Wykonywanie woli Bożej
Kilka notatek z wykładu brata Bartona z 31 grudnia 1914.
Jakże wspaniałą księgą jest Biblia! Lampa, którą mamy przed sobą i która obraca się wokół nas i do wewnątrz nas. Jak jesteśmy głodni, możemy zmienić naszą lampę w stół, z którego będziemy jeść. Jeśli pragniemy duchowej muzyki, Biblia staje się naszą harfą. Jest ogrodem, w którym możemy podziwiać duchowe kwiaty. W staczaniu dobrego boju wiary staje się mieczem.
2Moj. 12:1-2. Zmiana na początku roku ma obrazowe znaczenie. Gdy dzieci Izraela opuściły Egipt, rozpoczęły rok w nowym terminie. Poprzednio rok rozpoczynał się w jesieni i następowały nieprzyjemne miesiące, ale według nowej rachuby rok rozpoczynały miesiące przyjemne. Tak samo jest z dziećmi Bożymi – wszystko zaczynają na nowo i następują miłe miesiące, natomiast uprzednio, postępując dawną drogą, przeżywali miesiące nieprzyjemne. Dawna droga wiodła przez zimne, cielesne doświadczenia, zaś w nowym porządku wraz z nowym rokiem nastaje radość i pokój. Podobnie jak cały świat spogląda na sprawy według starego punktu widzenia, i my mamy stałą tendencję do zapominania o patrzeniu na rzeczy z nowej perspektywy. Perspektywy świata to szukanie bogactwa, wygody, popularności; zaś Boża perspektywa każe szukać Bożej woli i Boskiego punktu zapatrywania, żeby działać na rzecz moralnego dobra braterstwa. Bogactwo nie daje radości – bogaty człowiek musi jadać kraby, homary itp., czyli rzeczy, które nigdy nie powinny trafiać do żołądka; biedny człowiek je fasolę itp., i jest to dla niego dobre.
Gdy jesteśmy zdecydowani, żeby czynić wolę Bożą, zdusimy samolubstwo, a wtedy zaczniemy odczuwać radość i błogosławieństwo nadchodzącego lata. Uczymy się tego, że Boże drogi są najlepszymi drogami.
Kilka praktycznych dorad, w jaki sposób zbliżać się coraz bardziej do Boga:
1) W świecie jest tak, że ludzie chcą, aby pracowało dla nich tylu, ilu się tylko da. Nauka Słowa jest dokładnie przeciwna. Musimy patrzeć, dla ilu ludzi my możemy pracować. Nie ma to być samolubne, lecz niesamolubne. Największy jest ten, kto najwięcej usługuje. „Jeśli tedy Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem nogi wasze, i wy winniście sobie nawzajem umywać nogi” [Jan 13:14 NBJ. Ponad wszystko był On sługą. Nasze miejsce będzie zależeć od naszego szczerego pragnienia, by służyć ludowi Bożemu.
Członkostwo w Ciele zobrazowane jest na trzy różne sposoby:
Chronologicznie – Chrystus jest głową, apostołowie szyją, Kościół to ramiona, które się rozchyliły w dniu Pięćdziesiątnicy. „Na grzbiecie moim orali oracze” – czas, gdy Kościół cierpiał prześladowania [Psalm 129:3 NB]. Nogi Kościoła przypadają na okres średniowiecza, a stopy Kościoła to czas obecny.
2) Inny punkt widzenia – ich stanowisko ze względu na umiejętność służenia. Głowa jest częścią, która potrafi najwięcej. Niektórzy stanowią ręce – ich praca jest bardzo ważna. Stopy to miejsce odpowiedzialne – ich rolą jest prowadzić i towarzyszyć innym w drodze.
3) Ciało ze względu na pokorę w usługiwaniu. Jezus był tym, który służył więcej niż ktokolwiek inny. Nasza pozycja w Ciele zależy od naszej służby. Olej pomazania ściekał na dół. Jeśli staracie się służyć, Bóg pozwoli, aby olejek spłynął na dół, aż do was, tak żebyście znaleźli się na ważniejszej pozycji.
Im więcej inni nam usługują, im więcej miłych słów o nas mówią, im więcej się za nas modlą, tym bardziej są błogosławieni. Od stopnia naszej pomocy drugim zależeć będzie nasze błogosławieństwo. Postanówmy, że w nadchodzącym roku będziemy służyć. Czasem zupełnie mała usługa jest bardzo ważna. Jeśli słyszymy o próbie, jaką przechodzi brat czy siostra, niech będzie to dla nas szczególnym czasem modlitwy za nimi. Otrzymacie wtedy więcej ducha świętego. Bądźmy nie tylko bardziej wierni, ale lepiej gospodarujemy, aby mieć więcej czasu. Ułóżmy plan. Jeśli obudzicie się nieco za wcześnie, to poświęćcie kilka minut na modlitwę za innymi. Niech liczy się każdy moment; jeśli przebudzimy się w nocy, wykorzystajmy to; jeśli czytamy, przeznaczmy na to stałe godziny, a tą metodą więcej osiągniemy.
Niech wasze światło przyświeca. Broszurki zawijajcie w papier, żeby się nie brudziły. Wykorzystujcie każdą sposobność i stwarzajcie sposobności. Postanówmy korzystać nie tylko z tych, które są w pobliżu, ale i tych poza swoją okolicą. Jeśli będziemy mieć wiarę, staną się one dla nas osiągalne. Wiara bywa źle rozumiana. Więcej wiary potrzeba tam, gdzie nie dzieje się nic nadnaturalnego. Noe miał wiarę; nie było tam deszczu, nie działo się nic niezwykłego, nie zdarzył się żaden cud. Noe uwierzył w proste oświadczenie Boga. Gdy opadły wody, nie wymagało to wiary – wiara to ufanie, choć nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Ezechiasz domagał się znaku i tarcza słońca obróciła się wstecz, ale znak nie wymagał wiary. Zdarzyło się za dni Jezusa, że zachorował sługa setnika. Setnik ów rzeki: „Panie, (…) powiedz tylko słowo” [Mat. 8:8 NB]. Jezus stwierdził: „U nikogo w Izraelu tak wielkiej wiary nie znalazłem” Nie trzeba było widoku cofającego się słońca. Chcemy mieć ufność bez znaku albo cudu. Eliasz ucieki na pustynię, gdzie karmiły go kruki [hebr. „orew”}. To nie żaden cud, bo słowo to znaczy też Arab” Niektórzy uważają, że Bóg wpłynął na serce jakiegoś Araba, żeby żywił proroka. Bóg tak też to urządził, że zaopatrywała go wdowa. Boża dłoń jest również nad nami, ale my uważamy, że musimy widzieć Bożą rękę dokonującą cudów. Jeśli modlimy się o swoje potrzeby, róbmy też to, co do nas należy, a jeśli wychodzi to całkiem naturalnie, przypiszmy to Bogu. Jeśli nasze serce jest prawe, będziemy widzieć Bożą dłoń w danym doświadczeniu, a nie cud, choć czasem uczyni On również cud. Gdy zamierzano wyświetlać „Fotodramę” w Alabamie, potok był wyschnięty i nie było prądu, ale następnego dnia zaczęło padać – padało i padało. Młodzi Hebrajczycy powiedzieli sobie: »Bóg nasz może nas wyratować, a jeśli nie, nie upadniemy i nie będziemy kłaniać się posągowi« (Dan. 3:10]. Miejmy takiego ducha! Miejmy wiarę, która wykracza poza nasz zasięg. Bardzo wielu nie dostaje błogosławieństwa licznych możliwości, gdyż w przeszłości nie sięgali po te, które mieli. Jeśli mamy właściwe nastawienie, zechcemy sięgnąć po każdą sposobność. Sprawdzajmy samych siebie i dodawajmy sobie otuchy. Bądźcie wyrozumiali dla drugich; nie osądzajcie ich według własnych standardów, bo nie możemy zajrzeć do ich serc i nasze sumienia są różne. Widzę wielu takich, którzy robią rzeczy, jakich ja nie mógłbym robić, a jednak wiem, że są oni dokładnie tak samo tego świadomi jak ja. Osądzając innych, utrudniamy sobie naszą drogę i sami sobie szkodzimy. Pomińcie to i uczcie się pozostawiać bratu należne mu prawa, okazujcie wyrozumiałość. On widzi, że postępujemy inaczej, niż on by postąpił. Mamy budować jeden drugiego, a nie powodować rozdarcie. Mamy wspierać i pomagać, nawet światu. Człowiek światowy może nigdy nie popatrzeć na sprawy tak, jak ja na nie patrzę, niemniej jednak chcę, żeby ów człowiek był pod właściwym wpływem tego, w co wierzę. Możemy bowiem sprawić, że ciężej mu będzie uwierzyć w przyszłości. Chcielibyśmy postępować bardziej stosownie do okoliczności.
Żyjemy w końcowym okresie tego wieku. Ostatni rok przyniósł takie doświadczenia, bez których nie mógłbym się nigdy dostać do Królestwa. Bez wątpienia jest tak ze wszystkimi, cieszmy się więc, że jeszcze jest czas. Im dłużej to trwa, tym więcej mamy możliwości i tym większa jest radość, jeśli czynimy postęp.
St. Paul Enterprise, 4 września 1917