać jedną z najbardziej przydatnych rzeczy, jakie w ogóle słyszałem. Wywarło to na mnie tak silne wrażenie, że powiedziałem na tej podstawie wykład. Przyjaciele zgłaszali, że bardzo im to pomogło, ale nie mogli tego powiedzieć po wyrażeniu tej samej myśli przez owego brata.
Jednym z rezultatów przestudiowania lekcji będzie to, że gdy brat wskaże w niej potem kilka punktów, uchwycicie ich ważność. Może się zdarzyć, że inni bracia nie przerobili swojej lekcji i niczego z niej nie zrozumieją. Będzie to również oznaczało, że na początku praktykowania zasugerowanej wam metody nie okaże się ona tak pomocna, jak byście sobie tego życzyli. Stwierdzicie na przykład, że nie zadziała tak gładko, ale nie zniechęcajcie się, drodzy przyjaciele, lecz trwajcie przy niej, a przekonacie się, jak metoda ta okaże się dla was korzystna. Będziecie odnosić wielkie błogosławieństwo z przygotowywania się, a gdy coś się przydarzy i nie pójdziecie na zebranie, i tak będziecie znać daną lekcję, nawet jeśli nie skorzystacie z przywileju i zalety wysłuchania komentarzy innych przyjaciół. Tak czy inaczej, otrzymacie błogosławieństwo.
Gdy już przerobiliśmy naszą lekcję, jesteśmy gotowi, by posłuchać, co ma do powiedzenia na jej temat brat Russell. Po wysłuchaniu komentarza możemy przystąpić do innych zagadnień, aż wreszcie będziemy gotowi, by przejść do drugiego pytania. Wierzę również, drodzy przyjaciele, że całkiem sporo spośród nas potrafi lepiej analizować pytania biblijne, niż my to robimy, ale nie wypracowaliśmy i nie przećwiczyliśmy dostatecznie, jak zastosować to w praktyce. Zapytacie może: »Czy nie byłoby to raczej uciążliwe? Czy nie byłoby to drażniące i męczące? Jutro jest poniedziałek, więc muszę przerobić swoją lekcję«. Otóż, drodzy przyjaciele, jeśli w taki sposób mielibyście się na to zapatrywać, to lepiej nie badajcie wcale. Nie przerabiajcie lekcji, jeśli macie takie nastawienie. Chcę wam powiedzieć, że się przekonaliśmy, iż pytania te nie są powierzchowne, one mają swoją głębię. Interesuję się tymi prawdami już dwadzieścia lat i nie spotkałem jeszcze takiej beriańskiej lekcji, żeby nie byłoby w pytaniach głębi, której nie dostrzegałem wcześniej. Weźmy, na przykład, pytanie z ostatniego tygodnia: »Zaproponuj prostą formułę do zastosowania przy tej usłudze«. Chodziło o chrzest. Jak wiele zawiera się w tym prostym pytaniu. Wielu powie: »0, to nic takiego; trzeba po prostu powiedzieć: Bracie, w imię Ojca i Syna, i ducha świętego, z tego upoważnienia, ja ciebie chrzczę w Chrystusa«. Jeśli nie przestudiowałeś swoj ej lekcji, to na tym koniec. Ale jeśli ją zbadałeś, to wiesz, jak wiele się w niej kryje. Zastanawiając się nad tym pytaniem, sam dla siebie pomyślisz: Ciekawe, czy był taki przypadek, żeby apostolowie kogoś ochrzcili, wypowiadając określone słowa? Czy Pismo Święte podaje, co apostołowie mówili w dniu Pięćdziesiątnicy? Zastanówmy się, dlaczego Pan nie pozostawił nam formuły tych słów. Dlaczego nie dał nam jakiegoś wzoru owych słów? Jaki był tego cel? Chcę, żebyście pomyśleli o tych kwestiach. Czy nasz Pan nie posłużył się jakąś formułą tych słów, gdy powiedział: „Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Swiętego” [Mat. 28:19]? Czy to nie była formuła tych słów, jaką On nam zostawił? Zasadniczo używamy tych słów, ale ewidentnie nie miał ich On na myśli jako formułki słownej. Czy miało to oznaczać, że musi się używać tych właśnie słów?
Pismo Święte mówi bowiem: „Wszystko czyńcie w imieniu Pana Jezusa” [Kol. 3:17 NB}. Gdy kupujesz bilet kolejowy, chciej powiedzieć: »Robię to w imieniu Pana Jezusa«. Gdy spotykasz kogoś i podajesz mu rękę, to jakbyś chciał powidzieć: »Robię to w imieniu Pana Jezusa«. We wszystkich rzeczach honorujesz imię Pana Jezusa. I tak samo, gdy On mówi: »Chrzcijcie w imieniu Ojca i Syna, i ducha świętego«, nie ma na myśli, że powinniśmy to uznawać za formułę słowną, lecz uznawać autorytet Ojca, a zatem, jak widzicie, jest tu dobre ukierunkowanie myśli. Moglibyście spytać: »Czy miałoby to znaczenie, jeśliby użyto złych słów? Załóżmy, że jeden brat ochrzcił drugiego i nie wypowiedział tej formułki — czy robi to jakąś różnicę? Czy ma to wpływ na chrzest brata, jeśli nie posłużono się odpowiednimi słowami?«. Są to, drodzy przyjaciele, proste pytania, ale jak wiele w sobie mieszczą. Dotyczą podstawowych zasad, w myśl których muszą rozumować chrześcijanie. Nic nie rozwinie nas lepiej niż owe lekcje beriańskie.
Dalej, jeśli nie przestudiujecie tych pytań, to będzie oznaczało, że idąc na zebranie, nie będziecie mieć tak dobrego punktu wyjścia dla tych pytań, jaki mielibyście, przebadawszy je, a jeśli nie przerobicie lekcji, wpłynie to na określony przebieg nabożeństwa. Na spotkanie przychodzi dana liczba przyjaciół i gdy pada pytanie, wszyscy zgadują i odchodzą z poczuciem, że zebranie nie było tak pożyteczne, jak być powinno. Dlaczego więc nie opracować danej lekcji w poniedziałek, tak żeby idąc na zebranie, wszyscy byli pełni pomysłów, gotowi sami odnieść większe błogosławieństwo, jak i podzielić je z innymi.
Pomyślałem, przyjaciele, że weźmiemy pod rozwagę kilka z tych beriańskich pytań, jakie macie, po to, by zilustrować sposób ich analizy podczas naszego badania. Nie ma to być istotne badanie beriańskie. Uznałem po prostu, żeby rozważyć kilka pytań, aby wam pokazać, w jaki sposób wszystkie te z pozoru proste pytania przy uważnym ich przebadaniu i przeanalizowaniu odkryją przed wami swoją głębię. Każde pytanie przestudiujemy tylko po części. Jeśli poczujecie, że możecie odpowiedzieć na jakieś pytanie, uczyńcie to. Pomyśleliśmy, że zajmiemy się pytaniami z pierwszej niedzieli września. Oto pierwsze z nich: Czy oprócz Żydów ktoś jeszcze był odpowiedni do chrztu Janowego? Jeśli nie, to jak miano pozyskać pogan do Chrystusowego domu wiary? Siostra odczytuje to pytanie, które spisała i zawiesiła w poniedziałek rano. W rzeczywistości są to dwa pytania. Czy jacyś Zydzi byli odpowiedni do chrztu Jana? Po pierwsze pytamy, drodzy przyjaciele, czy określenie chrzest Jana” poj awia się w Biblii. Gdzie można je znaleźć? Kto może przytoczyć cytat? Sekretem badania Biblii jest posiadanie na wszystko cytatów biblijnych, żeby nie prezentować jedynie własnej opinii, lecz podawać wersety Gdzie możemy to znaleźć?
Odpowiedź: Chrzest Janowy był na odpuszczenie grzechów.
Tak. Czy możesz, siostro, wskazać przykład, gdzie jest wspomniany chrzest Janowy?
Odpowiedź: Jan ochrzcił naszego Zbawiciela.
To prawda. Było to istotnie określone mianem chrztu Janowego; pamiętacie wzmiankę z dziewiętnastego rozdziału Dziejów Apostolskich. To po- kazuje, że Biblia rzeczywiście mówi o chrzcie Janowym. Jest to nazwa biblijna. Jest wiele opisów mówiących, że Jan ich chrzcił, ale tu mamy istotnie wzmiankę o chrzcie Janowym.
Następnie pytamy: Dlaczego był on nazywany chrztem Janowym? Czy dlatego, że nikt inny, tylko Jan mógł chrzcić tym chrztem? Sformułuję to pytanie nieco inaczej: Czy było kiedykolwiek tak, że miał miejsce chrzest Janowy ale nie Jan był tym, który chrzcił? Albo: Czy ktoś inny mógł chrzcić chrztem Janowym?
Odpowiedź: Myślę, że chrzest Janowy był dla odpuszczenia grzechów i mógł go dokonać ktoś inny
Znaczyłoby to, że jeśli ktokolwiek chrzcił dla odpuszczenia grzechów, to byłby to chrzest Janowy Czy apostoł Piotr chrzcił chrztem Janowym?
Odpowiedź brata: Bez wątpienia.
Czy możesz wskazać jakiś przypadek?
Odpowiedź: Nie mogę sobie przypomnieć.
Pamiętacie przykład z dnia Pięćdziesiątnicy. Bardzo wielu ludzi słuchało poselstwa Apostoła i byli chrzczeni; uznajemy, że był to chrzest pokuty od grzechów. Apostoł Piotr i inni udzielali chrztu.
Pytamy więc na podobnej zasadzie: Kim byli ci, którzy otrzymywali chrzest Janowy? Czy każdy mógł być ochrzczony chrztem Jana?
Odpowiedź: Był on tylko dla Żydów.
Jak zatem odpowiedzielibyście, gdyby ktoś zapytał o ten chrzest w dniu Pięćdziesiątnicy i gdyby stwierdził, że byli tam ludzie z każdego narodu i że wielu z nich się nawróciło i zostało ochrzczonych — to czy oni wszyscy mogli być Żydami?
Odpowiedź: Uważam, że tak. Myślę, że wszyscy oni byli Żydami.
Pismo mówi, że byli tam Scytowie, Partowie i Medowie, i Elamici itd. W jakim sensie myślisz, że wszyscy ci ludzie byli Żydami? Jak można uważać kogoś równocześnie za Scytę i za Żyda? Niech ktoś poda swoją myśl. (cisza) Czy był to jakiś określony dzień, gdy przybyli zewsząd wszyscy na jedno miejsce? W jakim dniu zostali ochrzczeni?
Odpowiedź: Tak, był to dzień Pięćdziesiątnicy.
Tak i w tym kryje się, przyjaciele, pogląd, że byli to Żydzi. Przybysze stąd i zowąd, szczególnie zainteresowani tym świętem. Było to święto tylko dla Żydów; oni musieli być Żydami. A jak wyjaśnić fakt, że byli też Partami itd.? Byli oni Zydami osiedlonymi w tych krainach. Gdy Filip ochrzcił eunucha, to czy ochrzcił go chrztem Jana?
Odpowiedź: Myślę, że nie.
Czy ktoś ma inną myśl?
Otóż my rozumiemy, że eunuch etiopski był ochrzczony chrztem Janowym. Mamy na to różne dowody. Na przykład taki, że Ewangelia nie dotarła jeszcze wtedy do pogan. Stąd też musiał on być ochrzczony chrztem Janowym. Musiał on być żydowskim prozelitą i korzystał z przywilejów należnych narodowi żydowskiemu. Mamy na to dowód: Gdy Filip otrzymał nakaz, aby iść do niego, zastał go na czytaniu fragmentu z Proroctwa Izajasza. Raczej trudno by było oczekiwać, że człowiek zainteresowany czytaniem Pisma Świętego nie był żydowskim prozelitą. Filip zadał mu pytanie, o kim tam jest mowa itd., ale on odparł, że nie rozumie, chyba że ktoś mu wyjaśni. Widzicie więc, przyjaciele, że przeznaczając czas na badanie lekcji, przekonacie się, iż wszystkie te rozmaite zagadnienia utrwalą prawdy w waszej świadomości i uzyskacie solidniejszy grunt dobrych rzeczy.
(Pytania były dalej rozważane według tego schematu.)
Stwierdzamy, drodzy przyjaciele, że byłoby jeszcze wiele do powiedzenia na temat chrztu i póki co nic nie sprzyja bardziej jego zgłębieniu niż lekcje beriańskie. Jestem pewny, że przyjaciele, którzy uważnie prześledzili lekcje beriańskie, w pełni doceniają wynikłe z tego korzyści, a trudność, jaka dotyczyła w przeszłości prawdopodobnie większości z nas, polegała na tym, że ceniliśmy lekcje beriańskie na takiej samej zasadzie, jak docenia się godziny lekcyjne w szkole. Tak jak dzieci w szkole, które sobie mówią: »Dowiem się, jak nauczyciel wezwie mnie do odpowiedzi« i chcą po prostu mieć już tę lekcję za sobą. Gdyby uczyły się w domu, byłoby bardziej prawdopodobne, że będą ją dłużej pamiętać. Tak samo jest z lekcjami beriańskimi; jeśli nie zbadamy naszej lekcji starannie, możemy udzielić dobrych odpowiedzi, ale nie przetrwają one w naszej pamięci zbyt długo. Znajdujemy tu jeszcze coś innego. Gdy lekcja beriańska się skończy, nie powinno się iść do domu, myśląc: »W porządku, koniec lekcji«. Teraz trzeba spędzić kolejny dzień na rozmyślaniu nad lekcją. W środę rano dana siostra mogłaby przeczytać w kuchni pierwsze pytanie i zastanowić się nad różnymi myślami, które były dla niej nowe. Pomyśli sobie: »Odnośnie tego pytania brat ten a ten poruszył taką ważną kwestię«. Następnie, przygotowując śniadanie, myśli o innym pytaniu. Powinna przejść przez wszystkie z tych pytań, aby się tak gruntownie utrwaliły w jej umyśle, że je zapamięta.
Co do jednego nie mam przekonania – żeby nasze lekcje beriańskie były tematem wykładów; w lekcji beriańskiej powinien uczestniczyć każdy. Znam jedno zgromadzenie, gdzie rzekomo mają lekcje beriańskie, ale ja w to wątpię, gdyż wygląda to tak: Przychodzą na zebranie i brat prowadzący odczytuje pierwsze pytanie; wywołuje jakiegoś brata lub siostrę, a oni nic nie mówią. Potem pyta jeszcze kogoś i pada jedna uwaga czy dwie, a następnie brat wygłasza piętnastominutowe kazanie. Nazywają to lekcją beriańską, ale ja uważam to za powiedzenie kazania. Stosowny „beriański” prowadzący to taki, który mówi bardzo mało, a zachęca przyjaciół. Zadałem wam te pytania po to, by się przekonać, na ile aktywnie przyjaciele wezmą udział oraz uzmysłowić wam, że być może nie przeznaczacie dość czasu na przebadanie tych pytań. Zmierzamy do tego, by pytania te stały się częścią naszej natury. Jeśli uczymy się tylko po to, by wyrecytować określone odpowiedzi, można wnosić, że nie będzie to dla nas pożytkiem, ale jeśli nauczymy się analizować nasze stwierdzenia, to jestem pewien, że odniesiemy z tego wielką duchową korzyść.
St. Paul Enterprise, 19 września 1916