Żywe kamienie Świątyni
„I wy jako żywe kamienie budujcie się w dom duchowny” – 1Piotra 2:5.
Wygłoszono w Proyidence Hall, Lynn, Mass., w niedzielę wieczorem, 9 grudnia 1906.
Gdy Biblia w wersji króla Jakuba [KJVJ była gotowa i ukończona w 1611 r., słowo „żywy” [ang. „liyely”] znaczyło „żyjący” ale jego znaczenie uległo od tamtej pory zmianie i obecnie „żywy” to „szybki”, „aktywny”.
O Chrystusie i Kościele łącznie mówi się na wiele sposobów: On jest pasterzem, Kościół owcami; On krzewem winnym, Kościół – gałązkami; On – oblubieńcem, Kościół – Oblubienicą itd. Tutaj jest mowa o Chrystusie jako o kamieniu narożnym, węgielnym Swiątyni, gdy zaś my, Kościół, jesteśmy na Nim wybudowani. Nie jest to dom z drewna albo z cegły, lecz solidna budowla z kamienia.
Przy wznoszeniu dowolnego domu ważne są cztery stopnie:
1) Budynek istnieje tylko w umyśle architekta.
2) Zostaje zaplanowany na papierze.
3) Wznoszenie konstrukcji.
4) Przekazanie jej do użytku.
Pierwszą rzeczą, jaką musi zrobić ktoś, kto pragnie zbudować dom, jest udanie się do architekta, przedstawienie, co się chce mieć oraz omówienie szczegółów. Gdy ten się zastanawia, dom powstaje w jego umyśle. Tak i Kościół istniał w umyśle Boga już w najodleglejszej przeszłości. Plan został sporządzony na długo przed zapoczątkowaniem Kościoła. Podobnie mówi się o Jezusie jako o Baranku zabitym przed założeniem świata (Obj. 13:8). Było to przeznaczone, że taka klasa, Kościół, powinna powstać.
Po tym, jak architekt wszystko przemyśli, kreśli on widok od frontu, boki, dach, różne poziomy domu; powstają rysunki będące spojrzeniem z każdej strony. Podobnie i Bóg przekazał nam ilustrację tej wielkiej Świątyni. Stary Testament to długa seria obrazów Kościoła: baranek paschalny, ofiary Zakonu, Przybytek, Świątynia Salomona – to wszystko są obrazy Kościoła, a ilustracje te prezentowane są z każdego punktu widzenia. Architekt nie robi rysunków po to, by opowiedzieć sobie samemu o budynku, lecz dla użytku pracowników. Również Bóg przekazał robotnikom obrazy i plany owej wspaniałej budowli.
Gdy rysunki są kompletne, przychodzą konkretne polecenia co do tego, jak dom ma być budowany, z jakich materiałów, jak ma być wykończony itp. Tak samo Bóg – dał nam rysunki – Stary Testament oraz szczegóły w Nowym Testamencie. Nowy jest objaśnieniem Starego, obydwa są potrzebne. Czasem ludzie przystępują do działania i rozpoczynają pracę, zanim nadejdą precyzyjne polecenia. Tak i w Starym Testamencie został przygotowany grunt pod budowlę; gdy przyszedł Chrystus, położony został fundament, a następnie nadeszły precyzyjne wskazówki.
Budowniczowie udają się do kamieniołomu po kamienie. Świat jest kamieniołomem, z którego żywe kamienie są wydobywane (Jan 15:19). Wszystkie kamienie brane są z tego samego kamieniołomu. Tak więc Bóg bierze wszystkie żywe kamienie ze świata. Stąd też wziął wielki kamień narożny. Kamień musi być wycięty z kamieniołomu. W chwili poświęcenia chrześcijanin jest odcinany od świata, a następnie zawiera przymierze, by służyć tylko Bogu. Nie jest już częścią świata, ale jest odcięty od świata (Jan 17:14, 16).
Gdy rozejrzymy się po kamieniołomie, zauważymy ogromne różnice w sposobach pozyskiwania kamienia. Czasami kamieniarz używa małego, stalowego klina, by wydobyć wielki kamień. Tak też jest i z niektórymi spośród nas – miłość Boża wchodzi do naszego serca i to wystarczy, by nas całkowicie odłączyć od świata. Ale nie zawsze tak jest. W przypadku innych kamieni nie da się zastosować małego klina. Robotnicy używają wtedy twardego, diamentowego świdra. Wiercą mały otwór, napełniają go dynamitem i wyrywają kamień. Tak też jest z niektórymi chrześcijanami; wiedzą o Bogu, o Jego miłości, dobroci i wspaniałych obietnicach, ale wciąż służą światu, aż przydarzy się jakieś wielkie nieszczęście – takie jak utrata dziecka, mienia czy też zrujnowanie wszystkich planów i nadziei, i otwiera im oczy na niestosowność ich postępowania oraz wyrywa ich ze świata. Od tego czasu są zdeterminowani służyć jedynie Bogu.
Nieważne jednak, w jaki sposób kamień się wydobywa; kto już się znalazł na zewnątrz, jest gotowy, by podlegać szykowaniu go do Świątyni. Kamień musi być wycięty całkowicie, chrześcijanin musi być w zupełności oderwany od świata; oderwanie w jednej drugiej, w jednej czwartej lub w trzech czwartych nie zadziała, musi być oderwany w całości albo w ogóle. Pan porównuje swych naśladowców do żołnierzy. Zanim ktoś stanie się żołnierzem, ma własną wolę, idzie, gdzie chce, nosi własne ubrania, rozporządza swoim własnym czasem itp. Gdy się jednak zaciągnie do służby, całkowicie przestaje być panem samego siebie, idzie tam, gdzie ma nakazane, nosi mundur, jaki mu dadzą. Tak samo jest z nami: nie mamy własnej woli, a naszą szatę stanowi ta, którą zapewnia Chrystus – zasługa Jego sprawiedliwości. Musi to być bezwarunkowe poddaństwo względem Jego woli. Jeśli powiemy, że spróbujemy Mu być posłuszni tak długo, jak nie będzie to w konflikcie z naszymi sprawami, tak jak my je postrzegamy, wówczas nie jesteśmy poświęceni.
Gdy kamień jest wydobyty jest nim na dobre – nigdy nie może ponownie stać się częścią kamieniołomu. Tak też jest z chrześcijaninem; jedno poświęcenie jest wystarczające, bądźmy wierni temu, które już uczyniliśmy. Jest tylko jedno poświęcenie, które ma znaczenie na całą wieczność; jedna druga albo trzy czwarte czy dziewięć dziesiątych z całości nie liczą się. Jest niemożliwe, by stać się ponownie częścią świata, jeśli ktoś się poświęcił. Jeden może chcieć to zrobić, inny nie potrafi nigdy. Często kamień pozostawiany jest w kamieniołomie na długi czas, zanim zostanie stamtąd zabrany, ale mimo to jest on już oddzielony od kamieniołomu. Również chrześcijanin może być po swoim poświęceniu przez jakiś czas zostawiony sam (pozornie nie użyty przez Pana), ale tak czy owak nie przynależy on już do świata.
Pasujące kamienie zabierane są z kamieniołomu. Murarz szuka kamieni odpowiadających określonym wymogom. Najpierw patrzy na kolor kamienia, gdyż ma to być śnieżnobiała Świątynia (Obj. 3:5). Jeśli nie przyjęliśmy Jezusa za swojego Zbawcę i Odkupiciela, nie jesteśmy odpowiedniego koloru. Nie są dozwolone żadne domieszki; niektórzy z nas mają tylko małe smugi, ale musimy być oczyszczeni krwią Jezusa.
Nawet spośród białych kamieni nie wszystkie są brane. Jeśli są za twarde, nie mogą być docięte i obrobione; inne są za miękkie, tak że się kruszą i ścierają. Niektórzy chrześcijanie mają właściwy kolor, uznali Jezusa za swego Zbawcę i Odkupiciela, ale mają za twardą wolę i odmawiają poddania się pod wolę Pana. Inni, będąc odpowiedniego koloru, posiadają miłość, ale nie mają siły charakteru, są zbyt miękcy i próby oraz cierpienia powodują ich kruchość, tak że nie mogą unieść krzyża. Jeśli chodzi o Świątynię, to wszystkie takie kamienie już się pojawiały.
Ciągle jednak kamień nie jest gotowy do Świątyni. Musi zostać wycyzelowany do odpowiedniego rozmiaru, ukształtowany i wykończony. Tak więc gdy chrześcijanin wybrany jest ze świata, pozostałości pychy, samolubstwa itp. muszą być wydobyte dłutem i zatarte. Niektórzy dadzą się łatwo obrabiać, przy innych zajmuje to więcej czasu. Jak szybko dał się ukształtować i udoskonalić charakter Szczepana w czasach pierwotnego Kościoła! Inni, mając odmienną formę, wymagali dłuższych okresów.
Są ogromne różnice między kamieniami. Oto tutaj kamień wielki, jasny i piękny nawet w kamieniołomie – o ileż piękniej będzie wyglądał po wypolerowaniu i obrobieniu! Tak samo też spotyka się chrześcijan, którzy mają piękne charaktery już na początku swej drogi – jakże będą oni piękni, gdy ich wygładzanie się zakończy. Ale oto tam chropowaty kamień, niezbyt piękny; gdy jednak murarz będzie go ostrożnie obrabiał, wydobędzie z niego wspaniały połysk, piękno i blask, tak że na koniec jest on tak samo piękny jak ten inny kamień. Również Pan bierze teraz ze świata i takich, co są szorstcy, nieokrzesani i nieprzyjemni, ale przy bardzo ostrożnej obróbce i polerowaniu przez próby, ćwiczenia i pewne gorzkie doświadczenia wypracowuje z nich piękne kamienie do tej wspaniałej Świątyni, równie piękne i błyszczące jak inne. Nie jest tak dlatego, że Bóg lubi zadawać nam ból, lecz ponieważ nas kocha, interesuje się nami i wie, jakie polerowanie jest nam potrzebne. Przy ukończeniu musimy być „bez zmazy lub skazy, lub czegoś w tym rodzaju” (Efez. 5:27 NB). Krew Jezusa oczyszcza nas od wszelkiego grzechu (1 Jana 1:7) i czyni nas bielszymi niż śnieg. Wszakże zmarszczki pychy, samolubstwa itp. muszą zostać wyprasowane gorącym „żelazkiem” nieszczęść i cierpienia w procesie przygotowania do Królestwa.
Widzimy, że w przypadku jednego kamienia murarz używa małego dłuta i małego młotka i odłupuje kawałek po kawałku; przy innym używa ciężkiego młota i wielkiego dłuta i odbija spore płaty. Jednak duże dłuto i młot nie przydałyby się w przypadku tego pierwszego kamienia, bo pokruszyłyby go na kawałki; natomiast małe dłuto i młotek nie zadziałałyby przy tym drugim kamieniu i byłyby nieskuteczne. Tak samo jeden chrześcijanin różni się od drugiego; niektórzy z nas potrzebują cięższych doświadczeń, przygotowujących nas do owej Świątyni, gdy zaś inni nie są w stanie wytrzymać takiej gwałtownej obróbki w celu ich przygotowania i wypolerowania. Pan wie najlepiej, czego potrzebujemy i nie będzie nas nękał próbami, których nie bylibyśmy wstanie znieść (1Kor. 10:13).
Pamiętamy ten piękny wiersz [zob. Straż 2/2011, str. 37], który jakiś czas temu pojawił się w The Watch Tower – o tym, jak pewna siostra żaliła się z powodu swych problemów i sądziła, że jej krzyż jest dla niej za ciężki oraz myślała sobie, że gdyby mogła mieć nieco przyjemniejsze krzyże, takie jak jej bliźni, to jakże byłaby szczęśliwa. Miała sen, w którym anioł wziął ją do miejsca, gdzie znajdowały się krzyże wszelkiego rodzaju i zaproponował jej, aby sobie któryś wybrała. Zobaczyła jeden pokryty różami, rozpoznała w nim taki krzyż, jaki mieli jej bliźni i mówiąc, że chciałaby taki jak ten, zatrzymała się, by go podnieść. Lecz cóż to?! Nie pomyślała o ostrych kolcach, które były między różami i pokłuły jej pałce. Nie, nie mogłaby nosić takiego krzyża i współczuła swemu bliźniemu. Potem zobaczyła krzyż ozdobny, iskrzący się i błyszczący; jakże był piękny i jakże byłoby miło mieć krzyż taki jak ten! Gdy jednak usiłowała go podnieść, stwierdziła, że nie może i dziwiła się, jak siostra X mogła nosić taki krzyż, dziwiła się, że jej nie przygniótł. I tak próbowała krzyże jeden po drugim, ale nie mogła znaleźć żadnego, który by jej pasował; zaczęła płakać, że nie ma krzyża dla niej. Gdy anioł podniósł bardzo prosty krzyż, z wypisanymi na nim jedynie słowami o miłości, spodobał się jej i … o dziwo, to był jej własny, stary krzyż. Postanowiła już nigdy nie narzekać na swój krzyż, lecz nosić go cierpliwie. Pan wie najlepiej, czego potrzebujemy: „On daje co najlepsze tym, którzy Jemu zostawiają wybór” (zob. WT. 1 sierpnia 1905).
Bądźmy więc wdzięczni Panu za Jego miłosierdzie i miłość i cieszmy się z tego, co mamy. Musimy zostać wyrzeźbieni i wypolerowani tutaj; nie będziemy doskonali w naszym ciele, ale możemy być doskonali w naszych sercach, naszych intencjach. Swiątynia Salomona była obrazem wielkiej Świątyni duchowej. Kamienie do Swiątyni Salomona były dopasowywane i przygotowywane daleko od niej; były dobierane, przycinane i polerowane tak, że gdy nadchodził czas, by je umieścić w świątyni, każdy kamień pasował na swoje miejsce i budowla powstawała bez stuku młota. Również gdy nadejdzie czas powstania tej duchowej Swiątyni, nie będzie wokół tego hałasu i nieładu, bo wszystko będzie gotowe i kompletne.
Z kamieniołomu wycina się więcej kamieni, niż jest potrzebne do budowy świątyni. Te, które mają zbyt wiele usterek, wkrótce rozpadłyby się na kawałki, tak więc niektóre z nich składuje się na hałdzie odpadów; inne są zbyt dobre, by je wyrzucić na śmietnisko, a zbyt słabe, by nadawać się na świątynię – przeznacza się je do jakiegoś innego wykorzystania. Tak i my, jeśli będziemy wierni, znajdziemy się w strukturze Świątyni, gdy jednak odmówimy formowania i polerowania i będziemy nieposłuszni, nie znajdziemy się ani w gronie „wielkiego ludu” ani nie na składowisku nieczystości; czeka nas wtóra śmierć.
Kamienie, które zostały pozyskane, zanim rozpoczęła się budowa, są składowane aż do czasu, gdy budynek będzie gotowy na ich przyjęcie. Tak i chrześcijanie z przeszłości nie otrzymali swej nagrody w chwili śmierci, lecz zasnęli, tak jak Szczepan. Wszyscy oni powstają, gdy zaczyna brzmieć siódma trąba. Inne kamienie, które odcinane są już w trakcie wznoszenia budowli, nie muszą być składowane, lecz od razu idą na swoje miejsce w budynku. Tak i my, nie wszyscy zaśniemy, ale wszyscy będziemy przemienieni. Umarli w Chrystusie powstaną najpierw, potem my, którzy jesteśmy żywi i pozostajemy, będziemy razem z nimi pochwyceni na obłokach, aby w powietrzu spotkać Pana (1Kor. 15:51; 1Tes. 4:16-17; Obj. 14:13).
Wielu spodziewa się, że uwielbienie Kościoła zakończy Boski plan odnośnie rodzaju ludzkiego. Ale wielka praca przewidziana w tym planie dopiero się wtedy rozpocznie. Prawdziwa praca Kościoła będzie miała miejsce za zasłoną, po uwielbieniu. Kościół nie będzie pomnikiem Bożej łaski, gdyż po wybudowaniu pomnika nie ma z niego pożytku, z wyjątkiem oglądania. Kościół i jego Głowa, Chrystus, będzie miejscem mieszkania Boga, domem, który będzie chronił ludzkość przed sztormem, deszczem i upałem, przed Mątwą grzechu i śmierci oraz przed mocą Szatana.
Bądźmy zatem wierni, abyśmy mogli uzyskać swe miejsce w tej chwalebnej Świątyni i wejść do radości naszego Pana. „Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga mojego ijuż z niej nie wyjdzie” (Obj. 3:12 NB).
Ze zbioru notatek br. J. A. Meggisona z Bostonu